Nie dziwiło mnie, że moja krew smakowała mu bardziej. Dziwiło mnie natomiast to, że sam z siebie się ode mnie odsunął. Zawsze to ja musiałem mu powiedzieć stop, i on to respektował za każdym razem. A dzisiaj? Co się stało? Wypił mało, zdecydowanie za mało, mniej, niż wcześniej, a tak to nie powinno wyglądać. W końcu, organizm się rozwijał, i rozwijać się jeszcze będzie przez najbliższe pięćdziesiąt lat? No, może trochę mniej.
– Głód jest najlepszą przyprawą – powiedziałem, wycierając palcem stróżkę krwi, która spływała z ugryzienia, i podałem mu do oblizania, co uczynił z zaangażowaniem. Dobrze, że miałem tyle blizn... i to wszędzie. Gdziekolwiek mnie nie ugryzie, nie będzie tego widać, i nikt nie będzie nic podejrzewał. – Za mało jesz. Martwi mnie to – dodałem, podchodząc do rusztu, by obrócić moją obiadokolację. Będę musiał zwracać na to większą uwagę, bo Futerko bardzo interesuje się tym, co tutaj się dzieje. A może to te zapachy...? Muszę o nim pamiętać po prostu. Zawsze w podróży nie musiałem się przejmować takimi głupotkami, ale teraz się wszystko jest inne. Mam Serathiona, o którego trzeba zadbać, i tego małego kotka, którego wszędzie pełno. I jeszcze koń. Właśnie, muszę go nakarmić... najlepiej by to zrobić przed podróżą, by zdążyło mu się trochę ułożyć w żołądku.
– Jem odpowiednio – stwierdził tylko, co mnie jeszcze bardziej zmartwiło. Jak tak sobie będzie wmawiał, to wcale nie będzie z nim lepiej. – Zresztą, gdzie tu mam jeść więcej? Od ciebie nie mogę wypić za dużo, bo musisz mieć energię i siłę, to że i tak od ciebie trochę podbieram teraz, to źle na ciebie wpłynie.
Chyba ma o mnie złe mniemanie. Jestem słabszy od niego, owszem, jak to człowiek. Ale nie jestem aż tak słaby. Mój organizm miał trochę ciężko w życiu, musiałem przeżyć głód, mróz, wieczne popychanie, i dałem radę. Stałem się silniejszy. Zaczynam okres, w którym to człowiek jest najsilniejszy. A Serathion przecież dorastał. Potrzebował krwi, by stać się silny. Więcej krwi, częściej tej krwi. Jak ja mam mu tę krew dawać? Mam jakoś dietę zmienić? Chociaż, wydaje mi się, że już jest dobra, przecież chwali jej smak.
– Może powinniśmy zmienić taktykę – mruknąłem do siebie, musząc trochę pomyśleć na głos. – Jeżeli będę cię karmił zaraz po dotarciu w bezpieczne miejsce, będę miał później dużo czasu, by dojść do siebie przed podróżą.
– Organizm w kilka godzin ci krwi nie nadrobi – mruknął niechętnie, i nie mogłem mu odmówić racji.
– To będziemy kończyć podróż wcześniej, a nie tuż przed zachodem słońca. Byś miał czas jeszcze znaleźć trochę zwierzyny, i ja będę twoim małym deserem – zaproponowałem. To chyba też nie był jakoś bardzo głupi pomysł.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz