To była moja ostatnia nocna zmiana i szczerze mówiąc, wcale nie będę za nimi tęsknił. Nie wydarzyło się nic szczególnego, ale od dawna wychodziłem z założenia, że noc stworzona jest do spania, a nie do pracowania. Na szczęście świt w końcu nadszedł, a ja mogłem wrócić do domu, gdzie czekało na mnie to, co najważniejsze, mój piękny mąż w ciele mojej tymczasowej żony.
Ku mojemu zaskoczeniu, nie spała. Wręcz przeciwnie, czekała na mnie ubrana w moją koszulę, wyglądając tak obłędnie, że na moment zapomniałem o całym zmęczeniu. Zresztą… kiedy ona wyglądała źle? Nawet w swojej najprawdziwszej, naturalnej formie zawsze była dla mnie uosobieniem piękna.
- Dzień dobry, kochanie. Dlaczego jeszcze nie śpisz? - Zapytałem, podchodząc bliżej i kładąc dłonie na jej talii. Wpatrywałem się w jej oczy, które zawsze miały w sobie coś, co potrafiło uspokoić, a jednocześnie rozpalić całe moje wnętrze. - Wyglądasz dziś zjawiskowo - Dodałem szczerze, pozwalając sobie na uśmiech, choć czułem, że żadne słowa nie oddadzą tego, co naprawdę widziałem.
- Nie spałem, bo czekałem na ciebie - Odpowiedziała miękko, a na jej ustach pojawił się słodki, trochę figlarny uśmiech. - Podoba ci się? - Zapytał, przechylając lekko głowę.
Pytanie mnie zdziwiło. Przecież wiedział, że podoba mi się zawsze, we wszystkim, a najbardziej w tym, co należy do mnie. Nie wiem, jak to możliwe, ale moja koszula wyglądała na niej o niebo lepiej niż na mnie.
- Podoba mi się bardzo - Wymruczałem niskim głosem, nachylając się coraz bliżej. - Chociaż nie wiem, czym sobie zasłużyłem na taki widok. - Zanim zdążyła odpowiedzieć, nasze usta spotkały się w namiętnym pocałunku.
Odwzajemniła go natychmiast, oplatając moje ramiona dłońmi. Poczułem, jak cały ciężar nocnej zmiany spada ze mnie w jednej chwili, zostaliśmy tylko my, w tym intymnym momencie, gdzie liczyła się wyłącznie bliskość.
- Po prostu chciałem wyglądać dla ciebie zniewalająco - Wyszeptał, gdy odsunęliśmy się od siebie tylko na sekundę, by złapać oddech.
Ta odpowiedź wywołała we mnie ciepło, które rozlało się po całym ciele. Miał rację, wyglądał zniewalająco. Zresztą, dla mnie tak właśnie wyglądała zawsze, niezależnie od tego, co miała na sobie.
Moja panienka patrzyła w moje oczy w taki sposób, jakby czegoś ode mnie pragnęła. Nie byłem jednak pewien czego – jej spojrzenie, choć proste, miało w sobie zagadkę, której nie potrafiłem od razu odczytać.
- Chcesz czegoś? - Zapytałem ostrożnie, czując w sobie znajome ciepło opiekuńczości. - Może coś zjeść? A może się czegoś napić? - Dodałem, bo jak zawsze chciałem zatroszczyć się o nią najlepiej, jak tylko potrafiłem.
- Nie - Odpowiedział spokojnie, a potem po chwili zawahania dodał - Chciałbym spróbować postarać się o dziecko. - Jeego słowa spadły na mnie jak grom z jasnego nieba. Poczułem, jak świat na moment zatrzymał się w miejscu. Serce zaczęło bić szybciej, dłonie lekko mi zadrżały. Spojrzałem na nią, szukając w jej oczach żartu, niedopowiedzenia, czegokolwiek, co mogłoby wskazywać, że to tylko gra słów. Ale nie, jej spojrzenie było poważne, szczere i pełne ciepła.
- Mówisz poważnie? - Wydusiłem w końcu, wciąż niepewny, czy dobrze usłyszałem.
<Paniczu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz