czwartek, 16 kwietnia 2026

Od Haru CD Daisuke

 Skupiałem się na nim, bo go kochałem. On i nasze dzieci byli dla mnie najważniejsi, nie istniało nic ani nikt ważniejszy od tej trójki istot, które dawały mi szczęście, spokój i radość. Przy nich nie potrzebowałem już niczego więcej.
- Dbam o siebie i pilnuję, żeby wszystko było ze mną w porządku… tak samo jak z wami. Jeśli poczuję się źle, niekomfortowo albo słabo, po prostu dam ci znać. Nie musisz się martwić. Nie jestem już dzieckiem, tylko dorosłym mężczyzną, który potrafi się wami zaopiekować… ale spokojnie, myślę też o sobie - Zapewniłem, całując go w policzek i poprawiając się wygodniej na łóżku.
- Dbając o mnie i o nas, robisz coś pięknego… ale musisz bardziej zadbać o siebie. Jeśli coś ci się stanie… ja nie dam rady sam wychować dwójki dzieci - Jego słowa były szczere i pełne troski. Był tylko jeden problem coś, czego chyba nie dostrzegał albo o czym zapominał.
- Skarbie… przypominam ci, że jestem wilkołakiem - Powiedziałem cicho, przyciągając go bliżej. - Nie umrę tak łatwo. Nie męczę się tak jak ty i nie potrzebuję tyle energii. Jestem silniejszy, bardziej odporny na codzienność. Mogę zrobić więcej, znieść więcej… chronić ciebie i dzieci. A jednocześnie wciąż mam siłę, żeby nie zapominać o sobie. - Objąłem go mocniej, przytulając do swojej piersi. - A teraz śpij… mamy mało czasu, zanim maluchy się obudzą - Dodałem łagodnie, gładząc go po policzku.
- Dobrze… porozmawiamy o tym później, kiedy będzie odpowiedni moment. Teraz naprawdę powinniśmy się przespać - Wyszeptał cicho, ziewając i chowając twarz w moich ramionach.
Westchnąłem cicho, patrząc na niego z czułością. Był taki zmęczony… aż ściskało mnie w środku.
Moje biedactwo… mój mały skarb.
Maluchy nie pozwoliły nam spać zbyt długo, zaledwie dwie godziny. Mimo to wystarczyło, by choć trochę zregenerować ciało i oczyścić głowę. Dzięki temu mogliśmy znowu funkcjonować, nawet jeśli wciąż byliśmy zmęczeni.
Daisuke najpierw nakarmił naszą córeczkę, podczas gdy ja zajmowałem się synkiem. Siedzieliśmy blisko siebie, jeszcze półprzytomni, ale skupieni na dzieciach. W pomieszczeniu panowała cisza przerywana jedynie ich cichymi odgłosami i naszym spokojnym oddechem.
Po chwili zamieniliśmy się rolami. Delikatnie głaskałem Sayuri po plecach, starając się ją uspokoić, gdy Daisuke karmił Takumi'ego. Każdy ruch był spokojny, wyuczony, jakbyśmy od zawsze wiedzieli, co robić.
To były te krótkie momenty, między zmęczeniem a spokojem, w których czułem, że mimo wszystkiego jesteśmy dokładnie tam, gdzie powinniśmy być.
Maluchy oczywiście najadły się do syta, odbiło im się, po czym znów spokojnie zasnęły. W pokoju ponownie zapanowała cisza.
My natomiast… po zaledwie dwóch godzinach snu nie mieliśmy już chyba ochoty dalej spać. Zostawało nam jedynie posiedzieć razem w tej przyjemnej ciszy albo coś zjeść.
Szczerze mówiąc, ja sam coraz bardziej skłaniałem się ku tej drugiej opcji. Mój żołądek dawał o sobie wyraźnie znać, skręcając się z głodu, więc dobrze byłoby w końcu go uciszyć.
Spojrzałem na niego, jeszcze przez chwilę wsłuchując się w spokojny oddech dzieci.
- Chciałbyś może coś zjeść? - Zapytałem cicho. - Ja zaczynam być naprawdę głodny… - Lekko się uśmiechnąłem, przeciągając się ostrożnie, żeby nie obudzić maluchów.

<Paniczu? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz