Na jego słowa uśmiechnąłem się głupkowato. Cóż miałem powiedzieć, oczywiście, że cały czas zakład trwał. Z tego, co kojarzyłem, nikt go nie przerwał, nikt go nie wygrał i nikt go nie przegrał, a więc oznaczało to, że cały czas trzeba było uważać. Oczywiście, jeżeli potrzebował mnie, i mojego wsparcia, byłem tu dla niego cały czas, ale mu tego nie odpuszczę. Zbyt dobrą karę mu wymyśliłem, by teraz mu odpuścić.
- Uczę się od najlepszych – wyszeptałem mu do ucha, a następnie delikatnie ucałowałem jego płatek. Moje biedne maleństwo.
- Nauczyłbyś się ode mnie takim razie czegoś innego. Może tego, jak się dobrze ruchać? - zaproponował, na co parsknąłem cicho śmiechem.
- A co? Aż tak źle ci ze mną? - spytałem, unosząc jedną brew. - Do tej pory nie narzekałeś.
- Nie narzekałem, owszem, ale zawsze mógłbyś być lepszy – powiedział lekko zarozumiałym tonem. Wiedziałem, że specjalnie podkręca swoje reakcje, taka już była nasza mała gierka.
- No to może byś ty się postarał przekazać te nauki? Z naszej dwójki to ty jesteś nauczycielem – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Jestem pojętnym uczniem, ale co mi z bycia pojętnym uczniem, jeżeli mój nauczyciel do dupy będzie. - Najlepiej chyba będzie pokazać... co? - dodałem, kreśląc kciukiem kółeczka na jego udzie. Skoro nie mogę sunąć dłonią po jego udzie, no to inaczej go zajmę. Poza tym coś czułem, że te drobne przekomarzanki pomagają mu zapomnieć o tym, co usłyszał na dole, a o to mi oczywiście chodzi.
- Jeśli tego chcesz, to mogę pokazać. Ale wtedy to ty przegrasz – zaznaczył, na co uniosłem brew. No proszę, jaki jest cwany. Na to jednak nie pójdę. Skoro już coś sobie obiecałem, to tej obietnicy dotrzymam i wygram ten zakład.
- Ja? Czemu to ja mam być przegranym? To ty sięgniesz po mojego kutasa, nie ja po twoją dupę – odbiłem piłeczkę, puszczając mu oczko.
- Ach, więc tak to widzisz? Zatem możesz zapomnieć o mojej dłoni kierującej się w stronę twojego paska – prychnął, zadzierając nosek.
- Oczywiście. Na najbliższe dwadzieścia cztery godziny. Później... może być ci ciężej – podgryzłem delikatnie płatek jego ucha, a kiedy tylko poczułem ten charakterystyczny dreszcz przebiegający po jego ciele, odsunąłem się od niego. Najwyższa pora w końcu się zabrać za powolne pakowanie. Dobrze, że sprzątanie już było, i poza zmianą i wypraniem pościeli będziemy mogli wymeldować się niemalże od razu. Jeszcze tylko muszę o tym powiedzieć Donie. Nie będzie zachwycona, owszem, ale Serathionowi pobyt tutaj już wystarczy. Serce mi się kraja, jak go widzę takiego... smutnego, przygaszonego. Nie jest sobą, i to tak bardzo widać.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz