Gdy tak go słuchałem, zacząłem się zastanawiać, jak mógłbym mu pomóc w tym dla niego najwyraźniej niemałym problemie. W końcu, gdyby istniało jakieś rozwiązanie, Elian mógłby pozwolić sobie na więcej rzeczy… a wtedy, cóż, wyglądałby jeszcze lepiej.
Problem polegał na tym, że kompletnie nie wiedziałem, co mógłbym zrobić. Nosić coś za niego? Nie bardzo mi się to uśmiechało. Owszem, jako wampir byłem w stanie dźwigać znacznie więcej niż przeciętny człowiek, ale… jakoś mój szlachecki instynkt stanowczo protestował przeciwko robieniu z siebie tragarza. To za mnie mają nosić, to przecież oczywiste.
- No to faktycznie masz problem - Stwierdziłem w końcu, kierując swoje kroki w stronę drzwi wyjściowych z łazienki. - Nie zwalnia cię to jednak z obowiązku wyglądania dobrze u mego boku. - Dodałem, zerkając na niego przez ramię.
- Cóż, przykro mi, żeś się związał z biedakiem - Odparł z lekkim przekąsem. - Gdybym miał wierzchowca… może wtedy byłoby prościej i stanowczo szybciej - Na te słowa moje oczy lekko zalśniły. Wierzchowca? Hm… coś mi mówiło, że akurat z tym mógłbym mu pomóc. I to nawet całkiem skutecznie.
- Wierzchowca? - Powtórzyłem, jakby od niechcenia. - Hm… mogę to przemyśleć. - Usiadłem na łóżku, przybierając pozornie obojętną minę, choć w głowie zaczynał już kiełkować pewien pomysł.
- Przemyślisz? - Uniósł brew. - Mam nadzieję, że nie wpadniesz na żaden głupi pomysł. - Na moich ustach sam pojawił się uśmiech. Głupi pomysł? Ależ skąd. Ja przecież miewam wyłącznie znakomite idee… prawda?
- Ja? Nigdy - Zapewniłem z niewinną nutą w głosie.
Chwilę później oboje znaleźliśmy się w łóżku. Bez większego wahania wtuliłem się w jego ciało, odnajdując znajome ciepło i zapach, który działał na mnie dziwnie kojąco.
- Cóż… jakoś tak nie potrafię ci w to uwierzyć - Mruknął.
Uśmiechnąłem się tylko zadziornie, nie czując potrzeby, by jakkolwiek to komentować. Jeszcze nie. Na to przyjdzie odpowiednia pora.
- Wiesz ty co? Jak możesz? Przecież ja jestem fantastyczny. Nigdy nie robię nic źle. Nikt nie cierpi przez moje pomysły… a to dlatego, że są po prostu doskonałe - Stwierdziłem, wpatrując się w niego swoimi czerwonymi oczami, w których zatańczyło rozbawienie.
- Mhm… - Mruknął niewyraźnie. - Proszę, tylko nie rób niczego głupiego. - Ziewnął cicho, a jego powieki zaczęły opadać, jakby walczył z nagłym zmęczeniem.
Mój biedaczek.
Westchnąłem w duchu, czując, jak cała ta jego ostrożność i brak wiary w moje „genialne” pomysły schodzą na dalszy plan. Teraz był po prostu zmęczony. A zmęczonego człowieka, nie powinno się męczyć bardziej.
Przesunąłem dłonią leniwie po jego boku, już bez zadziorności, bardziej uspokajająco niż prowokująco.
Niech śpi.
Jeszcze będzie czas, żeby wrócić do tej rozmowy… albo i nie.
Bo jeśli mój plan okaże się tak dobry, jak przypuszczam, to może wcale nie będzie potrzeby niczego tłumaczyć.
Leżałem obok niego w ciszy, przymykając oczy, nie po to, by zasnąć, lecz żeby pomyśleć. Zresztą i tak nie miałem nic lepszego do roboty. Spać nie mogłem, medytacja wciąż wychodziła mi co najwyżej przeciętnie, więc pozostawało tylko jedno. Leżeć i pozwolić myślom krążyć.
Wierzchowiec…
Jak i skąd miałbym go wziąć, żeby dostał to, czego tak bardzo potrzebował, a jednocześnie nie uznał tego za kradzież?
Bo przecież ja nie kradnę.
Ja tylko… pożyczam, na wieczne nieoddanie.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz