Uśmiechnąłem się lekko czując, jak drży pod moim dotykiem. Ależ on był zabawny. Aż tak bardzo przeszkadza mu ta opieka? Przecież to tylko dwójka dzieci, niegroźna, trochę energiczna, jak to młokosy w tym wieku, ale nawet bardzo mili, co jest akurat niczym dziwnym. Kiedy schodzę na dół często rozmawiam z ich rodzicami, którzy brzmią na ogarniętych i odpowiedzialnych. Mam wrażenie, że przed czymś, albo raczej przed kimś uciekają... no, ale to nie mój problem. Pozostaje mi tylko im życzyć dużo dobra, bo w żaden inny sposób im pomóc nie mogę.
– To tylko dwójka dzieci. Małych, niegroźnych dzieci. Nie skrzywdzą cię – odpowiedziałem rozbawiony, nie przestając kreślić na jego nagiej skórze wzorków. Czułem, że poniekąd go to podnieca. Może i dzisiaj mi się nie ugnie. Ale jutro już będzie mu ciężej odmówić. A pojutrze? Jak wytrwa do tego momentu, będę pod wrażeniem.
– Z tymi małymi diabłami nigdy nic nie wiadomo. Poza tym, są obrzydliwe – prychnął cicho, na co się zaśmiałem. Nie za bardzo rozumiałem, co w nich takiego obrzydliwego, zwłaszcza, że to dzieci odchowane, i nie trzeba się nimi aż tak opiekować. W przeciwieństwie do niemowlaków, ale niemowlaka w życiu bym mu do rąk nie dał. Pod tym względem mu jednak trochę nie ufam.
– Nie miałeś za bardzo styczności z żadnym dzieckiem i już takie rzeczy stwierdzasz? – spytałem, nie przestając go drażnić. Ale tak grzecznie drażnić, po pleckach.
– Nie muszę mieć styczności, by wiedzieć takie oczywistości. Zresztą, co ciebie tak ciągnie do tych dzieci, co? Nie mów mi tylko, że masz ochotę sobie jakiegoś bachora sprawić – prychnął niezadowolony.
– Mam już dwóch pod opieką, wystarcza mi to w zupełności – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Zresztą, ja i bycie ojcem? Nie, zdecydowanie te dwie rzeczy do siebie nie pasowały. – Ale nie mam żadnego problemu z dziećmi. Z niektórymi rodzicami owszem, ale nie z dziećmi. Dzieci nigdy nie są winne.
– Zwykłe pierdolenie. To małe demony – burknął. Zdecydowanie powinien poznać nieco więcej dzieci w swoim życiu, a wtedy zmieni zdanie. Zwłaszcza te faktycznie dobrze wychowane dzieci. Cóż, życie potrafi być nieprzewidywalne, może w jakichś przedziwnych okolicznościach uda mi się to spełnić.
– No dobrze, mój demonku, niech ci będzie – pocałowałem go w czubek głowy, już nic więcej nie dodając. Pogadamy, jak już będzie miał to za sobą. Bo na pewno będzie miał. Już ja dopilnuję, bym to ja wygrał zakład. Im bardziej się przed tym bronić tym bardziej się zastanawiam, dlaczego. Jakby wyglądała jego opieka...? Powstrzymywałby się przy nich? A może miałby totalnie wywalone na to, czy są to dzieci czy nie? Z chęcią się przekonam. I ja już dopilnuję, by się przekonać. – Muszę już zejść. Zjem i do was wrócę – obiecałem, łącząc nasze usta w delikatnym, trochę szybkim pocałunku. Chciałbym, żeby był on pełen pasji, namiętny, ale jeszcze by miał pretensje, że zaliczy się to do intymnych czynności i będzie twierdził, że wygrał, a na to pozwolić nie mogę.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz