Sądząc po tym, jak przylgnął do mojego ciała, tak szybko się ode mnie nie odsunie. Potrzebował mojego dotyku bardziej, niż mógłby się przyznać. I ja wcale nie byłem lepszy, też z miłą chęcią go do siebie przytulałem.
– A będzie ci się chciało? – spytałem rozbawiony, drażniąc jego plecy. Plecy już były całkowicie normalne, neutralne, że się tak wyrażę, więc mogłem je drażnić.
– Jak bardzo mnie zdenerwujesz, to tak – burknął, ale wcale się ode mnie nie odsunął. Wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej się do mnie przysunął... moje maleństwo słodkie. Normalnie mógłbym go schrupać.
– Odpuściłbyś umierającemu – wyolbrzymiłem trochę swój stan, co spotkało się z krzywym spojrzeniem z jego strony. Takie żarciki mu się nie podobają, muszę o tym pamiętać. – No już, tylko sobie żartuję. Pewnie za szybko wstałem, i stąd te zawroty głowy. Zbyt szybko straciłem dużą ilość krwi. Powinieneś pić trochę wolniej. Możliwe, że wtedy się będę czuć lepiej – odpowiedziałem już trochę bardziej racjonalnie.
– Tak, bo na pewno chodzi o to. W ogóle nie powinienem pić twojej krwi. Muszę znaleźć sobie kogoś innego, albo jakiś inny sposób... za dużo ci problemów sprawiam – mamrotał pod nosem. Ale się wkręcił... a przecież się nic nie stało. Nie upadłem. Nie zrobiłem sobie żadnej krzywdy. Czemu tak więc to roztrząsał?
– A gdzie znajdziesz drugiego tak naiwnego, jak ja? I jeszcze z dobrą krwią? Znalazłeś sobie idealnego idiotę i teraz lepiej przy sobie takiego trzymać – mówiłem dalej mało poważnie, w tym byłem najlepszy.
– W jednym się zdecydowanie zgadzamy. Jesteś idiotą. Jak ty tle przeżyłeś to ja nie wiem – pokręcił z niedowierzaniem głową. – Zdrzemnij się dobrze. To ci dobrze zrobi – dodał, jak zwykle chcąc się mną dobrze zaopiekować, a w tym wszystkim zapominał o tym, co ja mu mówię. A szkoda. Bo wtedy nie musiałby się mną tak bardzo przejmować.
– Nie chcę spać. Dzisiaj sobie pospałem, nie muszę spać więcej, wiesz? Właściwie, to mogę już wstać – zaproponowałem, chcąc mu pokazać, że jestem przecież silny. Nie mam za bardzo wyjścia, zresztą. Jeśli muszę go chronić, będę go chronił całym sobą.
– Leż jak leżysz. Skoro nie musisz wstawać, to się ogranicz. Bo jak już wstaniesz, skończy się pozwolenie na dotykanie – zagroził mi. Oj, zagrał nieczystą kartą. Zerknąłem na zegar, jeszcze piętnaście minut. Przez te piętnaście minut mogę tu z nim poleżeć, pokorzystać i podrażnić, oczywiście. Nie byłbym sobą, gdybym go nie podrażnił.
– No dobrze... jeszcze chwilkę do obiadu mam. Mogę spędzić ten czas z tobą – zaproponowałem, uśmiechając się delikatnie do niego.
– O właśnie, obiad. Dobrze, żebyś coś zjadł. To na pewno poprawi twój stan – pokiwał poważnie głową. – Pamiętaj też o Futerku.
– Pamiętaj. Poza tym wiesz, co wypadałoby jeszcze zrobić? Wyczyścić jego kuwetę. Obiecałeś, że się tym zajmiesz – przypomniałem mu. Zgodziłem się go zatrzymać tylko dlatego, że Serathion obiecał, że będzie się nim zajmował. Niech się więc nim zajmie.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz