sobota, 30 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Nie spodziewałem się, że tak szybko natknę na mój cel, którego to istnienia nawet nie byłem pewien. A jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że wraz z nim dostrzegłem Serathiona. Nie byli pogrążeni jednak w przyjacielskiej rozmowie. Już z daleka było widać, jak mięśnie w ciele jednego jak i drugiego są napięte, gotowe w każdej chwili do ataku. W tej chwili rad byłem z tego, że mój zapach jest tak bardzo podobny do zapachu Serathiona, dzięki czemu mnie nie wykrywał. I że jeszcze Serathion go zagadywał... 
To będzie szybka robota. Dobrze, że wszystko, co musiałem, to go zabić, nie złapać. Jeśli zbliżę się odpowiednio blisko, będzie to jedno cięcie, może dwa. A jak na razie mój cel był całkowicie pochłonięty Serathionem, oburzony słowami, jakie do niego kierował. Wampiry mają strasznie kruche ego, każdy jeden, z Serathionem na czele. 
Nie wykonywałem żadnych gwałtownych ruchów. Podchodziłem do wampira spokojnie, krok po kroku. A kiedy tulko znalazłem się odpowiednio blisko, wyciągnąłem srebrne ostrze z pochwy. Wrogi wampir odwrócił się do mnie w momencie, w którym miecz oddzielił gładko jego głowę od karku. Krew bryznęła na moją twarz, na co się lekko skrzywiłem. Na wszystkich bogów, jak on śmierdział. Różne wampiry spotykałem, różne zapachy wydzielały, ale to? Obrzydliwość. 
– Szybko ci poszło – rzucił lekko Serathion, podchodząc do truchła. Normalnie walka ta byłaby dłuższa... ale że miałem taką okazję, czemu miałem z niej nie skorzystać? Im łatwiejsze polowanie, tym lepiej dla mnie. 
– Nic ci nie jest? – spytałem, wycierając rękawem krew z twarzy. 
– A co by mi miało być? Nawet mnie nie drasnął – odparł, nie do końca rozumiejąc mojego pytania. 
– Nie teraz. Wcześniej. Za dnia ani razu nie byłeś w pokoju, martwiłem się – przyznałem, od razu skracając dystans pomiędzy nami. Położyłem dłoń na jego policzku, gładząc go ost izbie. Wydawał się być całkowicie w porządku. Żadnych oparzeń, czy innych ran... To dobrze. Nie darowałbym sobie, gdyby coś mu się stało. – Przepraszam. Zachowałem się wcześniej jak idiota. Przestraszyło mnie to, że mogę ci przestać wystarczać i znajdziesz sobie kogoś, kto będzie spełniał wszystkie twoje potrzeby. Zdenerwował mnie też twój tekst o tym, że ugryziesz kogoś innego. Nie chcę, żebyś gryzł innych, kiedy to nie jest wymagane. To jest dla mnie zbyt intymny akt – powiedziałem wszystko, co tylko siedziałonni na sercu przez te kilka godzin. W końcu, jak nie teraz, to kiedy. 
Serathion wpatrywał się mnie zaskoczony jeszcze przez kilka chwil, jakby nie wierzył w to, co właśnie usłyszał.
– I tak po prostu... mnie przepraszasz? – spytał, wyraźnie w to niedowierzając. 
– No tak. Postąpiłem głupio, pozwoliłem, by zmęczenie i zirytowanie wzielonnade mną górę, więc za swoje czyny muszę wziąć odpowiedzialność. I teraz wszystko, co mi pozostało, to prosić cię o wybaczenie – wyjaśniłem bez żadnego zająknięcia, wpatrując się w niego ze skruchą i nadzieją, że jeszcze nie wszystko między nami stracone. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz