piątek, 17 kwietnia 2026

Od Serathiona CD Eliana

Przyznam szczerze, że jego zachowanie trochę mnie zaskoczyło. Co prawda nie zrobił mi sceny, nie powiedział niczego niestosownego przy ludziach, a jednak czułem to wyraźnie, był na mnie zły. Może nawet zazdrosny. O coś, czego przecież nie zrobiłem. Czy naprawdę sądzi, że byłbym zdolny tak po prostu go zdradzić? Tym bardziej na jego oczach, po tym jak jeszcze chwilę temu kochaliśmy się w łóżku?
To bolało bardziej, niż chciałem przyznać. Z drugiej strony… czy mogłem się dziwić? Sam przecież nie byłem święty. Oddawałem się innym bez większego zastanowienia, dla własnej przyjemności. Może więc miał prawo mi nie ufać. A mimo to gdzieś w środku liczyłem, że wobec mnie będzie inny. Że jednak zaufa mi bardziej. A jednak osądza nie wiedząc co tak naprawdę jest na rzeczy.
- Sam widziałeś. Zaczarowałem tego szlachcica, żeby dał nam to, czego potrzebujemy - Wjaśniłem spokojnie, nie chcąc wdawać się w kłótnię. Nie miałem też ochoty tłumaczyć mu wszystkiego wprost, zwłaszcza że chodziło o konia. Przecież on go nie potrzebuje… a przynajmniej tak twierdzi. A potem narzeka, że jest mu za ciężko i że mam mu pomóc. No więc pomogłem. Po swojemu.
Westchnąłem cicho, czując przyspieszone bicie jego serca. Był napięty, niemal rozpalony gniewem i wewnętrzną zazdrością.
- I nie, nie umówiłem się z nim na seks. Nie musisz się martwić - Dodałem ciszej.
Nie chciałem, żeby był zazdrosny. Naprawdę nie chciałem. Ale wiedziałem też, że bez względu na to, jak bardzo będę się starał, pewnych rzeczy nie da się cofnąć. Przeszłość zostaje. I czasem wraca wtedy, kiedy najmniej tego potrzebujemy i chcemy.
Elian westchnął cicho, jakby nie chciał drążyć tematu przy innych. Nie powiedział nic więcej, ale miałem dziwne przeczucie, że to jeszcze nie koniec. Że kiedy tylko zostaniemy sami w pokoju, wróci do tego i spróbuje wyciągnąć ze mnie więcej, niż byłem gotów powiedzieć.
- Twój kot jest głodny. Nie pamiętasz o nim - Zauważył nagle, zmieniając temat.
Zbyt nagle.
Bez trudu wyczułem, że zrobił to bardziej dla świętego spokoju niż dlatego, że rzeczywiście uznał sprawę za zamkniętą.
- No tak… przepraszam. Czasem zapominam o tych bardziej przyziemnych obowiązkach - Przyznałem z lekkim uśmiechem, biorąc od niego kota i przytulając go odruchowo.
Ciepło małego ciała działało uspokajająco, choć napięcie między nami wciąż wisiało w powietrzu, niewypowiedziane, uparte.
Spojrzałem na Eliana uważniej.
- To co? Chcesz usiąść tutaj, czy wolisz wrócić do pokoju i zjeść coś na spokojnie? - Zapytałem, nie odrywając od niego wzroku.
Może dawałem mu wybór miejsca. Ale nie łudziłem się, rozmowy raczej nie unikniemy.
Wiedziałem, że i tak postawi na swoim, niezależnie od tego, czego ja bym chciał.
- Zostańmy tutaj. Chciałbym coś zjeść - Stwierdził, kierując się w stronę jednego z bardziej ustronnych stolików.
Nie protestowałem. Szczerze mówiąc, nie miałem ochoty wracać do pokoju sam. Ruszyłem więc za nim, w milczeniu, dopasowując krok do jego tempa.
Usiadłem naprzeciwko, wybierając miejsce niemal odruchowo, i przez chwilę tylko mu się przyglądałem. Czekałem, aż coś powie. Aż zamówi jedzenie, dla siebie i dla naszego małego, kociego towarzysza, który wiercił się niespokojnie w moich ramionach.
Przez moment miałem wrażenie, że wszystko wygląda zupełnie zwyczajnie.
A jednak napięcie wciąż było między nami, ciche i uparte, jakby tylko czekało na odpowiedni moment, by znów dać o sobie znać.

<Elianie? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz