sobota, 11 kwietnia 2026

Od Serathiona CD Eliana

Przez chwilę patrzyłem na niego w milczeniu, analizując jego słowa. Ja się dla niego nie stroję? Przecież zawsze ubieram się starannie, kiedy gdzieś razem wychodzimy. Właściwie robię to bardziej dla niego niż dla kogokolwiek innego.
- Wybacz, mój najdroższy, ale właśnie dla ciebie się stroję - Odezwałem się w końcu, z lekkim uśmiechem poprawiając włosy. - Mam takie ubrania, jakie mam, więc zakładam to, co mogę. Jeśli jednak uważasz, że powinienem wyglądać jeszcze lepiej… cóż, zawsze możesz kupić mi coś ładnego. Specjalnie dla siebie. - Spojrzał na mnie uważnie, a w jego oczach pojawił się ten charakterystyczny błysk.
- Coś ładnego? Po co? - Mruknął cicho. - Najbardziej lubię cię nagiego. - Uniósłem lekko brew, zerkając na niego z rozbawieniem.
- W takim razie nie powinieneś narzekać, że się dla ciebie nie stroję - Odparłem spokojnie. - Skoro sam twierdzisz, że wolisz mnie bez ubrań, to chyba nie ma problemu, prawda? - Na moment zapadła cisza. Spojrzałem na zegarek i westchnąłem cicho.
Rozmawiamy tu sobie, a czas leci. Najwyższa pora wyjść.
- Oczywiście… - Odpowiedział z tym swoim zadziornym uśmiechem, który zawsze zwiastował kłopoty. - Zawsze można się jeszcze postarać. - Zatrzymałem się przy drzwiach i obejrzałem przez ramię.
- Może się nad tym zastanowię… jeśli będziesz grzecznym chłopcem - Wymruczałem, sięgając do klamki.
Uchyliłem drzwi i spojrzałem na niego wyczekująco, już czując narastającą ekscytację na myśl o wspólnym wyjściu.
- Idziemy? - Zapytałem, nie chcąc siedzieć tam dłużej niż to konieczne.
- Idziemy, idziemy, już nie narzekaj - Odparł z lekkim rozbawieniem, podnosząc się z łóżka.
Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, znalazł się tuż przy mnie. Zarzucił płaszcz na moje ramiona z zaskakującą delikatnością, jakby to był zupełnie naturalny gest, coś, co robił od zawsze. Chwilę później jego dłoń odnalazła moją, jak zwykle chłodną i ujął ją pewnie, jakby chciał ją ogrzać samą swoją obecnością.
Przewróciłem tylko oczami, choć kącik ust drgnął mi lekko, zdradzając więcej, niż bym chciał.
Ruszyliśmy razem, krok w krok, w stronę wyjścia.
Spacer zapowiadał się spokojnie. Tylko my dwoje, bez zbędnych słów, bez rozpraszania się innymi ludźmi. Tak przynajmniej powinno być.
Nie dotykać. Nie patrzeć na innych. Proste zasady. Których nie łamie odkąd jestem w związku.
A jednak coś we mnie nie dawało spokoju. Kusiło mnie i to bardzo, żeby je złamać. Żeby zrobić mu na złość, sprawdzić, jak zareaguje, gdzie jest jego granica.
Ale nie mogłem. Nie w taki sposób. Nie tym razem.
Zamiast tego ścisnąłem lekko jego dłoń i ruszyłem dalej, udając, że wszystko jest dokładnie tak, jak być powinno.
Nie nudziłem się przy nim ani trochę. Spacer był zaskakująco przyjemny, na tyle, że aż nie chciałem, żeby się kończył.
Elian, oczywiście, dla zasady mnie drażnił. Rzucał co chwilę jakieś drobne uwagi, niby niewinne, ale doskonale wiedział, jak działają mi na nerwy.
Ja jednak nie pozostawałem mu dłużny.
W odwecie równie chętnie robiłem dokładnie to samo, a nawet więcej. Celowo zwracałem na siebie uwagę, przeciągając spojrzenia przechodniów, łapiąc ich wzrok odrobinę dłużej, niż wypadało.
W końcu byłem piękny.
I należała mi się odrobina uwagi.
Nie dlatego, że jej potrzebowałem, absolutnie nie. Po prostu chciałem zrobić mu na złość. Tak samo bezczelnie, jak on robił to mnie.
Kątem oka zerknąłem na niego, ciekaw reakcji. To była mała gra. Niewinna… przynajmniej z pozoru.

<Elianie? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz