sobota, 23 sierpnia 2025

Od Daisuke CD Haru

 Oczywiście, że byłem pewien. I to bardziej niż pewien. Przecież Haru był moim mężem, osobą, którą to kochałem najbardziej na świecie i bezgranicznie ufałem, zatem najwyższa pora w końcu dać mu to, o czym tak marzy. To pierwsza sprawa. Druga jest taka, że... tęskniłem za nim. Za jego bliskością. Ostatnio trochę go odsuwałem od siebie ze względu na mój stan. A teraz, skoro czuję się dobrze, już odrobinkę się oswoiłem ze swoim ciałem, to chyba najwyższa pora zacząć. Zwłaszcza, że przy pierwszej próbie się może nie udać. Im więcej, i częściej będziemy próbować... tym lepiej, prawda? Im szybciej nam się uda, tym szybciej będę mógł do siebie wrócić, kiedy już trochę to maleństwo się odchowa. 
- Nie widzę żadnych przeciwności, by nie spróbować – odpowiedziałem, uśmiechając się do niego delikatnie. - Poza tym, dziecko to taka trochę wymówka. Stęskniłem się – zarzucając ręce na jego kark i zaczynając bawić się kosmykami jego włosów. 
- Też się stęskniłem – przyznał, trochę odważniej się już zachowując i przesuwając swoje dłonie w dół, na moje pośladki, i delikatnie mnie chwytając.
 Już dawno mnie nie dotykał w ten sposób... tęskniłem. Tęskniłem za tą normalnością, codziennością, do której przywykłem.  I chociaż bardzo chciałem, powoli sobie zdawałem sprawę z tego, że do niej nie wrócę, nie tak prędko. Bycie kobietą, poza tymi najbardziej oczywistymi zmianami, jest znacznie bardziej skomplikowane. Tok myślenia był nieco inny, patrzenie na świat było inne, nawet ciało jakoś się tak trochę inaczej poruszało. Dalej jeszcze niektórych rzeczy nie rozumiałem; nie potrafiłem się chociażby poruszać się... seksownie. I ogólnie zachować się seksownie, jako kobieta. Założyłem jego koszulę, bo dobrze w niej wyglądałem wcześniej, więc uznałem, że teraz też mam szansę na spodobanie się mu. I chyba... chyba się udało. 
- Więc skoro ty tęsknisz, ja tęsknię... może z tym coś zrobimy? - zaproponowałem, podgryzając dolną wargę. 
- Jak tak teraz to przedstawiasz... nie brzmi to najgorzej – powiedział, podnosząc mnie bez większego problemu, a ja zaraz oplotłem nogi wokół jego pasa. 
- Tylko.. bądź delikatny – powiedziałem cicho, mimowolnie się odrobinkę obawiając. W końcu, na pewno będę odczuwał to inaczej niż w moim normalnym ciele. Zdecydowanie inaczej. 
- Nie martw się o to. Będę cię traktował z szacunkiem – powiedział cicho, kładąc mnie na materacu. Przez chwilę nic nie robił, przyglądając mi się z uwagą, z miłością, z zafascynowaniem, co sprawiło, że delikatnie się zarumieniłem. Trochę... nie przywykłem, że on tak na mnie patrzy. Że ktokolwiek tak na mnie patrzy. Trochę już razem jesteśmy, a jednak dalej nie przywykłem. Dalej było to dla mnie takie nie do pomyślenia. 
Haru delikatnie uśmiechnął się do mnie, a następnie zbliżył swoje usta do mojej szyi, zaczynając ją delikatnie pieścić. Westchnąłem cicho i wplotłem palce w jego włosy. Byłem zdenerwowany, trochę niepewny, ale i tak w pełni mu ufałem. To wszystko było po prostu silniejsze ode mnie. 
Haru w końcu rozpiął moją koszulę i zabrał się za pieszczenie moich piersi, które to były znacznie bardziej wrażliwe, niż na początku podejrzewałem. Cicho jęknąłem, i zaskoczony swoim głosem i tym, jak brzmiałem, od razu zakryłem swoje usta. Chyba brzmiałem jeszcze gorzej niż jako facet. 

<Piesku? C:>

Od Soreya CD Mikleo

 Jaka z niego mała kokietka. Doskonale wiedział, co na mnie działa, i oczywiście to wykorzystywał. I ja to dostrzegałem. Czy jednak coś z tym robię? Nie. Po co? Lepiej zagrać w jego grę, i się z nim podroczyć, co jest przyjemne i dla mnie, i dla Mikleo. Swoją drogą, im dłużej się zastanawiam nad naszą relacją, jest niesamowita. Niewłaściwa, taka, która to nigdy nie powinna mieć miejsca... ale niesamowita. Przetrwała moje trzy wciela, i jakimś cudem trwa dalej. Kochałem go nad życie, kręcił mnie każdy jeden milimetr jego ciała, zrobiłbym dla niego wszystko i jeszcze więcej... i doskonale wiedziałem, że to będzie trwało długo. Do końca mojego życia. Nikt nigdy nie będzie w stanie zakręcić mi w głowie tak, jak on, na nikogo innego nie spojrzę tak, jak na niego. Szalałem za nim. Tak po prostu. I nie wiem, jak ktoś taki jak ja jest w centrum jego zainteresowań. Na każdym etapie mojego życia nie zasługiwałem na jego uwagę, dobroć, i całą jego cudowną osobę. Jest moim małym skarbem, który to chciałbym zachować tylko dla siebie. Skarb, na którego nie zasługuję. Bałem się, że kiedy już stanę się demonem, stracę możliwość odczuwania emocji... ale na szczęście to się nie wydarzyło. Jego osoba dalej rozpalała ogień w moim sercu. Najwspanialsze uczucie, jakie przyszło mi poznać.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – odpowiedziałem spokojnie, podchodząc do niego, by zostawić na wierzchu jego dłoni delikatny pocałunek, pełen szacunku i miłości. Chyba wypicie jego krwi coś w nim rozbudziło. Jest tak samo słodki, jak i perwersyjny. Myślałem, że potrzebuje więcej czasu na odpoczynek, a on już patrzy, jakby tu wykorzystać sytuację. I to niby ja myślę tylko o jednym. Powinien spojrzeć na siebie, czasem mam wrażenie, że on pod tym względem jest gorszy ode mnie. Dopóki nie da mi wyraźnego znaku, powstrzymywałem się od pójścia na całość, nie chcąc go skrzywdzić. A on? A on chce być krzywdzony. Prosi mnie o to. I co ja z nim mam?
- Więc... cokolwiek bym nie powiedział, uczynisz to dla mnie? - zapytał, kiwając w moją stronę palcem w geście zachęcającym do przybliżenia się. A ja? Ja zaraz znalazłem się na łóżku, nad nim. Kiedy zawisnąłem nad nim, dostrzegłem z rozczuleniem, jaki on był drobny. I smukły. Miał idealne ciało... nie wyobrażałem sobie piękniejszego ciała niż to należące do niego.
- Oczywiście, że tak. Zrobię dla ciebie wszystko. Ale będę oczekiwał zapłaty – wymruczałem, po czym delikatnie podgryzłem jego ucho. 
- Zapłaty? Nie wiem, czy mnie będzie stać – odpowiedział, wplatając palce w moje włosy. 
- Demony, takie jak ja, zabierają dusze. Ale tym się nie musisz przejmować. W końcu, twoja dusza od dawna należy do mnie. Jak i ciało. Należysz do mnie, w każdym znaczeniu tego słowa – wyszeptałem, pieszcząc jego szyję, powoli, leniwie, dokładnie, a to podgryzając jego skórę, a to ją ssąc, a to nawet liżąc. I wszystko to powodowało, że mój mąż westchnął cicho, mocniej zaciskając palce na moich włosach. Mój słodziaczek. Jego nigdy nie będzie mi mało. - Co więc mógłbym od ciebie chcieć? - odsunąłem usta od jego skóry, zaczynając się na głos zastanawiać, kompletnie ignorując to drżące ciałko pode mną. Może... może sam coś zaproponuje? Co takiego mógłbym od niego zyskać? Jestem ciekaw jego kreatywności, a wiem, że potrafi ładne rzeczy wymyślić.

<Owieczko? c:>

wtorek, 19 sierpnia 2025

Od Haru CD Daisuke

To była moja ostatnia nocna zmiana i szczerze mówiąc, wcale nie będę za nimi tęsknił. Nie wydarzyło się nic szczególnego, ale od dawna wychodziłem z założenia, że noc stworzona jest do spania, a nie do pracowania. Na szczęście świt w końcu nadszedł, a ja mogłem wrócić do domu, gdzie czekało na mnie to, co najważniejsze, mój piękny mąż w ciele mojej tymczasowej żony.
Ku mojemu zaskoczeniu, nie spała. Wręcz przeciwnie, czekała na mnie ubrana w moją koszulę, wyglądając tak obłędnie, że na moment zapomniałem o całym zmęczeniu. Zresztą… kiedy ona wyglądała źle? Nawet w swojej najprawdziwszej, naturalnej formie zawsze była dla mnie uosobieniem piękna.
- Dzień dobry, kochanie. Dlaczego jeszcze nie śpisz? - Zapytałem, podchodząc bliżej i kładąc dłonie na jej talii. Wpatrywałem się w jej oczy, które zawsze miały w sobie coś, co potrafiło uspokoić, a jednocześnie rozpalić całe moje wnętrze. - Wyglądasz dziś zjawiskowo - Dodałem szczerze, pozwalając sobie na uśmiech, choć czułem, że żadne słowa nie oddadzą tego, co naprawdę widziałem.
- Nie spałem, bo czekałem na ciebie - Odpowiedziała miękko, a na jej ustach pojawił się słodki, trochę figlarny uśmiech. - Podoba ci się? - Zapytał, przechylając lekko głowę.
Pytanie mnie zdziwiło. Przecież wiedział, że podoba mi się zawsze, we wszystkim, a najbardziej w tym, co należy do mnie. Nie wiem, jak to możliwe, ale moja koszula wyglądała na niej o niebo lepiej niż na mnie.
- Podoba mi się bardzo - Wymruczałem niskim głosem, nachylając się coraz bliżej. - Chociaż nie wiem, czym sobie zasłużyłem na taki widok. - Zanim zdążyła odpowiedzieć, nasze usta spotkały się w namiętnym pocałunku.
Odwzajemniła go natychmiast, oplatając moje ramiona dłońmi. Poczułem, jak cały ciężar nocnej zmiany spada ze mnie w jednej chwili, zostaliśmy tylko my, w tym intymnym momencie, gdzie liczyła się wyłącznie bliskość.
- Po prostu chciałem wyglądać dla ciebie zniewalająco - Wyszeptał, gdy odsunęliśmy się od siebie tylko na sekundę, by złapać oddech.
Ta odpowiedź wywołała we mnie ciepło, które rozlało się po całym ciele. Miał rację, wyglądał zniewalająco. Zresztą, dla mnie tak właśnie wyglądała zawsze, niezależnie od tego, co miała na sobie.
Moja panienka patrzyła w moje oczy w taki sposób, jakby czegoś ode mnie pragnęła. Nie byłem jednak pewien czego – jej spojrzenie, choć proste, miało w sobie zagadkę, której nie potrafiłem od razu odczytać.
- Chcesz czegoś? - Zapytałem ostrożnie, czując w sobie znajome ciepło opiekuńczości. - Może coś zjeść? A może się czegoś napić? - Dodałem, bo jak zawsze chciałem zatroszczyć się o nią najlepiej, jak tylko potrafiłem.
- Nie - Odpowiedział spokojnie, a potem po chwili zawahania dodał - Chciałbym spróbować postarać się o dziecko. - Jeego słowa spadły na mnie jak grom z jasnego nieba. Poczułem, jak świat na moment zatrzymał się w miejscu. Serce zaczęło bić szybciej, dłonie lekko mi zadrżały. Spojrzałem na nią, szukając w jej oczach żartu, niedopowiedzenia, czegokolwiek, co mogłoby wskazywać, że to tylko gra słów. Ale nie, jej spojrzenie było poważne, szczere i pełne ciepła.
- Mówisz poważnie? - Wydusiłem w końcu, wciąż niepewny, czy dobrze usłyszałem.

<Paniczu? C:> 

Od Mikleo CD Soreya

Moje oczy rozbłysły, gdy sam z siebie rozpoczął temat podróży do ruin. W końcu od dawna marzyłem, by się tam wybrać, zwiedzić coś nowego, przeżyć przygodę i spędzić czas z mężem, który znów był przy mnie.
- Myślę, że damy radę zaplanować i przygotować się do wyprawy w ciągu tygodnia - Zacząłem z entuzjazmem. - Chciałbym, żeby ruiny, do których się udamy, były nowym odkryciem. To oznacza, że czeka nas spory kawałek drogi pieszo, zanim znajdziemy coś, czego nikt wcześniej nie odwiedził. Ja już wybrałem trasę, policzyłem czas, który stracimy po drodze… - Urwałem, gdy Sorey uniósł nagle wzrok i przerwał mi.
- Pieszo? - Powtórzył ze zdziwieniem, unosząc brew. - Dlaczego mamy iść pieszo? - Spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
- Może dlatego, że ja nie mogę latać? - Odparłem, nie rozumiejąc, skąd to pytanie. Przecież dobrze wiedział.
- Ty nie możesz latać, ale ja tak - Stwierdził spokojnie, a potem zbliżył się do mnie i musnął moje usta krótkim, czułym pocałunkiem. - A skoro tak, to oczywiste, że polecimy - Dodał z figlarnym uśmiechem. - I wiesz… nie musisz się przejmować. Jeszcze będziesz miał okazję uklęknąć i to odpracować - Wymruczał, delikatnie podgryzając moją dolną wargę.
Rozbawiony jego słowami, odsunąłem się lekko i stuknąłem go palcem w nos.
- A tobie tylko jedno w głowie - Mruknąłem z udawanym oburzeniem. W rzeczywistości te drobne prowokacje były dla mnie czymś niezwykle miłym. Po tylu latach razem wciąż pragnął mnie tak samo jak na początku. Świadomość, że nasz związek wcale się nie wypala, napełniała mnie ciepłem i spokojem.
- Ty zawsze jesteś w mojej głowie i nigdy się to nie zmieni - Wyszeptał, sięgając po mój kubek z gorącym napojem. Odstawił go na blat, po czym pchnął mnie lekko na łóżko i przywarł do moich ust namiętnym pocałunkiem. Jego dłoń zsunęła się pod moją koszulkę, muskając rozgrzaną skórę. - Kocham cię, aniołku - Dodał, a potem wbijał się zębami w moje ramię, kosztując mojej krwi.
Ciche jęknięcie wyrwało mi się z ust, a głowę odchyliłem mocniej w bok, by dać mu pełniejszy dostęp. Dreszcz przeszedł przez całe moje ciało, mieszanina bólu i rozkoszy, której tylko on potrafił mnie nauczyć.
Sorey jednak nie miał zamiaru pozwolić mi zatracić się w rozkoszy. Gdy tylko wypił wystarczającą ilość krwi, oderwał się od mojego ramienia, przesuwając językiem po swoich wargach, jakby chciał zatrzymać smak na dłużej.
- Skoro już wszystko zaplanowałeś, ja zajmę się naszymi zwierzakami - Oznajmił spokojnie, pomagając mi podnieść się do siadu. - Zabiorę Banshee na spacer i dopilnuję, żeby czuła się dobrze. - Zmrużyłem oczy, wciąż lekko oszołomiony, ale już z nutą niezadowolenia.
- Teraz? Chcesz to zrobić właśnie teraz? - Spytałem, starając się ukryć zawód w głosie.
- Chyba tak. A co, wolisz, żebym został? - Odparł, a na jego twarzy pojawił się wyraz, który mówił więcej niż tysiące słów. Ta charakterystyczna mina, którą przybierał tylko wtedy, gdy chciał się ze mną droczyć. Drań.
- Wolę, żebyś został i spędził czas ze mną - Odparłem z udawaną powagą, a potem poprawiłem się wygodniej na łóżku i posłałem mu zadziorny uśmiech.

<Pasterzyku? C:> 

środa, 13 sierpnia 2025

Od Daisuke CD Haru

 Ale Haru był kochany. Pomyślał o wszystkim, zwłaszcza o mnie. A ja co robiłem? Tylko sprawiałem mu problemu. Tak nie powinno to wyglądać, powinienem też mu i pomagać, i się o niego troszczyć. Zwłaszcza troszczyć. W końcu, kiedy to skupia się na mnie, zapomina o sobie, a tak nie może być. Jeżeli chcemy mieć dziecko, i on, i ja, musimy być w dobrym zdrowiu. Chyba zbyt emocjonalnie wczoraj zareagowałem... Teraz się pewnie tylko coraz to bardziej o mnie martwi. 
- Czuję się dobrze – powiedziałem zgodnie z prawdą. Chyba. Bolały mnie plecy, i oczywiście brzuch, a do tego wszystkiego byłem tak strasznie zmęczony i... sam nie wiem, brakowało mi bliskości. Miałem ochotę się wtulić w jego ramiona, i po prostu zapomnieć o wszystkim, zwłaszcza o tym bólu. Nie miałem za bardzo głowy do czegokolwiek. - Mam nadzieję, że poprosiłeś dla siebie jakiś porządny posiłek. Wczoraj chyba niewiele jadłeś – dodałem, nerwowo poprawiając swoją sukienkę. Jeszcze nie przyzwyczaiłem się do tych wszystkich falbanek, nawet bielizna była jeszcze dla mnie dziwna. I jeszcze ta miesiączka... czuję się wykończony i psychicznie, i fizycznie. 
- Tak, dla ciebie poprosiłem coś lekkiego, dla siebie poprosiłem o coś bardziej treściwego. Wiem, że możesz nie mieć wielkiej ochoty na jedzenie, ale musisz coś jeść, zwłaszcza w tym czasie – powiedział, podchodząc do mnie i chwycił moje dłonie. To, jaki ja byłem w tej chwili przy nim drobny, też było dla mnie niezwykłe. I to... nawet mi się podobało. Czułem się przy nim bezpieczniej, a i też dzięki temu, że on jest taki duży, tak fajnie się mogłem schować w jego ramionach. 
- Nic nie jadłem, a teraz czuję się taki... wzdęty. Dobrze, że te stroje nie są takie dopasowane, nie widać tak tego mojego brzucha – powiedziałem cicho, zakłopotany i zawstydzony. 
- To normalne w takim stanie. Kilka dni i to się skończy – obiecał, unosząc moją dłoń, by ucałować jej wierzch. - Chodź, położymy się. A jak zjesz, może się zdrzemniesz. Widać, że potrzebujesz snu. 
- Nie chcę. Stracę czas, który to możemy spędzić razem. Bo... musisz być dzisiaj w pracy, prawda? - spytałem cicho, ze smutkiem. Strasznie mi go było mało w ostatnich dniach. A teraz, podczas miesiączki, ta samotność mnie znacznie bardziej we mnie uderzała. 
- Bardzo bym chciał z tobą zostać, ale szef może mi przedłużyć te nocki. A już prawie koniec, niedługo znów będę pracował za dnia – pocieszył mnie, a ja tylko się lekko uśmiechnąłem. Oczywiście doskonale to rozumiałem, i tego się spodziewałem, ale i tak mnie to zabolało. 
Nic nie mówiąc po prostu wtuliłem się w jego ciało, chcąc wykorzystać każdą chwilę, póki taką miałem. 

Dni mijały powoli, męcząco i samotnie, ale w końcu moje krwawienie się skończyło. Miałem wrażenie, że trwało to niesamowicie długo... ale w końcu się skończył. I co najlepsze, dzisiaj był ostatni dzień, w którym to mój mąż szedł na nockę, zatem jak wróci, czyli za jakąś godzinę, to będę miał go przez cały dzień. I noc. I przez jeszcze kolejny dzień. A tego... tego mi brakowało bardzo. 
Dzisiaj specjalnie dla niego chciałem się ubrać jakoś inaczej. Ładniej. Kiedy miałem okres, chodziłem cały zakryty, bojąc się, że coś ubrudzę, albo że wyglądam jakoś dziwnie. A teraz, skoro już wyglądałem dobrze, chciałem go zaskoczyć. Pozytywnie. Dlatego założyłem jego koszulę, mając nadzieję, że mu się spodoba to, jak wyglądam.

<Piesku? c:>

Od Soreya CD Mikleo

 Jego propozycja mnie zaskoczyła, była urocza, zabawna, ale niechaj mu będzie. Mamy teraz mnóstwo czasu na różne aktywności, i te spokojne, i te bardziej angażujące, a skoro miał teraz ochotę na czekoladę, no to musiałem mu zrobić czekoladę. Znaczy, nie musiałem, ale chciałem sprawić, by czuł się dobrze, by czuł się kochany przy mnie i przeze mnie. 
- Zatem czekolada raz. Coś do tego jeszcze? Jakiś posiłek? - zaproponowałem, gładząc jego policzek. 
- Nie, chyba nie. Dobra czekolada mi w zupełności wystarczy – odpowiedział, na co pokiwałem głową. 
- Twoje życzenie zatem jest dla mnie rozkazem – powiedziałem zgodnie z prawdą, po ucałowałem go dłoń i opuściłem łóżku. 
Po tej drzemce czułem się całkiem... w porządku. Brakowało mi tego spokoju, odpoczęciu w poczuciu bezpieczeństwa. Pobyt w piekle mnie strasznie zmęczył, cały czas musiałem być czujny, uważać na wszystko, w tym wszystkim jeszcze się martwiłem o męża... teraz, w końcu mogłem odpocząć, nacieszyć się moim mężem i po prostu trochę odpocząć, przynajmniej przez chwilę nie przejmować się niczym, i po prostu skupić się na swoim mężu, i sobie. I tak po prostu być przez chwilę być samolubny. 
Przy przygotowywaniu czekolady oczywiście bardzo się starałem. Chciałem, by była dla niego najlepsza, gęsta, słodka i gorąca. W sumie, taka spokojna noc też nie była złym pomysłem. Skoro ja się wyspałem, on się wyspał, to możemy ustalić szczegóły naszej wyprawy. Gdzie, co, jak, kiedy, spakować się... tak, my już coś tam na pewno sobie wymyślimy. 
- Proszę, gorąca czekolada, z bitą śmietaną i cynamonem – odpowiedziałem, podając mu kubek pełen słodkości. 
- Brzmi smakowicie – odpowiedział zachwycony, przyjmując mój podarek. - Przepyszna – dodał po pierwszym łyku. 
- Cieszy mnie to. Swoją drogą... chciałeś wyruszać do ruin, prawda? - zapytałem, obserwując z uśmiechem, jak cieszy się z takiej prostoty. I to jeszcze prostoty, którą ja mu przygotowałem. 
- Chciałem. I chcę dalej – przyznał, patrząc na mnie z tym swoim błyskiem w oku. Swoją drogą, zbyt słabo go widziałem. Machnąłem dłonią, zapalając pobliskie świeczki. Tak, o wiele lepiej. Jego twarz wyglądała ślicznie w blasku księżyca, owszem, ale teraz lepiej ją widziałem. A im lepiej ją widzę, tym bardziej jestem szczęśliwy. 
- Więc tak sobie myślę... moglibyśmy się już spakować i na dniach jakoś wyruszać, co? - zaproponowałem, obserwując jego zmieniającą się mimikę twarzy. 
- Nie wolisz wpierw odpocząć? - zapytał, ale i tak był jakiś taki podekscytowany. Uwielbiałem na niego patrzeć w tym stanie. 
- No wiesz, zanim się spakujemy, ustalimy jakiś plan, spakujemy jedzenie dla psiaków, to zdążę odpocząć. Nie mówiąc o tym, że przecież muszę nakarmić Banshee, więc tak z dnia na dzień nie możemy wyruszyć. Ale przecież mogę się pospieszyć, byśmy szybciej ruszyli – uśmiechnąłem się niewinnie, poprawiając jego włosy, które to po drzemce były roztrzepane we wszystkie strony. 

<Owieczko? c:>

wtorek, 12 sierpnia 2025

Od Haru CD Daisuke

Coś w środku podpowiadało mi, że to będzie trudny czas, zarówno dla niego, jak i odrobinę dla mnie. Nie do końca wiedziałem, co powinienem zrobić, jak mógłbym mu pomóc. Wiedziałem jedynie jedno: mam być przy nim. Być obok. Trwać. Czas pokaże, czy to wystarczy, ale w tej chwili ta myśl była dla mnie jedyną pewnością.
Od siebie mogę dodać tylko jedno, zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby go uszczęśliwić i dać mu ten spokój, którego tak bardzo potrzebuje.
Przyciągnąłem go do siebie, pozwalając, by wtulił się w moje ramiona. Moje dłonie odruchowo zaczęły delikatnie wędrować po jego plecach. Pod palcami czułem napięte mięśnie, sztywne jakby całe ciało chciało krzyczeć: *„jestem zmęczona, jestem zestresowana, wszystko mnie boli”*.
Moja biedna panienka… tak bardzo chciałbym zabrać od niej ten ból. Chciałbym przyjąć go na siebie, rozproszyć go w powietrzu, rozpuścić, by już nigdy do niej nie wrócił. Ale nie mogłem. Nawet jeśli serce rwało się do działania, ręce pozostawały bezsilne.
- Może czegoś potrzebujesz? - Zapytałem cicho, ostrożnie dobierając słowa, aby żadne z nich nie zabrzmiało jak wyrzut. - Mogę przynieść ci coś do picia. Może jakieś zioła? Pomogą rozluźnić mięśnie, a to chyba teraz bardzo by ci się przydało.
- Leż przy mnie, proszę… niczego więcej nie potrzebuję - Wyszeptała, chowając się jeszcze głębiej w moje ramiona.
Więc zostałem. Skoro to mogło ją uszczęśliwić, to kimże byłem, by jej to szczęście odbierać?
Zmęczona nieprzespaną nocą, w końcu odpłynęła w moich objęciach. Jej spokojny oddech ukoił i mnie, więc zasnąłem w swoim łóżku, u boku ukochanej osoby.

Nie wiem, ile spałem. Gdy się obudziłem, od razu zauważyłem, że Daisuke nie ma obok. Podniosłem się do siadu, zaspanym wzrokiem lustrując pomieszczenie. Po chwili do moich uszu dotarł delikatny szum wody dobiegający z łazienki.
Kąpiel. To dobrze. Teraz szczególnie powinien dbać o higienę, by nie narażać się na żadne powikłania psychiczne ani przypadkiem nie zabrudzić niczego krwią.
Sen już nie chciał wracać, więc podniosłem się i zszedłem do kuchni. Poprosiłem służbę o przygotowanie lekkiego, pożywnego posiłku dla mojej pani i czegoś bardziej treściwego dla mnie. Ostatnio czułem niedobór mięsa, a jako wilkołak… cóż, lepiej było temu zaradzić, zanim głód zrobiłby ze mnie problem.
Wróciłem do pokoju, zanim Daisuke zdążył wyjść z łazienki. Usiadłem i spokojnie czekałem, a czas wypełniałem zabawą z kotami, które, jak zawsze, domagały się swojej porcji uwagi. A ja… ja chętnie im ją dawałem, mając w tej chwili na to czas i spokój.
Moja panienka wróciła do mnie po kilkunastu minutach, wyglądając na jeszcze bardziej zmęczoną niż wcześniej. Cóż… miesiączka potrafiła wykończyć każdą kobietę, a choć sam nigdy tego nie doświadczyłem, z łatwością mogłem wyobrazić sobie, jak trudne bywały te dni. Widziałem to nie raz u naszych służących, drobne gesty, przytłumione spojrzenia, powolniejsze ruchy. Teraz podobne oznaki widziałem u niej.
- Jak się czujesz? - Zapytałem miękko, starając się, by w moim głosie nie było ani cienia pośpiechu czy presji. - Zaraz służba przyniesie nam posiłek. Poprosiłem też o zioła dla ciebie, żeby pomogły rozluźnić mięśnie. - Całą swoją uwagę skupiłem na niej, bo czułem, że właśnie tego w tej chwili potrzebuje, pełnej obecności, bez żadnych rozproszeń.

<Panienko? C:> 

Od Mikleo CD Soreya

 Gdy tylko otworzyłem swoje zaspane oczy, ujrzałem śpiącą twarz mojego męża. A więc i on postanowił uciąć sobie krótką drzemkę. Uśmiech od razu pojawił się na mojej twarzy, był tak blisko mnie, spokojny, a jednocześnie wciąż czujny na każdy dźwięk. Miałem wrażenie, że jeśli tylko się poruszę, jeśli choćby drgnę powieką, on natychmiast otworzy oczy.
Nie chciałem go budzić. Musiałem więc leżeć tak nieruchomo, jakbym sam zapadł w letarg. Wcale mi to jednak nie przeszkadzało. Patrzenie na jego rozluźnione rysy było dla moich zmęczonych oczu i serca prawdziwą ulgą i przyjemnością. Już dawno nie widziałem go śpiącego tuż obok mnie.
Jak dobrze, że znów tu jest. Że mogę czuć się szczęśliwy i bezpieczny u jego boku. Każdy spokojny oddech, którym dzielił się ze mną w tym milczeniu, przypominał mi, że mimo wszystkich burz wciąż mamy siebie. I że nie potrzebuję niczego więcej, niż tej cichej bliskości każdego dnia, każdej nocy zawsze gdy tylko możemy sobie na nią pozwolić.
Leżałem tak jeszcze przez chwilę, czując coraz większy dyskomfort. Musiałem się trochę poruszyć, żeby wygodniej się ułożyć, wystarczy już tego leżenia w jednej i tej samej pozycji.
Oczywiście mój ruch od razu zbudził mojego męża. Jeszcze półprzytomny, objął mnie mocniej i przyciągnął bliżej siebie, jakby chciał mnie zatrzymać na siłę.
- Nie idź… jeszcze pięć minut - Mruknął zaspanym głosem, wtulając twarz w moje ramię. Nie dał mi nawet drgnąć.
- Sorey, ja tylko chcę się poprawić - Wyszeptałem cicho, starając się go nie rozbudzić do końca, a jednocześnie mając nadzieję, że trochę poluzuje uścisk. Tylko tyle potrzebowałem, żeby znaleźć wygodniejszą pozycję.
Poczułem, jak jego ramiona nieco słabną, puszczając mnie tyle, żebym mógł się poruszyć. Ostrożnie zmieniłem ułożenie ciała, aż wreszcie znalazłem odrobinę ulgi. Gdy tylko znowu przestałem się wiercić, objął mnie tak samo mocno jak wcześniej i przytulił jeszcze bliżej.
I tak znowu leżałem przy jego boku, otulony ciepłem i bliskością, którą tak bardzo kochałem. Jego spokojny oddech i ciche bicie serca koiły mnie bardziej niż cokolwiek innego na świecie.
Po kilkunastu minutach milczenia poczułem, jak porusza się nieznacznie i unosi głowę. Zanim jeszcze się odezwał, wiedziałem, że już nie śpi.
- Nie możesz już spać? - Zapytał cicho, głaszcząc mnie po ramieniu.
- Nie, już się wyspałem - Przyznałem zgodnie z prawdą i uniosłem wzrok, żeby spojrzeć w jego oczy. Uśmiechnąłem się lekko. Ciepły uśmiech pojawił się też na jego twarzy, a w tym spojrzeniu było wszystko troska, zmęczenie i coś, co zawsze ogrzewało mi serce.
- No dobrze - Westchnął cicho, wciąż przytulając mnie jedną ręką - Skoro już nie możesz spać, to co chciałbyś teraz porobić? - Spojrzałem na zegar stojący na nocnej szafce. Cóż, patrząc na to, która jest godzina, raczej niewiele zdziałamy. Było późno, a może już bardzo wcześnie, ale mimo to czułem się całkowicie wyspany.
- Cóż… niewiele można robić nocą, prawda? - Zapytałem, unosząc lekko brwi i uśmiechając się do niego słodko.
- To prawda - Przyznał, odwzajemniając uśmiech. - Ale jeśli masz jakiś pomysł, to mów śmiało.
- Wiesz co… - Zawahałem się na moment, czując, jak w brzuchu odezwała się nagła ochota - Chętnie napiłbym się gorącej czekolady.
Jego spojrzenie natychmiast złagodniało, a w kącikach ust zadrgał rozbawiony uśmiech.
- Gorąca czekolada w środku nocy? - Spytał, udając lekkie zdziwienie. - To brzmi całkiem kusząco.
- No właśnie - Przyznałem z rozbrajającą szczerością. - Mam na nią ogromną ochotę. - Przyznałem, rozcinając swoje mięśnie.

<Pasterzyku? C:>