sobota, 11 kwietnia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Widząc jego podchody, od razu do niego podszedłem. Przede wszystkim założyłem kaptur na jego głowę, by inni nie mogli na niego tak łatwo patrzeć, i położyłem także dłoń na jego biodrze, przyciągając do siebie. Za bardzo się ode mnie odsuwał, i ludzie zdecydowanie za wiele sobie pozwalali. Sugestywne spojrzenia, komentarze, i jeszcze miałem wrażenie, że ręce niektórych jakoś tak dziwnie się poruszają, jakby chcieli położyć je w miejscu, w którym zdecydowanie nie powinni. Gdyby nie ja, jego tyłek na pewno zarobiłby kilka klapsów.
– Wracamy. Starczy ci tego spaceru – syknąłem mu do ucha, naprowadzając go do mniej uczęszczanej alejki, by uniknąć tych wszystkich ludzi. I jak najszybciej wrócić do pokoju. Spaceru mu się zachciało, i to jeszcze tuż po zmroku. Jakby wyszedł bardziej wieczorem, byłoby chłodniej i na pewno nie byłoby tutaj tylu ludzi. Tylu chętnych na niego ludzi. Znalazł sobie zajęcie, mała atencyjna kurewka. 
– Co? Już? Ale ja się dopiero rozkręcam – stwierdził, chcąc zdjąć z siebie kaptur. Chcąc, bo nie pozwoliłem mu na to. Starczy tego dobrego. Jak dobrze, że nie może wychodzić za dnia. Gdyby mógł całe dnie spędzałby na zewnątrz, i bogowie jedyni wiedzą, co by zrobił z tym całym nieograniczonym czasem. I z tymi wszystkimi ludźmi. Wtedy mógłby wybrać sobie kogo tylko chce. I to dosłownie. Wtedy na pewno nie bylibyśmy razem. Byłem tego bardziej niż pewien. 
– Właśnie widzę. I to mi się nie podoba. Jak usłyszę jeszcze jeden obrzydliwy komentarz w twoją stronę nie wiem, czy uda mi się powstrzymać i trzymać pięści przy sobie. 
– Spokojnie, ogierze. Ja tylko się idplwfam pięknym za nadobne – uśmiechnął się do mnie złośliwie. 
– Pięknym za nadobne? A co ja ci takiego niby zrobiłem? – warknąłem, zaciskając palce mocno na jego biodrze. Byłem bardziej niż pewien, że na jego skórze już były siniaki. 
– Nakręcałeś mnie z premedytacją. A teraz ja nakręcam ciebie – wzruszył ramionami, jakby to było nic. Ależ on mnie w tej chwili wkurzył. To, co ja robiłem, było zupełnie czymś innym niż to, jak działa on. 
– Skoro tak to działa, to może ja powinienem zaprosić Lidię na wyjście? – odgryzłem się. Imię tej dziewczyny wystarczyło, by zacisnął usta w cienką linię. Nie podobało mu się to, tak samo, jak nie podobają mi się jego podchody. 
– Nie ośmielisz się – syknął, ewidentnie nie do końca zadowolony. Ugodziłem w jego czuły punkt. I dobrze. O to mi chodziło. 
– Wszystko zależeć będzie od ciebie. Jeszcze raz zatrzepoczesz rzęsami w ich stronę – zagroziłem. Byłem w stanie to zrobić. Co prawda, nigdy przenigdy bym nie przekroczył tej granicy i nawet nie dotknąłbym Lidii, ale spotkałbym się z nią na chociażby przyjacielskie spotkanie, żeby mu utrzeć nosa. I tylko i wyłącznie dla tego. 

<Różyczko? c:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz