wtorek, 28 kwietnia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Kiwnąłem głową, jakbym rozumiał, co ma na myśli, choć prawda była taka, że równie dobrze mogło mi się tylko wydawać, że go rozumiem. Mimo to miałem nadzieję, że się zaprzyjaźnią. Ja… ja go właściwie nie potrzebowałem. Skrzydła dawały mi przewagę, a bycie wampirem nie było dla mnie ciężarem. Ale on? On potrzebował. A przynajmniej tak mi się zdawało.
Skupiłem wzrok na drodze. Właściwie nie dlatego, że było na co patrzeć, po prostu nie miałem nic lepszego do roboty. Droga ciągnęła się monotonnie, bez życia, bez ruchu, jakby świat na chwilę o tej drodze zapomniał.
Koń powoli podążał ścieżką znaną tylko jemu i Elianowi. Stąpał pewnie, bez zawahania, jakby prowadził nas instynkt, a nie pamięć. Ja natomiast mogłem jedynie siedzieć i obserwować otoczenie, które z każdą chwilą wydawało się coraz bardziej nużące.
- Nudzę się - Mruknąłem w końcu, opierając się o Eliana i rozglądając się bez większego zainteresowania.
- Zawsze możesz się rozebrać i popilnować ubrań - Odparł spokojnie.
Na moich ustach natychmiast pojawił się zadziorny uśmiech.
- Oj, nie kuś diable. Wiesz, że jestem w stanie to zrobić… a wtedy nie będzie już odwrotu - Powiedziałem, szczerząc równe zęby w prowokacyjnym uśmiechu.
- I właśnie tego się obawiam - Westchnął. - Bo doskonale wiem, że byłbyś zdolny do czegoś takiego. A tego w żadnym wypadku bym nie chciał. - W jego głosie pobrzmiewało coś jeszcze, coś na granicy zazdrości i napięcia. I trudno było tego nie zauważyć. Gdyby to on miał mnie oglądać… to co innego. Mógłby patrzeć dniami i nocami. Ale gdyby zrobił to ktoś obcy… nie miałem najmniejszych wątpliwości, że Elian nie zawahałby się nawet przez sekundę, głowa takiego nieszczęśnika potoczyłaby się po ziemi.
- Właśnie dlatego nie powinieneś podsuwać mi takich genialnych pomysłów - Odparłem z szerokim uśmiechem, wyraźnie z siebie zadowolony.
Mój partner jedynie westchnął, kręcąc głową. Po chwili złożył delikatny pocałunek na moim czole i przyciągnął mnie bliżej do siebie.
- Będziesz musiał się przyzwyczaić. Droga nad morze jest długa, a i tak skracamy ją, jadąc konno - Stwierdził spokojnie.
Kiwnąłem tylko głową i znów spojrzałem przed siebie, próbując czymś zająć myśli. Cisza ciągnęła się w nieskończoność, przerywana jedynie miarowym stukotem kopyt.
- Jak ty wytrzymałeś takie podróże? - Zapytałem w końcu, unosząc lekko głowę, by na niego spojrzeć. - Bez rozmowy… bez kontaktu z ludźmi? - Naprawdę mnie to zastanawiało. Ile można wytrzymać w samotności, zanim zacznie się tęsknić za czyimś głosem? Za czyjąś obecnością?
- Wiesz… różnie to było, najczęściej rozmawiałem sam ze sobą - Zaczął po chwili. - Mówiłem do zwierząt, które spotykałem po drodze. Czasami trafiali się też ludzie, ale rzadko było kiedy zamienić z nimi choć kilka słów. Zwykle nie było na to czasu… w końcu musiałem ścigać wampiry które trzeba było pozbawić życia. - Uniósł lekko głowę, kierując spojrzenie przed siebie, jakby wracał myślami do tamtych dni.
Westchnąłem cicho.
- To trochę smutne… całe życie sam podróżować. - Nie potrafiłem ukryć współczucia. Trudno było mi sobie wyobrazić taką pustkę, brak kogoś obok, brak głosu, który odpowiadałby na twoje własne myśli.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz