Przez chwilę trochę zdębiałem, nie mając pojęcia, czy on mówi poważnie, czy po prostu tak sobie rzucił, żeby mieć ostanie zdanie. Zauważyłem, że często zdarza się mu to robić, więc może i tym razem tak palnął, bo on jest przecież mądrym, przepięknym wampirem, który nigdy się nie myli, a ja tylko głupim łowcą. Przez chwilę się mu przyglądałem, nie wiedząc, co zrobić. Odpowiedzieć mu? Nie, to zły pomysł. Czułem, że troszkę nabuzowany był, jeszcze mi się obrazi, a tego w sumie wolałbym uniknąć. Żyłem ostatnio pod wystarczającym napięciem, on był drażliwy, ja byłem drażliwy... wystarczy nam tego.
– Różyczko, nie mam zdolności telepatii, w przeciwieństwie do ciebie – odpowiedziałem łagodnie, przytulając go do siebie i rozluźniając spięte mięśnie.
– Też nie mam zdolności telepatii – odpowiedział, co mnie zaskoczyło, i to tak szczerze.
– Ciekawe. Większość wampirów ma tę zdolność – mruknąłem bardziej do siebie niż do niego. – W takim razie tym bardziej powinieneś wiedzieć, jak się czuję. Nie potrafię się domyślać.
– No to przy mnie się musisz nauczyć – stwierdził krótko.
– Ciężka praca mnie czeka – mruknąłem cicho. Miałem nadzieję, że już więcej nie będzie miał takich wymagań, bo ja naprawdę się nie nadaję do myślenia w takich kategoriach, zwłaszcza, że on jest tak odrobinkę nieprzewidywalny. I ja mam się domyślać? Przecież on w przeciągu sekundy potrafi całkowicie zmienić swój humor.
– A coś ty sobie myślał? Że ja taki prosty jestem? Że wystarczy twój kutas i nic więcej nie trzeba? Nie jestem taki płytki, mój drogi – prychnął, unosząc wysoko swój podbródek.
– Oczywiście, że nie jesteś płytki. Gdybyś był płytki, nie byłbyś w stanie znieść mojego kutasa – mruknąłem mu do ucha, po czym ucałowałem płatek jego ucha.
– Punkt dla ciebie – odpowiedział rozbawiony.
Nic już więcej nie powiedziałem. Wysiedziałem się w wodzie, wygrzałen, wykąpałem siebie, jego... Tego wieczora zrobiłem już wszystko, co do zrobienia było. W końcu jednak trzeba było podnieść się z tej wody, bo już najcieplejsza nie była. Wpierw wyszedł Serathion, wycierając się od niechcenia i zarzucając na siebie moją koszulę. Jakby nie miał własnych rzeczy... w czym on chodził, zanim mnie poznał? I czemu nie zakłada tego, co kupiłem specjalnie pod niego, tylko podbiera moje rzeczy? Nie mam ich zbyt dużo, a przez niego mam ich jeszcze mniej.
– Kupiłem ci taką ładną koszulę do spania, a ty ciągle podbierasz moje – rzuciłem, naciągając na nogi luźne spodnie.
– Bo podobają mi się tylko twoje – wzruszył ramionami, poprawiając swoje włosy. – Swoją drogą, mógłbyś ich mieć nieco więcej. Cały czas mam wrażenie, że chodzisz w tym samym.
– Musisz mi wybaczyć, ale przenośnej szafy przy sobie nie mam, i mułem nie jestem. Nie uniosę nieograniczonej liczby rzeczy, a zdecydowanie wolałbym spakować dodatkowy prowiant niż kolejną koszulę – odparłem, nie przejmując się tym zbytnio. Najważniejsze, że chodzę w czystych rzeczach, albo przynajmniej w tak czystych, jak tylko sobie mogę pozwolić. Dbam, bym miał trochę w zapasie na przebranie, ale nie mogę sobie pozwolić każdego dnia nosić inną koszulę. Może gdybym miał jakiegoś wierzchowca, byłoby inaczej. Ale nie mam, i muszę sobie radzić z tym, co mam, czyli ze sobą, bo jego do dźwigania ani nie przekonam, ani nie zmuszę.
<Różyczko? c;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz