niedziela, 19 kwietnia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Przewróciłem oczami, lekko niezadowolony z powodu zmiany imienia.
- Onyks? Co to w ogóle ma być za imię? - Prychnąłem pod nosem. - Wiem, że moje pomysły nie zawsze są genialne, ale żeby od razu uznawać je za idiotyczne? Ludzie wcale nie muszą tak myśleć. - Wzruszyłem ramionami, odwracając się lekko w jego stronę. - Zresztą, nieważne. Twój koń, nazwij go jak chcesz. - Zrobiłem swoje. Teraz to jego problem, co dalej z tym zrobi. - Jak sobie chcesz. Teraz to twój koń - Mruknąłem ciszej, bardziej do siebie niż do niego.
Coraz częściej miałem wrażenie, że w tym związku nic mi nie wolno. Nie mogę używać mocy, bo to „złe”. Mam zakaz, jakbym był jakimś dzieckiem. A ciekawe, jak niby zdobyłby tego konia beze mnie? I jeszcze nawet nazwać go nie mogę. Naprawdę, bywał okrutny, nawet jeśli pewnie nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Tak, mój koń… i milion obowiązków, które się z nim wiążą - Odpowiedział, krzywiąc się lekko.
Brzmiał na niezadowolonego, ale znałem go zbyt dobrze. W głębi duszy na pewno mu się podobało.
- Nie jęcz - Rzuciłem, przewracając oczami. - Będzie ci łatwiej. Nie będziesz musiał wszędzie chodzić pieszo, szybciej dotrzesz tam, gdzie trzeba. Mógłbyś być chociaż trochę wdzięczny. Naprawdę się staram. - Poczułem, jak policzki lekko mi się napinają z irytacji, może też z zawodu.
Robisz wszystko, co możesz, a on i tak znajdzie powód do narzekania. Świetnie.
- Narzekam, bo mnie nie słuchasz - Odburknął. - Mówiłem ci, że nie chcę żadnego konia. A ty i tak się uparłeś i go zdobyłeś. I nawet nie „zdobyłeś”… użyłeś swoich mocy, żeby oczarować człowieka, który miał go przyprowadzić. Naprawdę genialny pomysł. - Niewdzięcznik.
Jeszcze będzie mnie przepraszał, pomyślałem z przekąsem. Powinien. W końcu dostał ode mnie coś naprawdę cennego. Ten koń nie był byle jaki, był piękny, silny, a do tego piekielnie drogi. Przynajmniej tak twierdził tamten mężczyzna.
I, szczerze mówiąc… wierzyłem mu.
- Mógłbyś być chociaż odrobinę wdzięczny - Burknąłem, zaciskając szczękę i odwracając wzrok. - Gdyby nie ja, dalej musiałbyś to wszystko dźwigać na własnych plecach. - Stwierdziłem, wzruszając ramionami.
- Wcale nie potrzebowałem żadnego konia - Odbił bez wahania. - Gdybyś raczył czasem naprawdę mi pomóc, zamiast tylko iść obok i narzekać, poradziłbym sobie bez twoich „prezentów”. + Zmrużyłem oczy, czując jak irytacja zaczyna we mnie buzować.
Czy on naprawdę myśli, że będę teraz wszystko nosił za niego?
Niedoczekanie.
- Och, jasne - Prychnąłem cicho. -;Już widzę, jak z radością targam cały ten dobytek przez pół świata. - Spojrzałem wymownie na konia, który spokojnie stał obok, jakby zupełnie nieświadomy, że właśnie stał się centrum naszej kłótni.
- Od tego masz tego „niepotrzebnego” konia - Dodałem z lekką złośliwością. - Więc może zamiast narzekać, zaczniesz w końcu z niego korzystać? - Przez chwilę zapadła cisza, napięta i ciężka.
I choć nie powiedział tego na głos, miałem dziwne wrażenie, że wcale nie chodziło mu tylko o konia.
Elian przez chwilę patrzył na mnie w milczeniu, uważnie analizując moje słowa. Jego spojrzenie było nieodgadnione, jakby próbował zdecydować, czy w ogóle warto ciągnąć tę rozmowę dalej.
- Wracajmy do pokoju. Chciałbym się porządnie wyspać przed podróżą - Powiedział w końcu, tonem, który nie pozostawiał wiele miejsca na sprzeciw.
Kiwnąłem głową, zgadzając się bez słowa.
Zdecydowanie powinien się wyspać. A ja… ja w tym czasie mogę jeszcze przez chwilę poobserwować konia przez okno. Upewnić się, że wszystko z nim w porządku. A potem… potem się zobaczy.
Westchnąłem cicho.
Chyba naprawdę muszę się nastawić na to, że wyruszymy za dnia.
I to martwiło mnie najbardziej.
Bo jeśli słońce mnie dopadnie… umrę. I to nie tak jakbym tego sobie życzył.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz