Wróciłem w końcu do pokoju, gdzie mogłem odetchnąć z ulgą. W końcu będziemy mogli nieco poważniej porozmawiać o tym, co zrobił. I może w końcu zrozumie, czemu jestem taki zły, bo dalej się wydaje być nieco zagubiony w moich emocjach. Przez chwilę przeszło mi przez głowę pytanie, czy może to nie ja przesadziłem... ale nie. Mówiłem mu nie raz, że nie podoba mi się ta jego moc. I nie potrzebuję jego pomocy wynikającej z używania właśnie w tej mocy. Jak bardzo chce mi pomóc, mógłby trochę ponosić rzeczy, chociażby te swoje ubrania i te wszystkie swoje szczotki, spinki i inne pierdółki. To już byłoby dla mnie odciążenie i pewna wygoda, ale nie, bo on chce pięknie wyglądać tylko. Dobrze, że jeszcze jego nie muszę nosić... chociaż nie zdziwiłbym się, gdyby któregoś dnia stwierdził, że już mu się nie chce, zmieniłby się w tego małego nietoperza słodkiego, schowałby mi się w kieszeń i tyle by z tego było. I coś tak czułem, że może się wydarzyć. W końcu, co ciekawego ma do zaoferowania las? Na pewno będzie znużony.
– Nigdy więcej nie używaj swojego uroku, chyba będzie to absolutnie wymagane, albo cię o to poproszę – powiedziałem cicho, zamykając za sobą drzwi. Nie mogę na niego krzyczeć. Jak zacznę podnosić głos, będzie tylko gorzej, a na to pozwolić nie mogłem. Kłótnia tuż przed podróżą... nie może być chyba nic gorszego od tego. Jeszcze skończyłoby się na tym, że sam opuściłbym to miasto.
– Czemu? Przecież to nic złego. Daję ci sposobność, którą możesz wykorzystywać kiedy tylko chcesz, i mieć wszystko, co tylko zapragniesz – odpowiedział, oczywiście nie rozumiejąc mojej postawy.
– Wykorzystujesz ludzi. W paskudny sposób, nie dając im szansę na obronę. Flirtujesz z nimi, czego nie mogę zaakceptować – odpowiedziałem cicho, siadając na łóżku. Jakoś tak przeszła mi ochota na cokolwiek.
– Od razu flirtuję... Ładnie się uśmiechnę, puszczę oczko, czy to od razu taki filtr? – żachnął, machając ręką.
– A gdybym tak to ja ładnie się uśmiechnął i oczko puścił do Lidii by dostać coś taniej, czułbyś się w porządku? – postanowiłem przedstawić mu to nieco z innej strony, a to było najlepsze porównanie, na jakie było mnie stać.
– Czemu ty ją cały czas przytaczać? – spytał, marszcząc gniewnie brwi.
– Bo tylko ona a ciebie działa. Lepiej, żeby to był ostatni raz, kiedy to działasz w ten sposób – obwieściłem mu krótko. Nie dam rady tego znieść. Albo to więc zaakceptuje... albo będę się denerwował dalej, będzie to prowadziło do kuchni i tyle będzie z tego związku. – Czego tak w ogóle ci brakuje? Mam już wszystko. Nawet tę głupią koszulę – dopytałem, przyglądając się mu z uwagą.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz