Nie byłem do końca pewien, czy sobie poradzi. W końcu jest tylko człowiekiem, ma swoje ograniczenia, swoje słabości. A ja… ja jako ten dobry wampir powinienem po prostu zagryźć wargi i przestać narzekać. Nie jestem dzieckiem. Nie jestem głupi. Doskonale wiem, że poruszanie się w takiej temperaturze o tej porze jest dla niego zwyczajnie nieodpowiednie. Za wcześnie. Zdecydowanie za wcześnie.
Wiedziałem to, nawet jeśli on sam nigdy by tego nie przyznał. Nawet gdybym powiedział to na głos, zaprzeczyłby. Znam go już na tyle dobrze, by mieć tego pewność.
A mimo to robi to wszystko dla mnie.
Bo widzi, jak źle się czuję. Bo wie, że coś mnie rozdziera od środka. I wszystko przez Donę… przez to, że widzi we mnie potwora. Choć nim nie jestem. A przynajmniej… próbuję nim nie być.
Elian mógłby trafić na kogoś lepszego. Kogoś bardziej odpowiedniego. Kogoś, kto nie budziłby w innych takiego strachu i pogardy. A jednak trafił na mnie. Zakochał się. I chce przy mnie zostać.
Więc po co to wszystko komplikować?
Po co to zmieniać?
Dlaczego ona nie potrafi tego zaakceptować?
To wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane, niż chciałbym przyznać. I mimo uczuć, które mnie z nim łączą… czasami mam wrażenie, że jestem jego największym problemem. Największym ciężarem. Najgorszym błędem, jaki kiedykolwiek popełnił, tylko dlatego, że pozwolił sobie mnie pokochać.
- Wiesz… - Szepnąłem cicho, spuszczając wzrok. - Zastanawiam się, czy ona nie ma racji. - Słowa z trudem przechodziły mi przez gardło. - Może… gdybyś był z kimś innym. Z człowiekiem. Kimś takim jak ty… byłoby ci łatwiej. Lepiej. - Zacisnąłem dłonie, czując, jak narasta we mnie coś ciężkiego i bolesnego.- Im dłużej słucham tego, co mówi… tych wszystkich okrutnych słów o tym, kim według niej jestem… tym bardziej zaczynam wierzyć, że ma rację. - Podniosłem na niego spojrzenie, pełne niepewności. - Że może naprawdę jestem potworem. I że zamiast być dla ciebie kimś dobrym… jestem tym złym. Tym, którego nigdy nie powinieneś mieć przy swoim boku. - Głos mi zadrżał. Bo najbardziej bolała mnie nie jej nienawiść, tylko myśl, że mógłbym go skrzywdzić. Jego. Jedynego, którego kochałem ponad wszystko.
I dla którego byłbym w stanie zrobić absolutnie wszystko. Bez względu na cenę.
- Serathion… nawet tak nie mów - Odezwał się cicho, ale w jego głosie było coś stanowczego, coś, co nie pozwalało mi już uciec w te myśli. - Jesteś wszystkim, czego chcę. Wszystkim, co mam. - Przesunął się jeszcze bliżej, jakby sama odległość między nami była czymś nie do zniesienia. - Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. To ty… dałeś mi wszystko, czego tak naprawdę potrzebowałem, choć sam wcześniej nawet nie potrafiłem tego nazwać. - Na moment zamilkł, jakby szukał odpowiednich słów, albo odwagi, by je wypowiedzieć. - Jako jedyny okazałeś mi uczucie, którego nigdy wcześniej nie znałem. Uczucie, którego… nawet nie chciałem czuć. Bałem się go. - Jego spojrzenie złagodniało. - Ale przy tobie wszystko się zmieniło. I to właśnie jest dla mnie najważniejsze. - Kiedy to powiedział, moje serce zabiło szybciej, mocniej, jakby chciało wyrwać się z piersi. Nawet nie zdawał sobie sprawy, jak wiele znaczą dla mnie jego słowa. Jak bardzo ich potrzebowałem.
Bo dla mnie… on też był wszystkim.
Jednocześnie jednak ta myśl niosła ze sobą coś jeszcze. Coś ciężkiego, duszącego.
Świadomość, że mogę go skrzywdzić.
Że może już to robię.
I że pewnego dnia to właśnie ja stanę się powodem jego bólu.
To przerażało mnie bardziej niż cokolwiek innego na tym świecie.
- Kocham cię - Szepnąłem, opierając głowę na jego ramieniu, okazując mu uczucie które płynęło prosto z serca.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz