czwartek, 16 kwietnia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Nim cokolwiek zdążyłem mu wytłumaczyć, zasnąłem. A przecież miałem jeszcze tyle rzeczy do zrobienia... Co prawda, jeszcze jutro mamy trochę czasu, coś mógłbym porobić, z kimś pogadać, czegoś się dowiedzieć... i to w tym momencie wszystko zaprzepaściłem, bo komuś się ruchać chciało. Raz dziennie. Wydaje mi się, że raz dziennie to całkiem sporo. Nie wiem za bardzo jeszcze, jakie mam limity, tak właściwie je dopiero poznawałem przy nim. I to raz dziennie na pewno mnie szybko zweryfikuje. 
Obudziłem się późnym wieczorem. Niezadowolony zauważyłem, że Serathiona nie było obok mnie. Trochę mnie to zaniepokoiło. Zazwyczaj, kiedy otwierałem oczy, on tu przy mnie był. Czekał cierpliwie, jak otworzę oczy, i spędzał ze mną ten czas. A teraz... gdzie on zniknął? Poszedł sam na zewnątrz? Albo...?
Nie. Nie wróci z tym nieszczęsnym koniem, prawda? Nie zrobiłby tego. Nie może. Zabroniłem mu w końcu, wydaje mi się, że wyraziłem się dość jasno. Zapaliłem szybko świeczkę, ubrałem się, zająłem się kominkiem, no i przywitałem z Futerkiem, który to domagał się jedzenia. Czyli nie dość, że wyszedł, to jeszcze go nie nakarmił... A jak to było? Będę się nim opiekował, zajmę się nim. Poniekąd podejrzewałem, że tak będzie, ale jednak miałem nadzieję, że trochę dojrzał przez tego małego kociaka. Ale im dłużej z nami był, tym bardziej zdarzało się mu o nim zapominać, i tylko ja przynosiłem tu jakiekolwiek jedzenie. Kiedy byłem chory faktycznie się nim bardziej zajmował, ale muszę mu przypominać o jedzeniu, o kuwecie, o po prostu dbaniu o niego. 
– Zapomnieli wszyscy o tobie, co? – rzuciłem lekko do kociaka, drapiąc go pod bródką, przez co wydawał z siebie przyjemne mruczenie. I pomyśleć, że kiedyś mi prawie ukradł Serathiona... – Wezmę cię chyba na dół, tam zjesz. Może w międzyczasie twój pan wróci – dodałem cicho, biorąc go na ręce. 
Nie wiem, czy mnie zrozumiał, ale Futerko zamiauczał cicho. Chyba mu się ten pomysł spodobał. Zresztą, nic dziwnego, siedział tu całymi dniami i się wylegiwał, trochę atrakcji mu nie zaszkodzi. Niedługo będzie miał mnóstwo atrakcji, owszem, ale jak mogę mu sprawić małą przyjemność, to z miłą chęcią.
Zszedłem na dół w idealnym momencie. Udało mi się dostrzec, jak Serathion czaruje... kogoś. Kogoś przystojnego. Bogatego. Ułożonego. Widać to było na pierwszy rzut oka. Poczułem zazdrość wymieszaną ze złością. Z jakiegoś powodu go oczarował. Czegoś chciał. Czego? Co mu znów chodzi po głowie? Za mało mu seksu, czy pieniędzy, czy... o co mu chodzi? Nie wystarczam mu? 
Mężczyzna chwilę po tym wyszedł z gospody, a Serathion podszedł do mnie, jak gdyby nigdy nic... i to chyba zdenerwowało mnie jeszcze bardziej. Nie widział w swoim zachowaniu nic złego, a tak to nie powinno wyglądać. 
– Co to miało znaczyć? – spytałem cicho, nie chcąc, by ktokolwiek podsłuchiwał. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz