poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Korzystając jeszcze z tego, że wokół panował półmrok, naprowadziłem naszego konia na gościniec. Wydawało mi się, że podróż główną drogą będzie najlepsza i najbezpieczniejsza dla nas. Może nie najszybsza, ale ważne, by nasz koń nie złamał nogi, szkoda by było tak cudownego wierzchowca. Nie chciałbym, by coś mu się stało przez mój ludzki błąd. I tak przed świtem będę starał się zjeżdżać w poszukiwaniu jaskiń, bardziej zalesionych obszarów, opuszczonych chatek, to już samo w sobie będzie niebezpieczne. Nie będziemy też cały czas jechać gościńcem, jeżeli będę miał możliwość skrócić sobie podróż korzystając z mniej uczęszczanej drogi, od razu z niej skorzystam. Co nieco jeszcze pamiętałem, wiedziałem, przy których wioskach skręcić, by było szybciej. Nie wiem tylko, jak z bandytami. Oni zawsze gdzieś się pojawiają. Jako samotny podróżny czasem byłem zaczepiany, kilka razy doszło do konfrontacji, ald nigdy nie zrobili mi więcej krzywdy. Może uznawali, że nie warto się ze mną awanturować o kilka monet.. Albo i nie, jak ich spojrzenie nie zauważało sakiewki przy moim pasie. Ale teraz? Będę jechać na wspaniałym, wręcz takim majestatycznym koniu, w towarzystwie jeszcze wspanialszego szlachcica. Oj, możemy mieć kłopoty... 
– Czemu na twoje gesty reaguje, a na moje już nie? – spytał po kilkunastu minutach, kiedy wyjechaliśmy na prostą drogę. – Chciałem, żeby jechał szybciej... a on nic. 
– Może czuje, kto tutaj pociąga za sznurki? – zasugerowałem, wtulając się w jego ciało i wciągając jego zapach. – Szybsze tempo byłoby zgubne. Jest chłodno, ciemno, ślisko. Zresztą, nie nadałem mu żadnego tempa. Sam je sobie dostosował. Czujesz, że galopuje trochę nierówno? – powiedziałem spokojnie. 
– To bezpieczne, pozwalać mu na taką samowolkę? – spytał odwracając głowę w moją stronę. 
– A czemu nie? Trzyma się drogi, jedzie w dobrą stronę, jak trzeba będzie skręcić, naprowadzę go. On wie najlepiej, jak tam wygląda powierzchnia pod jego kopytami, i jak rozkłada się nasz ciężar na jego grzbiecie. Wie, co robi, od razu czuć, że jest dobrze nauczony, więc pozostaje mi mu zaufać. Może też poczuje, że może mi zaufać, i nasza relacja zacznie mieć jakiś początek – odpowiedziałem. Sam nie do końca byłem pewien, czy tak to zadziała... No ale co też mi pozostało? Wcześniej, kiedy wyjeżdżałem z miasta i trochę go pospieszyłem czułem, że nie był zadowolony z mojego popędzania, ale wtedy naprawdę mi się spieszyło, chodziło o bezpieczeństwo mojej Różyczki. W sytuacjach wyjątkowych musi mi wybaczyć, że będę bardziej stanowczy. 
– Na to w ten sposób nigdy nie patrzyłem – zauważył, patrząc gdzieś przed siebie. – Myślisz, że to zadziała? 
– Nie wiem. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie go rozgryzę, i jakoś złapiemy wspólny język. Jak ten jego poprzedni pan miał trzydzieści koni, pewnie jest przyzwyczajony do tego, że każdego dnia kto inny wokół niego się kręcił. Może nigdy nie zbudował więzi z żadnym człowiekiem. Jeżeli tak, to mamy nawet szczęście. Chyba gorzej byłoby go oduczyć przywiązania – wyjaśniłem mu spokojnie. Miałem tylko nadzieję, że nie weźmie moich słów za pewnik. Po prostu mu mówiłem, co ja uważam. A czy jest to prawda? Ciężko mi stwierdzić. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz