wtorek, 7 kwietnia 2026

Od Serathiona CD Eliana

Przewróciłem oczami, gdy jego słowa w końcu do mnie dotarły. Oczywiście, jeśli liczy na to, że to ja pierwszy ugnę się i usiądę mu na kutasie to się… Cóż, może wcale się nie myli. Powiem więcej, że jestem pewien, iź w ogóle się nie myli.
Problem w tym, że to jest takie proste, prostsze niż myślimy, ja w końcu jestem bardzo łasy na seks i innego rodzaju bliskości.
Bo co ja mogę poradzić na to, że lubię bliskość? Że lubię go, je lubię jego nabrzmiałego kutasa. Że czasem aż za bardzo ciągnie mnie w jego stronę, niezależnie od miejsca, czasu czy okoliczności. I tylko przez ten cholerny zakład muszę teraz udawać kogoś, kim wcale nie jestem. Zdystansowanego, opanowanego, niewzruszonego.
I po co ja się w ogóle z nim zakładałem? Przecież to było do przewidzenia. Od samego początku było jasne, że stoję na przegranej pozycji. A jednak… mimo tej świadomości wciąż próbuję. Chcę chociaż trochę potrzymać go w niepewności. Niech nie myśli, że ma mnie już całkowicie rozpracowanego.
Bo potrafię się powstrzymać. Już nie raz to udowodniłem, choćby wtedy, gdy był ranny i przez długi czas nic między nami nie mogło się wydarzyć. To nie było łatwe, ale dałem radę. I on o tym wie.
Dlatego teraz też nie zamierzam poddać się od razu. Niech czeka. Niech się zastanawia. Niech choć przez chwilę nie będzie pewien, czy tym razem naprawdę wygra.
Pokręciłem tylko głową, nie mówiąc ani słowa. Dobrze wiedziałem, że w tej chwili zajmie się sobą, a ja mam po prostu być grzeczny. I będę. Nie zrobię niczego głupiego, nie mogę. Przecież go kocham.
Poza tym mam być grzecznym chłopcem… więc nim będę. Może być tego bardziej niż pewien.
W końcu zakład to zakład. Nie mogę pozwolić sobie na żadne niestosowne ruchy, przynajmniej na razie. Jeszcze przyjdzie czas na przyjemności. Na razie muszę wytrzymać i trzymać się zasad, nawet jeśli to wcale nie jest takie łatwe, jak próbuję sobie wmówić.
Elian poszedł pakować nasze rzeczy, żebyśmy mogli w końcu wynieść się z tego paskudnego miejsca. Miejsca, którego nienawidziłem i które, jak miałem wrażenie, nienawidziło mnie równie mocno. Nikt tu mnie nie lubił. Nikt, poza nim.
I w porządku. To mi wystarczało.
Kochałem go. Tylko on miał dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Choć, nie ukrywam, byłoby miło choć raz nie słyszeć tych wszystkich przykrych słów, nie czuć na sobie tych spojrzeń. Mimo wszystko miałem już dość.
Chciałem stąd zniknąć. Jak najszybciej.
Mam nadzieję, że uda nam się uciec, zanim coś jeszcze pójdzie nie tak. Przełknę tę cholerną zapłatę, jeśli przegram, nieważne, jak bardzo będzie bolało. A potem… potem będę wolny.
Uwolnię się od tego miejsca raz na zawsze. I już nigdy nie będę chciał tu wracać.
- Nie będzie mi ciężko, jakoś sobie poradzę bez twojego kutasa. Jestem pewien że potrzeba to znacznie dłużej niż dwadzieścia cztery godziny  - Mruknąłem opadając na łóżko wpatrując się w sufit, zupełnie ignorując jego cudowne ciało, które drażniło mnie robiąc mi całkowicie na złość..

<Elianie? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz