Dwie godziny... Najchętniej wyruszyłbym jak najszybciej w stronę jakieś cywilizacji, ale przecież obiecałem Serathionowi, że podróż będzie w nocy, pod niego, i tej obietnicy dotrzymam. Teraz już prowadziłem bardziej nocny tryb życia, jeszcze kilka dni i całkowicie się przyzwyczaję. A skoro już powoli dzień staje się dłuższy, tego słońca na skórze na pewno zaznam, więc nie będzie ze mną aż tak źle. Najważniejsze, by Serathion miał wszystko, szczęście, bezpieczeństwo, odpowiednią ilość krwi. Nic więcej dla mnie znaczenia nie miało, bo ja sobie jakoś poradzę, a on na takim otwartym polu może mieć problem z poradzeniem sobie. Dobrze, że ma mnie. A co później zrobi, kiedy mnie zabraknie? Nie podobało mi się to, że ta myśl randomowo się pojawiała w mojej głowie. Przez to teraz będę się bał umrzeć, bo przecież sobie nie poradzi. Ale nie mogę tak myśleć, bo Serathion jeszcze mi zacznie wierzyć i faktycznie sobie nie poradzi.
Oparłem policzek o jego czoło, przymykając oczy. Nie zamierzałem spać, chciałem się tylko psychicznie rozluźnić, i trochę skupić na zapachu bijącym od niego, a nie na tej paskudnej stęchliźnie. Otworzenie okna nie miało sensu, ciężka zasłona nie przepuści za wiele powietrza. A drzwi bałem się otworzyć, bo gdyby za bardzo się odchyliły przez chociażby głupi wiatr, zaraz do środka wpadłoby słońce. Musieliśmy więc jakoś sobie z tym zapachem poradzić. Miałem troszkę wrażliwszy węch niż przeciętny człowiek, no ale nie miałem tak źle jak Serathion. Nawet nie chcę wiedzieć, co on musi czuć. Na jego miejscu chyba bym zwariował.
– Mamy towarzysza – powiedziałem cicho, czując na brzuchu czyjeś miękkie łapki. – Przytyłeś, kolego. I to mocno.
– Od razu przytył. Po prostu dorasta, już nie jest małym koteczkiem, tylko dużym kocurem – odpowiedział Serathion, stając w jego obronie. – Szkoda, że już nie jest malutki i słodziutki.
– Taki już urok zwierzaków... czy po prostu zwykłych istot. W porównaniu do was bardzo szybko rośniemy – powiedziałem, drapiąc kociaka pod bródką. Czemu ja mu się dałem namówić na imię Futerko? Nie powinienem się na to nigdy godzić. No ale już za późno. Futerko reaguje na Futerko, tego się już nie zmieni. Jeżeli jednak kiedykolwiek przyprowadzi kolejnego kota czy innego zwierzaka, nigdy już nie oddam mu wolnej ręki w nadawaniu imion. Nie jest to jego konik.
– Ciebie już trochę znam, a ty się nic nie zmieniłeś – odpowiedział, unosząc swoją głowę tak, by na mnie spojrzeć.
– Poczekaj na wiosnę i lato. Zawsze jak łapię trochę słońca mam mnóstwo piegów. Trochę się przez to zmieniam – powiedziałem, uśmiechając się lekko do niego.
– Nienawidzę piegów – mruknął niechętnie, na co zaśmiałem się cicho.
– Będziesz musiał to jakoś przetrwawić. Na to nic nie mogę poradzić – odpowiedziałem lekko, niezrażony jego małym wyzwaniem. Każdy ma swoje upodobania. Byłbym zdziwiony, gdyby mój wygląd odpowiadał mu w stu procentach.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz