No i co ja z nim mam?
Uważa mnie za oszusta? Przecież nie dotknął bym nikogo innego po za nim, a przynajmniej nie teraz, teraz jestem z nim i nie mam zamiaru go z nikim
- I co ja mam sobie o tym myśleć? - Westchnąłem cicho, bardziej do siebie niż do niego. - Naprawdę uważasz mnie za oszusta? Przecież… - Urwałem na moment, zaciskając lekko szczękę - Nawet bym nie spojrzał na nikogo innego. Nie teraz. Jestem z tobą i nie mam zamiaru cię zdradzać. Co jak co, ale jesteś całym moim życiem. Nie zmieniaj tego - Poprawiłem koszulę, jakby ten drobny gest miał dodać mi pewności siebie. - Jednakże, powiedzieć muszę ci jedno. Wiesz, lubię adoratorów - Rzuciłem z lekkim uśmiechem, unosząc brew. - Dzięki nim czuję się… chciany. - Zrobiłem krok bliżej, zniżając głos. - Ale masz rację. Lepiej, żebyś był obok mnie. Niech wszyscy widzą, jaką piękność masz przy sobie. Niech zazdroszczą… bo naprawdę mają czego. - Na moment odsłoniłem w uśmiechu rząd śnieżnobiałych kłów.
- O toż to - Odpowiedział spokojnie, ale w jego głosie pobrzmiewała nuta czegoś ostrzejszego. - Moja różyczka jest tylko moja. I nie zamierzam pozwolić, żeby ktokolwiek na nią patrzył… a tym bardziej jej dotykał. - Podszedł bliżej, aż poczułem jego obecność niemal fizycznie, i delikatnie ujął mój policzek.
Pokręciłem głową z cichym rozbawieniem, przykrywając jego dłoń swoją.
- Obawiam się, że patrzeć nikomu nie zabronisz - Odparłem miękko, patrząc mu prosto w oczy. - Ale z dotykiem… - Zawiesiłem głos na ułamek sekundy - Z tym faktycznie może być znacznie prościej. - Uśmiechnąłem się lekko, jakby to była tylko drobna, niewinna uwaga. Choć oboje wiedzieliśmy, że wcale taka nie była.
- Coś na to poradzę - Mruknął z przekonaniem, a w jego spojrzeniu pojawiło się coś drapieżnego. - W końcu nie mogę pozwolić, żeby ktoś na ciebie patrzył. Poza tym… każdy musi wiedzieć, że jesteś mój. - Był zachłanny. Pewny siebie. I ani myślał dzielić się mną z kimkolwiek, choćby spojrzeniem.
Parsknąłem cicho, unosząc brew i krzyżując ręce na piersi.
- Och, naprawdę tak mówisz? - Rzuciłem z nutą złośliwej rozbawionej prowokacji. - I jak zamierzasz to zrobić? Założysz mi smycz i obrożę? - Przechyliłem lekko głowę, przyglądając mu się uważnie, jakby badając jego reakcję. - A może pójdziesz o krok dalej i zamkniesz mnie na kłódkę, żebym przypadkiem nie „uciekł”? - Dodałem ciszej, z ledwie zauważalnym uśmiechem.
Oczywiście musiałem go podpuścić. Tak dla zasady. Żeby nie zapomniał, że choć należę do niego… to wcale nie jestem taki łatwy do ujarzmienia.
Zbliżyłem się o pół kroku, niemal ocierając się o niego ramieniem.
- Pytanie tylko - Szepnąłem - Czy na pewno jesteś gotów na to, co próbujesz posiąść? - Wyszeptałem, delikatnie podgryzając delikatnie jego dolną wargę.
- Och, nie kuś mnie - Mruknął nisko, a jego palce zacisnęły się lekko na mojej twarzy, zmuszając mnie, bym patrzył tylko na niego. - Nie kuś… bo jeszcze naprawdę tak zrobię. I nigdzie już beze mnie nie pójdziesz. - W jego głosie pobrzmiewała mieszanka żartu i czegoś znacznie bardziej poważnego. Grał ze mną dalej ale obaj wiedzieliśmy, że ta gra zaczynała przekraczać cienką granicę.
Uśmiechnąłem się krzywo, choć w moim spojrzeniu pojawił się cień czegoś trudniejszego do odczytania.
- Już zaczynam się bać - Rzuciłem z lekką ironią, unosząc dłoń i chwytając jego nadgarstek.
Powoli, bez pośpiechu, odsunąłem jego rękę od swojej twarzy.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz