Najważniejszy? Nie, nigdy nie czułem się najważniejszy. Wręcz przeciwnie, czułem się równy jemu i dzieciom. Nic mi nie było, już nie.
Byłem ranny, to prawda, ale zdążyłem wyzdrowieć. Wszystko było w porządku, naprawdę nie trzeba było się mną przejmować. Mógłby sobie odpuścić, przestać się martwić poradzę sobie. Powinien o tym wiedzieć.
Dlatego teraz to on powinien pomyśleć o sobie. Na dworze było zimno, a ja nie chciałem, żeby coś mu się stało. Wiem i rozumiem, że jest demonem silniejszym, odporniejszym na zimno i przeciwności losu, ale to wcale nie znaczy, że nie odczuwa dyskomfortu. A ja nie chciałem, żeby przy mnie czuł jakikolwiek.
Kochałem go. Był dla mnie bardzo ważny, tak samo jak ja byłem ważny dla niego. Właśnie dlatego zawsze stawiałem jego i dzieci na pierwszym miejscu, dopiero potem siebie.
- Możesz być silny i niezniszczalny, ale to niczego nie zmienia - Zawsze będę się o ciebie martwił. Bo cię kocham. To normalne, że jesteś dla mnie całym światem - Wyszeptałem cicho, uśmiechając się łagodnie i przytulając do jego ciała.
- Ty po prostu jesteś za dobry, aniołku - Odpowiedział z lekkim uśmiechem, składając delikatny pocałunek na moim czole.
- Może i tak… - Westchnąłem cicho. - Ale dzięki temu, że ja jestem „za dobry”, ty też się zmieniłeś. Stałeś się dobrym demonem. Może nie dla wszystkich… ale dla nas, dla mnie i dla dzieci jesteś. I to jest dla mnie najważniejsze. - Podniosłem się powoli z łóżka, czując jeszcze lekkie napięcie w mięśniach, i przeciągnąłem się, rozluźniając ciało. - No dobrze, skoro chcesz iść ze mną na spacer, nie mam nic przeciwko - Dodałem, spoglądając na niego z troską. - Ale ubierz się trochę cieplej. Nawet jeśli twoje ciało wiele znosi… nie chcę, żeby cierpiało. - Poprosiłem, całując go w policzek.
Sorey westchnął ciężko, ale nie kłócił się ze mną. Wyraźnie widział, że to nie ma najmniejszego sensu. Znał mnie zbyt dobrze, żeby próbować mnie przekonywać, kiedy już coś sobie postanowiłem. A ja naprawdę chciałem dla niego jak najlepiej. Kochałem go i wiedziałem, że będę kochał nadal. Skoro się o niego martwiłem, to okazywanie tego było czymś zupełnie naturalnym. I nie zamierzałem tego ukrywać.
- Dobrze, już dobrze - Mruknął w końcu z lekką rezygnacją. - Pójdę się ubrać. A ty w tym czasie przebierz się w coś bardziej wyjściowego… w takich ubraniach oglądać mogę cię tylko ja. - Uśmiechnął się lekko, po czym nachylił się i złożył delikatny pocałunek na moim czole, zanim zniknął mi z oczu.
Łagodny uśmiech od razu pojawił się na mojej twarzy, gdy tylko wyszedł. Przez chwilę jeszcze stałem w miejscu, jakby zatrzymany tym krótkim gestem, a potem ruszyłem w stronę łazienki.
Czas było doprowadzić się do porządku.
Założyłem czyste, bardziej odpowiednie do wyjścia ubrania, a potem spojrzałem w lustro, przeczesując palcami włosy. Wyglądały… cóż, dokładnie tak, jak można było się spodziewać po dwóch dniach spędzonych głównie w łóżku. Nie poświęcałem im wtedy zbyt wiele uwagi, właściwie żadnej.
Westchnąłem cicho pod nosem, sięgając po szczotkę.
- Najwyższa pora coś z tym zrobić… - Szepnąłem do siebie, zaczynając powoli doprowadzać się do porządku. Aby wejść wspólnie na zewnątrz, ładnie i pachnący.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz