sobota, 25 kwietnia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Nie byłem co do tego aż tak pewien. Mimo wszystko byłem niebezpiecznym stworzeniem takim, które mogło zabić. Gdybym tylko chciał, mógłbym połamać mu kości bez chwili wahania. Ale nie chcę. Potrafię się powstrzymać dziś, wczoraj, jutro. Pytanie tylko, jak długo jeszcze będę w stanie to robić.
Jestem bestią. Nieprzewidywalną bestią. Nikt i nic nie było w stanie stanąć mi na drodze, nawet łowca. Oczywiście, na początku to on mnie pokonał. I pewnie gdyby spróbował teraz, również mogłoby mu się to udać. Nie dlatego, że jestem słaby, przeciwnie. Dlatego, że staram się być nieszkodliwy. Nie chcę nikogo krzywdzić. Nigdy nie chciałem.
Wampiry takie jak ja, te wyższe są większym zagrożeniem. A jednak ja jestem wyjątkiem. Nie zagrażam nikomu i nie mam zamiaru tego zmieniać. A mimo to… mógłbym stać się niebezpieczny, gdybym naprawdę tego zapragnął.
- I wydaje mi się, że właśnie w tym tkwi problem. Moja natura jest niestabilna, drażliwa. Dobrze wiesz, kim jestem i na co mnie stać. Co, jeśli pewnego dnia nie wytrzymam? Co, jeśli pierwszą moją ofiarą będziesz właśnie ty? Nie możesz być pewien tego, co zrobię. My wampiry jesteśmy nieprzewidywalni. I chyba ty, jako łowca, powinieneś wiedzieć to najlepiej. - Nie wiem, czy to, co powiedziałem, w ogóle do niego dotarło. Ale gdzieś w głębi duszy chciałem, żeby był tego świadom. Że jestem niebezpieczny. I że o tym nigdy nie może zapomnieć.
- Ale, Różyczko…- Odezwał się w końcu spokojnie, jedząc kolejny kęs królika. - Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, kim jesteś. I jak bardzo niebezpieczny potrafisz się stać. - Gdy to mówił, nie patrzył na mnie jak na potwora. To było najgorsze. - Ale mimo to wiem, że nic mi nie zrobisz. A nawet gdyby miało się to stać… - Lekko wzruszył ramionami, jakby mówił o czymś oczywistym - Stałoby się już dawno temu. Mieszkamy razem. Przebywamy ze sobą dzień w dzień. - Spojrzał na mnie uśmiechając się łagodnie. - Gdybyś naprawdę był takim złym i okropnym wampirem, na jakiego próbujesz się kreować… - Już by mnie tu nie było. A jednak nadal tu jestem, bezpieczny i szczęśliwy przy twoim boku. Więc wygląda na to, że tylko straszysz. W rzeczywistości nie jesteś aż tak groźny.  Przynajmniej nie dla mnie. I właśnie dlatego ci ufam. I wiem, że bez powodu nigdy byś mnie… ani nikogo innego… nie skrzywdził. - Przez chwilę nie byłem w stanie odpowiedzieć.
Zamiast tego poczułem coś dziwnego. Ciepło, rozlewające się gdzieś w środku, w miejscu, które dawno temu uznałem za martwe. Jakby jego słowa trafiły dokładnie tam, gdzie najbardziej tego potrzebowałem. Jakbym bez tego… nie potrafił funkcjonować.
Odwróciłem wzrok, zaciskając lekko szczękę.
- Jesteś okropny, głupi i do tego idiota - Mruknąłem cicho.
To zabrzmiało słabiej, niż powinno.
- Przez ciebie zaczynam czuć więcej, niż powinienem. - Nienawidziłem tego. A może raczej… bałem się.
Bo gdzieś w głębi duszy wiedziałem, że to właśnie on sprawił, że po raz pierwszy od bardzo dawna poczułem coś prawdziwego. Nie przelotne zauroczenie. Nie pusty flirt. Nie chwilową zachciankę.
Coś, co zostawało.
Coś, czego nie dało się tak po prostu zagłuszyć. Kochałem go i kochać będę tak długo jak będzie żył. 

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz