piątek, 3 kwietnia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Tradycyjnie uważałem, że przesadzał. To tylko kilka kropel krwi, już jutro będę znów się czuł lepiej. Ba, za godzinę znów będę mógł skupić się na... cóż, nie wiem, na czym. Na czymkolwiek innym. Zerknąłem na zegar wiszący na ścianie. Za półgodziny będę musiał zejść na dół na obiad Dony, w końcu jej to obiecałem, a i Futerko należało nakarmić. Ostatnio jest jakiś taki dla nas łaskawszy, i już tak bardzo nie żebrze o jedzenie. I bardzo dobrze, był wystarczająco gruby, na wiosnę wypadałoby się jakoś prezentować, zwłaszcza, że wyruszamy w świat. Jak będziemy wyglądać, kiedy będziemy mieć pod opieką takiego małego pulpeta? Ludzie będą myśleć, że nas na więcej stać. A jak będziemy szczupli, chudzi, możliwe, że wzbudzimy więcej litości. 
– Najważniejsze jest dla mnie, że trochę cię podkarmiłem – powiedziałem cicho, odsuwając krzesło i siadając na nim. Jak zwykle po oddaniu mu trochę krwi czułem lekkie oszołomienie. Możliwe, że gdyby pił wolniej, nie miałbym takich objawów, ale czuję, że gdy tylko wbija zęby w moją skórę, nie potrafi myśleć o niczym innym. Tak właściwie, to jestem w szoku, że słucha się mojego głosu. Niekiedy mam wrażenie, że jest w takim amoku, że nie myśli o niczym innym, tylko o tym, by zaspokoić swój głód. Martwiło mnie trochę to, że cały czas było mu mało. Jak wiele krwi potrzebował, by nie czuł tego palącego głodu? Nie wiem, czy moje ciało miało aż tyle krwi w sobie, by mu to zapewnić. 
– A później mi będziesz mdlał. Jeśli codziennie tracisz krew, to też nie jest zdrowe dla twojego ciała. Na pewno są tego jakieś konsekwencje – powiedział, zagryzając nerwowo wargę. 
– Czy są konsekwencje, tego nie wiem. Przy tobie na pewno się przekonam – powiedziałem lekko, nieprzejęty jego przestrogą. Moje ciało było nieco... inne, niż przeciętnego człowieka. Cokolwiek by mi się nie stało, na pewno sobie poradzę. 
– Brzmisz jak samobójca – burknął, chyba nieco na mnie zły. Cóż mogę poradzić, mocno mi na nim zależy i w pierwszej kolejności będę przekładał jego dobro ponad swoje. Zawsze. Bo chyba tak się postępuje w związku. Stawia się na piedestał tę drugą osobę. Całkiem miłe uczucie, mieć o kogo dbać, zwłaszcza, że przez niemalże całe swoje życie dbałem o siebie. Ciężkie to, niesie za sobą konsekwencje, zmartwienia, nieprzespane noce... ale zdecydowanie to wszystko jest tego warte. On jest tego warty. 
– Czyżby? I dopiero teraz zauważyłeś, że mam skłonności samobójcze? A to, że tkwię w profesji samobójcy już nic ci nie powiedziało? – zapytałem rozbawiony, starając się jakoś poprawić mu humor. I sądząc po jego minie, byłem w tym kiepski. – Różyczko, wiem, co robię. Kocham cię. Chcę ci pomóc. To ci powinno wystarczać – powiedziałem, mając ochotę go do siebie przyciągnąć i przytulić. Tak po prostu, okazać mu swoje wsparcie, ale przez ten głupi zakład nie mogę tego zrobić. Zdecydowanie głupie zasady wymyślił. Moje, z dotykaniem, były lepsze. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz