wtorek, 26 maja 2026

Od Haru CD Daisuke

Patrzyłem na moją żonę przez dłuższą chwilę, uśmiechając się delikatnie pod nosem, gdy mogłem choć przez moment podziwiać jej ciało. Było w nim coś niezwykle pięknego, nie tylko samo piękno fizyczne, ale też historia, siła i poświęcenie, które teraz nosiło w sobie po wszystkim, co przeszła.
Od porodu nie mieliśmy zbyt wielu okazji do fizycznej bliskości i wiedziałem, że jeszcze przez kilka miesięcy niewiele się w tej kwestii zmieni. Wszystko przez połóg, trudny, wymagający czas, przez który musiała przejść. Rozumiałem to i nie miałem do niej najmniejszych pretensji. Wiedziałem, że teraz najważniejsze jest jej zdrowie, spokój i powrót do równowagi. Musiała dojść do siebie, odzyskać siły, poczuć się dobrze we własnym ciele i we własnej głowie.
Patrząc na nią, myślałem o tym, jak wiele przeszła dla naszej rodziny. Stała się kobietą po to, by dać nam dziecko, a jak się okazało, nawet dzieci i wciąż trwała w tej roli podczas połogu i karmienia, oddając im całą siebie. Wiedziałem jednak, że to nie jest koniec jej drogi, a jedynie kolejny etap.
Byłem pewien, że nadejdzie moment, kiedy znów poczuje się sobą. Gdy jej ciało się zagoi, gdy odzyska dawną swobodę i gdy ponownie stanie się mężczyzną, którego znam i kocham. Wiedziałem, że wtedy poczuje się lepiej, bardziej kompletny, spokojniejszy, bliższy samemu sobie.
I choć jako kobieta była piękna, podziwiałem ją i kochałem niezmiennie, tęskniłem za nim, za moim mężem. Bo to mężczyznę pokochałem i to jego brak odczuwałem najmocniej w tych cichych chwilach. Tęskniłem za jego obecnością, za tym, kim był i kim znów miał się stać. Nie odbierało to niczego temu, co było teraz, przeciwnie, jeszcze bardziej uświadamiało mi, jak głęboka i prawdziwa jest moja miłość.
Czekałem cierpliwie. Nie z niecierpliwością ani żalem, lecz z miłością i nadzieją, wiedząc, że pewnego dnia znów będę miał swojego ukochanego męża przy swoim boku.
Zdjąłem ubrania tak, jak życzyła sobie moja panienka, i razem z nią wszedłem do bali. Ciepła woda otuliła nasze ciała, a ja poczułem, jak napięcie ostatnich dni powoli ze mnie schodzi. To miała być tylko chwila, może kilka minut, może kilkanaście, jeśli dzieci pozwolą nam na ten mały luksus.
Marzyłem tylko o tym, by pobyć z nią sam na sam. Bez płaczu, bez pośpiechu, bez ciągłego nasłuchiwania, czy któreś z maluchów znów się nie obudziło. Bez karmienia, przewijania i zmęczenia, które od dawna towarzyszyło nam każdego dnia i każdej nocy.
Miałem nadzieję, że dzieci będą spały jeszcze trochę dłużej, a my wykorzystamy ten czas wyłącznie dla siebie. Nie dla fizycznej bliskości ani intymnych gestów, nie tego teraz potrzebowaliśmy najbardziej. Chciałem po prostu być obok niej.
Siedzieć razem w ciepłej wodzie, rozmawiać o wszystkim i o niczym, słuchać jej głosu i cieszyć się samą obecnością. Chciałem zobaczyć jej uśmiech, poczuć spokój płynący z tej krótkiej chwili wytchnienia i przypomnieć sobie, że poza rolą rodziców wciąż jesteśmy także sobą, dwojgiem ludzi, którzy się kochają.
Nie potrzebowaliśmy wielkich gestów ani słów. Wystarczało to, że mogliśmy być razem, choćby tylko przez krótką chwilę, zatrzymaną pomiędzy codziennymi obowiązkami i snem naszych dzieci. I właśnie ta zwyczajna, spokojna bliskość wydawała mi się w tamtym momencie czymś najpiękniejszym.

<Panienko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz