Zagryzłem wargi niemal odruchowo, gdy ledwo jego słowa do mnie dotarły. Doskonale wiedział, gdzie uderzyć i robił to z precyzją, która doprowadzała mnie do szału. Drań. Najgorsze było jednak to, że nie mogłem nic z tym zrobić. Pozostawało mi tylko siedzieć cicho i pilnować się, żeby nie dolać oliwy do ognia.
- Dobra… już nie będę - Burknąłem w końcu, choć każde słowo smakowało jak porażka.
Postanowiłem robić dokładnie to, czego ode mnie chciał. Nie odzywałem się więcej, ani do niego, ani do nikogo innego. Rozglądałem się tylko wokół, udając zainteresowanie otoczeniem, choć w rzeczywistości w środku aż się gotowałem.
Irytacja rosła z każdym krokiem. Wzbierała gdzieś pod skórą, nie dając spokoju. Nie mogłem się odegrać, nie mogłem nawet odpowiedzieć tak, jak bym chciał. Bo przecież zaraz znalazłby sposób, żeby mnie przycisnąć jeszcze bardziej. To było tak cholernie nie fair… i właśnie za to najbardziej miałem mu za złe.
Resztę drogi przeszliśmy w milczeniu. Ciężkim, gęstym, pełnym niewypowiedzianych słów. W końcu dotarliśmy do gospody. Nikogo nie zaczepiałem, nie odzywałem się, po prostu wróciłem na swoje miejsce, dokładnie tam, gdzie kazał mi Elian.
W środku nadal się boczyłem. Usiadłem na łóżku i odwróciłem głowę w stronę ściany, jakbym w ten sposób mógł go całkowicie wykluczyć ze swojego świata.
- A ty za co się obrażasz? - Zapytał po chwili, a w jego głosie pobrzmiewała nuta rozbawienia, która tylko bardziej mnie zirytowała.
Zacisnąłem szczękę.
- Za co? - Prychnąłem, odwracając się gwałtownie w jego stronę. - Za to, że jesteś dla mnie złośliwy. Że zachowujesz się jak ostatni drań. I jeszcze mi grozisz, że spotkasz się z Lidią… Naprawdę uważasz, że to w porządku? - Przez chwilę patrzyłem na niego wyzywająco, czując, jak wszystko we mnie aż drży od tłumionych emocji.
Elian uniósł brew, przyglądając mi się uważnie, jakby próbował ocenić, na ile może sobie jeszcze pozwolić.
- To ty zacząłeś - Odezwał się po chwili. - Gdybyś nie gapił się na innych, nie musiałbym ci grozić. A tak… - Zawahał się na moment, jakby sam nie był do końca przekonany do własnych słów - To był jedyny sposób, żeby doprowadzić cię do porządku. - Prychnąłem cicho, odwracając wzrok. Jego tłumaczenie tylko dolało oliwy do ognia.
- Do porządku? - Powtórzyłem z niedowierzaniem, zaciskając palce na materiale pościeli.- Naprawdę tak to widzisz? - Pokręciłem głową, czując, jak narasta we mnie frustracja.
- Nie zwracasz na mnie uwagi, a potem dziwisz się, że szukam jej u kogoś innego - Fuknąłem, krzyżując ręce na piersi i nawet nie próbując ukryć niezadowolenia.
Elian zmrużył lekko oczy.
- Zwracam - Odparł spokojnie, niemal z nutą dumy. - Tylko ty jej nie chcesz. - Zaśmiałem się krótko, gorzko.
- Dobrze wiesz, że nie mogę jej chcieć - Odpowiedziałem ostrzej, odrywając na chwilę od niego swój wzrok. - Ten durny zakład skutecznie mi to uniemożliwia. - Zawahałem się na moment, ale irytacja szybko wzięła górę. - I nie mam zamiaru… ani nawet najmniejszej ochoty zajmować się cudzymi smarkami - Dodałem z wyraźnym niesmakiem.
Zapadła cisza, ale tym razem była inna napięta, jakby coś właśnie pękło albo miało zaraz pęknąć, a wszystko to jego wina bo wpada na głupie pomysły.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz