poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Stałem jak sparaliżowany, odwrócony plecami do słońca, jakbym samym tym gestem mógł się przed nim ochronić. Każdy, nawet najdrobniejszy promień światła wydawał mi się śmiertelnym zagrożeniem, czymś, co mogło zakończyć mój żywot w jednej, krótkiej chwili. Strach, irracjonalny, a jednocześnie głęboko zakorzeniony, ściskał mnie od środka i nie pozwalał zrobić kroku naprzód.
Onyks stał spokojnie przed domkiem, niewzruszony, jakby cała sytuacja w ogóle go nie dotyczyła. Nie było w nim ani śladu napięcia czy niepokoju. Futerko natomiast, jak zwykle pełen energii, natychmiast ruszył do środka, najwyraźniej chcąc sprawdzić, co właściwie robi w środku Elian i czy nie potrzebuje pomocy.
- Gotowe, możesz wejść. - Mój partner pojawił się obok mnie tak nagle, że aż drgnąłem. Wyciągnął w moją stronę dłoń i, nie czekając na odpowiedź, delikatnie pociągnął mnie w stronę wnętrza. Zanurzyłem się w bezpiecznym mroku, który niemal natychmiast przyniósł ulgę cichą, kojącą, tak bardzo potrzebną.
- Nareszcie… - Wyszeptałem, zsuwając z ramion płaszcz.
Rozejrzałem się dookoła, z początku nieco zaskoczony. Pomieszczenie było zaniedbane, w powietrzu unosił się ciężki zapach stęchlizny, gdzieś w kątach musiał czaić się grzyb, a jednak… nie było tak źle, jak się spodziewałem. Gdyby tylko je odświeżyć, usunąć wilgoć, wpuścić odrobinę życia… ta mała chatka mogłaby być naprawdę przytulna.
- Dlaczego ona jest opuszczona? - Zapytałem, odwracając się w stronę Eliana. - Nie wygląda aż tak źle. - Elian właśnie przywiązywał konia do drewnianej belki przed wejściem, sprawnie zdejmując z niego nasze rzeczy.
- Podobno to miejsce jest nawiedzone - Odpowiedział spokojnie. - Właściciel zmarł tu wiele lat temu. Mówią, że nikt nie zdołał tu później zamieszkać. - Uniósł lekko ramiona, jakby sam nie był do końca przekonany do tej historii.
Zmarszczyłem brwi.
To było… dziwne.
Nie czułem nic. Żadnej obcej obecności, żadnej wrogiej aury. Cisza była zwyczajna, niemal naturalna. A przecież jako wampir powinienem wyczuć najmniejsze zakłócenie, każdy cień, każdy ślad czegoś nienaturalnego.
A jednak… nic.
- Ciekawe… - Mruknąłem pod nosem, rozglądając się jeszcze uważniej po wnętrzu chatki, jakby mogło zdradzić coś, czego nie potrafiłem wyczuć.
Mój partner wrócił do mnie po kilkunastu minutach. Zdjął płaszcz i niedbale rzucił go na bok, po czym rozejrzał się uważnie po wnętrzu, jakby czegoś szukał… albo raczej upewniał się, że nic tu nie czyha.
- Tak jak myślałem - Mruknął po chwili. - To zwykłe miejsce. Zmory nie istnieją. - Skrzywiłem się lekko na te słowa.
Nie mogłem się z nim zgodzić.
Kto jak kto, ale on człowiek, który walczył z wampirami, powinien wiedzieć lepiej. Świat nie kończył się na jednym rodzaju potworów. Oprócz nas istniało znacznie więcej istot… i wiele z nich było o wiele groźniejszych. Demony. Upiorne zjawy. Byty, których nie dało się tak łatwo zrozumieć ani przewidzieć. Problem polegał na tym, że nie każdy miał „szczęście” je spotkać.
- Istnieją - Powiedziałem spokojnie, siadając na zaskakująco wygodnym łóżku. - I bywają równie niebezpieczne co wampiry. Tego możesz być pewien. - Materac zaskrzypiał cicho pod moim ciężarem. Przesunąłem dłonią po pościeli, była szorstka, pokryta cienką warstwą kurzu. Skrzywiłem się z niesmakiem.
Zacząłem się zastanawiać, jak Elian zamierza tu spać. Wszędzie brud, wilgoć i zapach starego drewna. O świeżej pościeli nie było mowy. Jeśli zdecyduje się tu zostać na noc, będzie musiał po prostu położyć się tak, jak jest… i liczyć na to, że nic nie postanowi go odwiedzić.
A jeśli już coś się pojawi… Uniosłem lekko kącik ust. To na pewno nie będę ja.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz