Gdy tylko otworzyłem swoje zaspane oczy, ujrzałem śpiącą twarz mojego męża. A więc i on postanowił uciąć sobie krótką drzemkę. Uśmiech od razu pojawił się na mojej twarzy, był tak blisko mnie, spokojny, a jednocześnie wciąż czujny na każdy dźwięk. Miałem wrażenie, że jeśli tylko się poruszę, jeśli choćby drgnę powieką, on natychmiast otworzy oczy.
Nie chciałem go budzić. Musiałem więc leżeć tak nieruchomo, jakbym sam zapadł w letarg. Wcale mi to jednak nie przeszkadzało. Patrzenie na jego rozluźnione rysy było dla moich zmęczonych oczu i serca prawdziwą ulgą i przyjemnością. Już dawno nie widziałem go śpiącego tuż obok mnie.
Jak dobrze, że znów tu jest. Że mogę czuć się szczęśliwy i bezpieczny u jego boku. Każdy spokojny oddech, którym dzielił się ze mną w tym milczeniu, przypominał mi, że mimo wszystkich burz wciąż mamy siebie. I że nie potrzebuję niczego więcej, niż tej cichej bliskości każdego dnia, każdej nocy zawsze gdy tylko możemy sobie na nią pozwolić.
Leżałem tak jeszcze przez chwilę, czując coraz większy dyskomfort. Musiałem się trochę poruszyć, żeby wygodniej się ułożyć, wystarczy już tego leżenia w jednej i tej samej pozycji.
Oczywiście mój ruch od razu zbudził mojego męża. Jeszcze półprzytomny, objął mnie mocniej i przyciągnął bliżej siebie, jakby chciał mnie zatrzymać na siłę.
- Nie idź… jeszcze pięć minut - Mruknął zaspanym głosem, wtulając twarz w moje ramię. Nie dał mi nawet drgnąć.
- Sorey, ja tylko chcę się poprawić - Wyszeptałem cicho, starając się go nie rozbudzić do końca, a jednocześnie mając nadzieję, że trochę poluzuje uścisk. Tylko tyle potrzebowałem, żeby znaleźć wygodniejszą pozycję.
Poczułem, jak jego ramiona nieco słabną, puszczając mnie tyle, żebym mógł się poruszyć. Ostrożnie zmieniłem ułożenie ciała, aż wreszcie znalazłem odrobinę ulgi. Gdy tylko znowu przestałem się wiercić, objął mnie tak samo mocno jak wcześniej i przytulił jeszcze bliżej.
I tak znowu leżałem przy jego boku, otulony ciepłem i bliskością, którą tak bardzo kochałem. Jego spokojny oddech i ciche bicie serca koiły mnie bardziej niż cokolwiek innego na świecie.
Po kilkunastu minutach milczenia poczułem, jak porusza się nieznacznie i unosi głowę. Zanim jeszcze się odezwał, wiedziałem, że już nie śpi.
- Nie możesz już spać? - Zapytał cicho, głaszcząc mnie po ramieniu.
- Nie, już się wyspałem - Przyznałem zgodnie z prawdą i uniosłem wzrok, żeby spojrzeć w jego oczy. Uśmiechnąłem się lekko. Ciepły uśmiech pojawił się też na jego twarzy, a w tym spojrzeniu było wszystko troska, zmęczenie i coś, co zawsze ogrzewało mi serce.
- No dobrze - Westchnął cicho, wciąż przytulając mnie jedną ręką - Skoro już nie możesz spać, to co chciałbyś teraz porobić? - Spojrzałem na zegar stojący na nocnej szafce. Cóż, patrząc na to, która jest godzina, raczej niewiele zdziałamy. Było późno, a może już bardzo wcześnie, ale mimo to czułem się całkowicie wyspany.
- Cóż… niewiele można robić nocą, prawda? - Zapytałem, unosząc lekko brwi i uśmiechając się do niego słodko.
- To prawda - Przyznał, odwzajemniając uśmiech. - Ale jeśli masz jakiś pomysł, to mów śmiało.
- Wiesz co… - Zawahałem się na moment, czując, jak w brzuchu odezwała się nagła ochota - Chętnie napiłbym się gorącej czekolady.
Jego spojrzenie natychmiast złagodniało, a w kącikach ust zadrgał rozbawiony uśmiech.
- Gorąca czekolada w środku nocy? - Spytał, udając lekkie zdziwienie. - To brzmi całkiem kusząco.
- No właśnie - Przyznałem z rozbrajającą szczerością. - Mam na nią ogromną ochotę. - Przyznałem, rozcinając swoje mięśnie.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz