poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Nie spodobało mi się to, jak się mną bawił. Całe te podchody niemiłosiernie mnie irytowały, zwłaszcza teraz, kiedy mogę go dotknąć, zacisnąć palce mocno na jego skórze, i wziąć go tak, jak tylko to ja miałem na niego ochotę. Jak miło z jego strony, że ten zakład już się skończył. Irytował mnie on, zwłaszcza, kiedy się ładnie ubierał dla innych i ci inni pożerali go wzrokiem. To chyba była ta najgorsza chwila. Strasznie nie lubiłem, kiedy chciał tej uwagi innych, zwłaszcza, kiedy wiedziałem, jaką ma przeszłość. Mam gdzieś z tyłu głowy to, że w każdej chwili pójdzie sobie do innego. 
Chwyciłem jego biodra, bez problemu sadzając go na swoich kolanach. Zdecydowanie wystarczy mi gadania, miałem ochotę na jeszcze jeden raz. Trzeba było mu w końcu przypomnieć, kto jest jego właścicielem... przynajmniej w łóżku. Tylko wtedy ma to jakąkolwiek moc sprawczą To była cicha, nigdy nie wypowiedziana zasada, która powstała przy pierwszym naszym wspólnym razie, i obowiązuje tylko podczas seksu. Nie jest w końcu moim niewolnikiem, by wypełniał każdy mój rozkaz. Niewolnictwo mnie nie interesuje. 
– Ciekawe, jak to działa. Tak wiele czasu nie minęło od naszego ostatniego razu – rzuciłem lekko, zbliżając usta do jego szyi tak, by muskać ją swoim oddechem. 
– Kwestia emocji. Zazdrości, tej rywalizacji, frustracji, że nie mamy siebie na wyciągnięcie ręki, jak to miało miejsce do tej pory. Wiesz jak to jest. Zakazany owoc smakuje najlepiej – odpowiedział, zarzucając ręce na moją szyję i delikatnie zaczynając drażnić swoimi przydługimi pazurkami moją skórę. Zdecydowanie mógłby je trochę skrócić. Teraz mocno mnie podrapał. Czułem pieczenie na plecach, krew spływała ciurkiem z rany. Szkoda, by się w drogocenna krew się zmarnowała... – Ojej. Podrapałem cię. Jakże mi przykro. 
– Mi też. Marnujesz krew. Nieroztropnie z twojej strony – powiedziałem, kręcąc z niedowierzaniem głową. 
– Zaraz to naprawię – wymruczał, przesuwając swoje dłonie w dół, ku moim ranom. Wyciągnął jedną z dłoni i palcem zebrał kilka kropel krwi, i zaraz po tym wsadził ten palec do ust, oblizując go dokładnie. – Słodziutka, ale nie za słodka. Idealnie gęsta. Kolor dla oka przyjemny. Trafił mi się klejnocik. Prawdziwy rubin. 
– Rubin? Nie wydaje mi się, by coś takiego do mnie pasowało – rzuciłem nieco rozbawiony. Rubiny... gdzie do takiego przybłędy jak ja takie klejnoty pasują? Lubię błyskotki, owszem, ale tylko takie, na które mnie stać.
– Krwawe rubiny do idealnej krwi. Może do włosów też by pasowały... o, albo, widzę cię w niebieskim. Jakieś szafiry. Lapis lazuli. Chociaż, prędzej szafiry, bardziej dostojne są – stwierdził, już będąc w swoim świecie. 
– Najbardziej to pasujesz mi ty. Na moim kutasie, tak konkretnie – stwierdziłem prosto. No cóż, byłem zwykłym chłopem. Zamiast jakichś szafirów wolę jego. Co mi z jakichś głupich szafirów, które tylko przyciągają kłopoty. 
– Też lubię sprośne rzeczy, ale musisz nauczyć się, kiedy być bardziej romantycznym. Czyli teraz – pokręcił z dezaprobatą głową, ale kąciki jego ust lekko uniosły się do góry. 
– Teraz...? Kiedy nagi na moich kolanach? Mam ci prawić jakieś romantyczne rzeczy? – spytałem, delikatnie przekrzywiając głowę. Zdecydowanie go nie zrozumiałem. 

<Różyczko? c;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz