Ależ on się uparł na ten niebieski. I coś czuję, że mi nie odpuści, i jeżeli ja sobie czegoś nie kupię, no to kogoś zaczaruje i dostanę ją za darmo, a tak być nie może. To kradzież. Z dwojga złego już to kupię i nie będzie ani mi truć dupy, ani kraść tej nieszczęsnej koszuli. Dobrze, że sobie fioletu nie zażyczył. Takie ubrania są tak drogie, jak zboże, a ono w zimę kosztuje korcie.
– Zobaczę, czy czegoś nie sprzedają. Chociaż nic nie obiecuję. Nie wydam na głupią koszulę małej fortuny – ostrzegałem go, i taka była prawda. Ustaliłem sobie w głowie pewien próg, i go nie przekroczę, choćby nie wiem, co. Muszę w końcu zostawić sobie trochę pieniędzy na podróż, zwłaszcza, że być może nie będę miał tam żadnych zleceń. Wiem, że niby Serathion może zawsze zatrzepotać rzęsami i zrobić dla nas wszystko... ale to byłoby po prostu nieuczciwe. Bardzo nieuczciwe. Wiem, że życie jest niesprawiedliwe, doświadczyłem tego na własnej skórze. Że kiedy sytuacja na to pozwala, trzeba wykorzystać każdą okazję. Ale ta moc Serathiona... nie wiem, nie potrafię. Źle się bardzo z tym bym czuł.
– Jak takie drogie, to ja ci mogę załatwić – uśmiechnął się do mnie znacząco. Oczywiście, że o tym pomyślał. Może nie powinienem mu mówić o tym koniu? W przeciwnym razie by na to nie wpadł, i niczego by nie kombinował. Bo ja tę minę znałem. I to jeszcze jak dobrze znałem. Jeżeli jutro otworzę oko, i będę miał jakiegoś karego konia w pokoju, to ja się nie zdziwię. On... on byłby w stanie to zrobić.
– Załatwić to mi możesz swoją pomoc w dźwiganiu tobołów. Mógłbym zabrać więcej, i miałbym trochę łatwiej – rzuciłem, obserwując jego reakcję. Oj, tę niechęć rozpoznam wszędzie. Zdecydowanie to coś, co mu się nie spodobało.
– Oj, nie, nie, nie. Ja jestem stworzony do bycia pięknym. Tyle robić mogę – uniósł dumnie nosek.
– Ależ oczywiście. Do zobaczenia później – odpowiedziałem, i opuściłem pokój.
Chciałem się wyrobić jak najszybciej. Im mniej czasu na zewnątrz, tym lepiej dla mnie. Im szybciej wrócę do ciepłego, tym lepiej dla mnie.
Najpierw oddałem książkę, póki o tym pamiętałem, po czym zająłem się zakupami. W oko rzuciło mi się kilka tych koszul niebieskich, które on tak strasznie chciał na mnie zobaczyć. Udało mi się nawet jedną kupić, potargowałem się się i wyszło mnie to odrobinkę taniej niż normalnie... no, ale zawsze to parę gorszy.
Kiedy wróciłem, byłem mocno zziębnięty. Poprosiłem Donę o coś ciepłego do picia, trochę pogadałem z nią o tym, że jutro wyruszamy. Nie spodobało jej się to. Może nawet trochę przestraszyło, bo przecież dalej jest zimno. Trochę próbowała mnie przekonać do zostania, no ale wszystko już było załatwione. Nie mogłem tego odwołać.
– Już jestem – powiedziałem, wchodząc do pokoju. Żadnego konia. Aż trochę byłem w szoku.
– Masz? – spytał, a jego oczy rozbłysły jak dwa ogniki.
– Mam – odpowiedziałem, zakładając oczywiście, że chodzi mu o tę nieszczęsną koszulę.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz