Miał rację. Oczywiście, że nie poznałbym tego smaku, gdyby go potrzeba nie cisnęła i gdyby mnie tak bardzo, ale to bardzo nie irytował... Cóż, najpewniej nasz związek w tym momencie nie istniałby. On poszedłby w swoją stronę, ja w swoją i tyle by było z naszej relacji. A teraz robię wszystko, by żałował, by kiedykolwiek zabronił mi siebie dotykać. Niech żałuje.
– Może też gdybyś był mnie irytujący, oparłbym się twoim zalotom – rzuciłem lekko, zabierając się za szybką rozgrzewkę i zacząłem rozciągać mięśnie. Nie chciałem się w końcu nabawić kolejnych kontuzji, a o co takiego łatwo.
– Mówisz mi więc, że jestem irytujący? – spytał, unosząc jedną brew. Starał się patrzeć na moją twarz, ale widziałem, jak delikatnie mimowolnie gdzieś tam zerka na dół, na moją klatkę piersiową, ramiona... czemu miałem wrażenie, że zaraz się na mnie rzuci? Wyglądał, jakby niewiele brakowało mu do tego stanu.
– Byłeś. I na powrót się stałeś, kiedy zacząłeś mi zabraniać siebie dotykać – odpowiedziałem zgodnie z prawdą, puszczając mu oczko. Serathion zagryzł dolną wargę. Byłem ciekaw, co takiego mu w tej głowie siedzi... interesujące.
Nic nie odpowiedział, a ja nic nic nie dodawałem. Skupiłem się na swoich ćwiczeniach, ignorując moją kuszącą Różyczkę, która to leżała rozwalona na łóżeczku. Czułem natomiast na sobie jego spojrzenie, bardzo intensywne. Miałem wrażenie, jakbym był jego ofiarą, tak było ono intensywne. Tylko nie wiem, czy chodzi mi o moje ciało, czy o moją krew. Właśnie, moja krew... może powinienem go teraz nakarmić? Kiedy jest na takiej granicy? To mogłoby przechylić szalę na moją korzyść. Może i jestem okrutny, ale cóż mogę poradzić, lubię mu ucierać nosa. To chyba najbardziej satysfakcjonująca rzecz, jaka może istnieć.
– Głodny? – zapytałem, wstając z podłogi. Mój głos ewidentnie go obudził. Serathion oderwał spojrzenie od mojego ciała i przeniósł go na moją twarz. To zabawnie wyglądało.
– Nie – prychnął, zadzierając uroczo swój nosek.
– Na pewno? Czy mam cię może ładnie zachęcić? – zapytałem, nie mając problemu z tym, by się dla niego skaleczyć. Znów. Nigdy nie rozumiałem i nie zrozumiem, dlaczego on się tak wzbrania przed moją krwią. Niezależnie od jego wypowiedzi, i tak się będę z nim nią dzielił, bo wiem, że jest mu ona niezbędna do życia, a moje ciało i tak sobie z tym małym ubytkiem poradzi i tak.
– Na dobry początek mógłbyś się ubrać – rzucił, starając się za wszelką cenę na mnie nie patrzeć.
– A to się tyczy zarowno ciebie, jak i mnie – odpowiedziałem spokojnie, podchodząc do stołu, by zabrać nóż. Skoro nie chce po dobroci, to ja go ładnie przekonam. Kiedy tylko przesunąłem ostrzem po wewnętrznej części noża, usłyszałem, jak ze świstem wciąga powietrze. W sekundę wyczuł moją krew i od razu się wyczuł w moją stronę. – Bądź dobrym wampirkiem i chodź tu do mnie – poprosiłem, wyciągając zakrwawioną rękę w jego stronę.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz