piątek, 3 kwietnia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Ach, no tak kuweta. Przecież obiecałem, że będę sprzątał po tym maluchu. Najlepiej od razu, zanim znowu o tym zapomnę.
- Masz rację… zrobię to teraz - Mruknąłem bardziej do siebie niż do niego, zbierając się, żeby wstać z łóżka.
Nie zdążyłem jednak nawet unieść się na łokciach. Elian przyciągnął mnie do siebie mocniej, jakby przewidział każdy mój ruch.
- Elianie… miałem posprzątać kuwetę - Zauważyłem, zerkając na niego z lekkim wyrzutem, choć wcale nie byłem pewien, czy naprawdę chcę się wyrywać.
- Tak, masz posprzątać - Odpowiedział spokojnie, nachylając się bliżej. - Ale nie teraz. Teraz mamy piętnaście minut dla siebie. - Jego głos był cichy, prawie szeptany, a dłoń powoli przesuwała się po moich plecach, kreśląc leniwe, nieokreślone wzory. Przeszedł mnie lekki dreszcz.
- Piętnaście minut… które wykorzystamy na leżeniu? - Zapytałem z nutą zaczepki, unosząc brew.
Obaj wiedzieliśmy, jak działał ten układ. Niby niewinny. Niby prosty. A jednak każde słowo miało znaczenie.
Kącik jego ust uniósł się w półuśmiechu.
- Oczywiście, że tak - Odparł bez wahania. - W końcu do niczego innego między nami dojść nie może. - Zrobił krótką pauzę, jakby specjalnie przeciągając moment ciszy.
- No chyba że… - Dodał ciszej, przesuwając dłonią wyżej - Nie możesz już wytrzymać. I bardzo tęsknisz za moim kutasem - Przerwał na chwilę, a ja spojrzałem na niego uważniej. W jego oczach pojawiło się coś figlarnego, wyzywającego. - Jeśli bardzo masz ochotę… - Kontynuował, nachylając się jeszcze bliżej - To wystarczy jedno słowo. - Jego palce zatrzymały się na moich plecach, jakby czekały na odpowiedź. - Dostaniesz to, czego chcesz - Szepnął.
Serce zabiło mi szybciej, choć starałem się tego nie okazać. 
- Ale wtedy przegrasz zakład. - Zamilkł, wyraźnie zadowolony z siebie. Był pewien, że kontroluje sytuację.
A ja? Ja wcale nie byłem już taki pewien, czy chcę wygrać.
Prychnąłem cicho pod nosem. On chyba naprawdę sobie ze mnie żartował.
Myślał, że tak po prostu poproszę… że się ugnę i oddam zwycięstwo bez walki?
Niedoczekanie.
Nie miałem zamiaru przegrać tego zakładu. Zwłaszcza nie w taki sposób. Dzisiejsza bliskość w zupełności mi wystarczyła, aż za bardzo, jeśli mam być szczery. Moje ciało wciąż pamiętało jego dotyk, a to wcale nie pomagało w zachowaniu zimnej krwi.
A jednak musiałem się opanować.
Choć gdzieś z tyłu głowy przemknęła mi zdradliwa myśl, jak łatwo byłoby po prostu przestać się powstrzymywać… zignorować zasady, nachylić się bliżej i dać się ponieść chwili.
Zacisnąłem lekko szczękę. Nie. Nie teraz.
Lubiłem bliskość. Lubiłem jego. I zdecydowanie nie byłem kimś, kto by tego unikał. Ale w tej chwili chodziło o coś więcej niż tylko chwilową przyjemność.
Chodziło o dumę.
O to, żeby pokazać mu, że nie ugnę się tak łatwo.
Że jeśli ktoś ma tu przegrać… to na pewno nie ja.
- Wiesz… możesz sobie pomarzyć. Naprawdę myślisz, że tak łatwo się zgodzę? Że dam ci tę satysfakcję? - Uniosłem lekko brew, patrząc na niego z wyraźnym rozbawieniem, choć w środku wcale nie było mi aż tak do śmiechu, jak próbowałem udawać. - Niezależnie od tego, czy ci się to podoba, czy nie… nie ugnę się - Dodałem spokojniej. - Nie mam zamiaru przegrać. - Westchnąłem cicho, opierając się wygodniej i przecierając dłonią twarz, jakby sama myśl o konsekwencjach była męcząca. - Tym bardziej że stawką jest opieka nad dwójką dzieci - Mruknąłem pod nosem. - Jedno brzmi już wystarczająco przerażająco… a dwoje? - Pokręciłem głową z lekkim niedowierzaniem. - A dwoje to o jedno już za dużo - Burknąłem, zastanawiając się co miałem w głowie, zgadzając się na ten durny zakład. 

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz