czwartek, 23 kwietnia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 I na to akurat mogliśmy się zgodzić. Nigdzie nie znalazłbym drugiego takiego kogoś, kto oddaje mi siebie w tak dosłowny sposób. Kogoś, kto chce dzielić się swoją krwią nie dlatego, że musi, lecz dlatego, że sam tego pragnie… zanim jeszcze zdążę jej naprawdę potrzebować.
- Przynajmniej w jednym się zgadzamy. Jesteś naiwny - Powiedziałem cicho, odwracając wzrok. - I do tego zupełnie nie masz dla mnie litości. - Westchnąłem ciężko. Kręcąc niedowierzaniem swoją głową. - To ja muszę mieć siłę, by w nocy być twoimi oczami. Ale to ty musisz mieć dość energii, żeby przez całą noc podróżować. Pomyśl… nocą jest zimniej. Twoje ciało zużywa więcej energii, żeby się ogrzać. - Zawahałem się. - Dlatego nie powinienem pić twojej krwi. Przynajmniej nie teraz. Nie dopóki nie dotrzemy do bezpieczniejszego miejsca. To… zdecydowanie nie jest odpowiedni moment. - Bałem się. Nie samego aktu, do niego zdążyłem się przyzwyczaić. Bałem się tego, że jeśli zacznę… nie będę potrafił przestać. A jeśli wypiję za dużo, osłabię go. A wtedy nie da rady iść dalej. A my nie mogliśmy tu zostać.
- Serathion - Odpowiedział spokojnie, jakby mówił do dziecka, którym w teorii byłem ale tylko w świecie wampirów. - O mnie się nie martw. Jestem dorosły i wiem, co robię. Nic mi się nie stanie… pod jednym warunkiem. - Spojrzał na mnie uważnie. - Przestaniesz, kiedy cię o to poproszę. - Skinąłem głową niemal odruchowo.
Oczywiście, że przestanę, zawsze przestaję, kiedy ktoś mnie o to prosi.
Ale tak właściwie, fakty były zupełnie inne 
Gdyby sam nie powiedział „dość”… nie wiem, czy potrafiłbym się zatrzymać.
- Skoro jesteś tego pewien… - Zgodziłem się, choć ciężar w mojej piersi wcale nie zniknął. Wręcz przeciwnie, narastał.
Bo to nie było dla mnie wcale takie obojętne.
Gdyby to był ktoś inny… nie miałoby to dla mnie znaczenia.
Ale to był on. Kochałem go.
I właśnie dlatego czułem, że go krzywdzę, za każdym razem, gdy sięgałem po jego krew. Krew, której nie powinienem pić.
A jednocześnie wiedziałem jedno.
Bez niej… nie mógłbym żyć, żaden wampir by nie potrafił. 
Mimo wewnętrznego oporu wgryzłem się w jego nadgarstek.
Dopiero wtedy poczułem ten naprawdę palący, skręcający ból w żołądku, jakby coś rozdzierało mnie od środka. Głód wrócił ze zdwojoną siłą, brutalny i niecierpliwy.
Byłem wyczerpany.
I głodny… bardziej, niż chciałem przyznać.
A mimo to nie chciałem tego robić. Nie chciałem pić jego krwi, nie codziennie. Nie tak.
W okresie dojrzewania wampiry potrzebują jej znacznie więcej. To naturalne. Instynkt przejmuje kontrolę, ciało domaga się swojego.
Ale ja… zaciskałem zęby i ograniczałem się do minimum.
Bo mogłem. Bo musiałem.
Nie chciałem nikogo krzywdzić.
Żadnego człowieka. Jego, tym bardziej.
Krew była ciepła. Zbyt dobra. Zbyt łatwo było się w niej zatracić.
Na moment przymknąłem oczy, czując jak napięcie w moim ciele powoli ustępuje, jak głód cichnie… ale gdzieś pod tym wszystkim czaiło się coś jeszcze.
Strach.
Bo wiedziałem, że wystarczy chwila nieuwagi. I mogę go skrzywdzić.
Nim sam cokolwiek powiedzieć, oderwałem się od jego ciała oblizując wargi, tego było mi trzeba.
- Jak to jest, że twoja krew za każdym razem jest smaczniejsza? - Zapytałem, chociaż doskonale wiedziałem, że nawet on nie będzie w stanie mi tego wytłumaczyć.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz