Przez te kilka minut mycia go musiała zająć w nim jakaś wewnętrzna przemiana, bo nagle jakoś tak zaczął się nieco inaczej zachowywać. Może się zaparł, że się nie podda? Cóż, uroczo z jego strony, ale ja nie zamierzałem być taki grzeczny dla niego. Oczywiście, że będę go podjudzał. Nie do końca rozumiałem, jaka moja miałaby być kara za przegranie tego zakładu, ale chciałem go wygrać, by popatrzeć, jak się męczy z dziećmi. A może dzięki tej karze czegoś się nauczy? Albo odkryje w sobie miłość do dzieci? Mi niekoniecznie przeszkadzały dzieciaki, zdecydowanie bardziej ich rodzice, to oni nie potrafili się nimi zająć i później wyrastają takie rozwydrzone bachory. Niestety. A naprawdę niewiele trzeba, by dzieciaki stały się naprawdę kochane i po prostu... wychowane. Skoro ze mną samotna matka sala sobie radę, to czemu inni rodzice mieliby sobie nie dać? Często też miewam wrażenie, że niektórzy ludzie po prostu nie powinni mieć dzieci, nie nadają się do nich psychicznie. Niestety, najczęściej takie osoby właśnie mają dzieci.
– No proszę... co za zmiana – zaśmiałem się cicho, przesuwając gąbką bo bliznach. Kolejne do kolecji... czasem jestem ciekaw, jak wyglądałoby moje ciało, gdybym ich nie miał. Byłoby bardziej atrakcyjne ogólnie? Dla niego? Teraz niestety już jest za późno, nie ma za bardzo miejsca, które byłoby czyste. – Wytrzymasz do wieczora bez krwi? – zapytałem, już bardziej poważnie. Drażnienie się drażnieniem, ale najwyższa pora zabrać się za poważne tematy. Skoro czuję się dobrze, mogłem skupiać się na najważniejszych rzeczach, czyli na nim. Tak ładnie się mną zajmował... pora się odwdzięczyć. Wolę, by spijał krew ze mnie, niż żeby chodził i szukał nie dość, że zdrowych ludzi, niepijanych, to jeszcze przystojnych. Oczywiście, że byłem zazdrosny o innych. Przy kimś takim jak on nie można być nie zazdrosnym.
– A czemu miałbym nie wytrzymać? – spytał, odwracając głowę w moją stronę.
– Bo ostatnio bardzo głodowałeś. To niezdrowe, czy dla ciebie, czy dla zwykłego człowieka. Teraz, jak już się lepiej czyje, znów muszę się tobą zająć – odpowiedziałem spokojnie, rozsiadając się wygodniej w balii. Byłem już umyty, ale taka mała chwila relaksu nie zaszkodzi przecież.
– Daj spokój. Przyzwyczajony jestem. A może raczej byłem, póki mi tego nie rozregulowałeś – odpowiedział z lekkim wyrzutek.
– Twój organizm tylko chce nadrobić lata głodu. Może jak będziemy w podróży będziesz mógł więcej na zwierzęta polować. Zacznie się wiosna, będę się lepiej czuć, będziesz mógł częściej ze mnie spijać. W końcu cię ogarnę – obiecałem, szybko składając pocałunek na jego nosku. To jest mój cel. Wyleczyć go z tego głodowania. To może być ciężkie, ale się nie poddam. Jeszcze mam czas. I chcę ten czas wykorzystać dla niego. – Chcę dzisiaj co nieco kupić. Dokończyć sprzątanie. I jak zjem obiadokolację, też możesz coś zjeść. Nie chcemy przecież, byś przy dzieciach wybuchł, bo będziesz zbyt drażliwy z głodu.
– Odważnie zakładać, że już ze mną wygrałeś – uniósł jedną brew, a na jego ustach zabłąkał się zadziorny uśmieszek.
– Będę się starał ze wszystkich sił, byś nie mógł się oprzeć moim mięśniom – puściłem mu oczko. Nie byłem ślepy, widziałem, jak z uwagą obserwował moje ciało, kiedy ćwiczyłem. Podobało się mu, co mi schlebiało. Miałem świadomość, że z pewnością nie należało do najlepszych, byłem bardziej niż pewien, że on widział lepsze ciała... a jednak nie potrafił oprzeć się właśnie mnie. W teorii. I to było niezwykłe uczucie.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz