czwartek, 30 kwietnia 2026

Od Haru CD Daisuke

„Piesku?”
To słowo mnie zaskoczyło. Nigdy wcześniej tak się do mnie nie zwracał. W końcu nie byłem żadnym psem, jeśli już, to prędzej wilkiem. Ale… niech mu będzie. To przecież nie miało większego znaczenia.
A ta sukienka… Będę musiał się nad tym zastanowić. Skoro mu na tym zależy, chcę wybrać coś odpowiedniego.
- Dobrze, przemyślę to i dam ci znać - Zapewniłem, wychodząc z pokoju.
Ruszyłem do kuchni, żeby przygotować mu obiecany tatar. Oczywiście doskonale wiedziałem, że wcale nie muszę tego robić. Mieliśmy kucharzy, służbę, ludzi od wszystkiego. W tym domu niczego nie brakowało.
A jednak… chciałem. Potrzebowałem tego.
Potrzebowałem robić coś więcej niż tylko siedzieć zamknięty w pokoju i pomagać mojej drugiej połówce przy dzieciach. I żeby nie było, uwielbiałem się nimi zajmować. Byłem naprawdę szczęśliwy, że mogę być częścią ich codzienności, że mogę pomagać, wspierać, być obok.
Ale to wciąż było za mało.
Jako wilkołak byłem kimś zupełnie innym, bardziej żywiołowym, pełnym energii, która aż domagała się ujścia. Praca kiedyś mi to dawała. Ruch, działanie, cel. Teraz, odkąd przestałem pracować, wszystko stało się trudniejsze.
Musiałem na siłę znajdować sobie zajęcia, szczególnie wtedy, gdy dzieci spały.
A ja… nie potrafiłem.
Nie potrzebowałem już tyle snu co kiedyś. Nie tyle, ile potrzebowała moja panienka. Nie tyle, co nasze dzieci. Noce ciągnęły się w nieskończoność, a ja zostawałem sam ze sobą i z tą niewykorzystaną energią, która zaczynała mnie powoli rozsadzać od środka.
Dlatego właśnie stałem teraz w kuchni, krojąc mięso z większym skupieniem, niż było to konieczne.
Bo to, choć niewielkie, dawało mi poczucie, że wciąż coś robię. Że wciąż jestem… potrzebny.
Po przygotowaniu tatara wróciłem do mojego panicza, nie zapominając o herbacie, na którą miał ochotę. Ostrożnie niosłem tacę, pilnując, by nic się nie rozlało, może i mieliśmy służbę, ale to było coś, co chciałem zrobić sam.
Doskonale wiedziałem, że do tatara znacznie lepiej pasowałoby wino. Naturalny wybór. Lepszy smak, odpowiedni akcent do potrawy.
Ale tym razem nie wchodziło to w grę.
Karmił.
A to oznaczało, że musiał z niego zrezygnować, przynajmniej na jakiś czas.
Zatrzymałem się na moment przed drzwiami, patrząc na parującą filiżankę. Herbata wydawała się przy tym wszystkim… zbyt zwyczajna. Zbyt skromna jak na kogoś takiego jak on.
Mimo to westchnąłem cicho i wszedłem do środka.
- Mam nadzieję, że to wystarczy - Mruknąłem, stawiając przed nim tacę.
Bo choć nie mogłem podać mu wszystkiego, na co zasługiwał… chciałem, żeby chociaż przez chwilę poczuł, że ktoś o niego dba.
- Przyniosłem wszystko. Mam nadzieję, że będzie ci smakowało - Powiedziałem łagodnie, uśmiechając się do niego.
- Dziękuję - Odparł Daisuke, podchodząc do stołu i zajmując swoje miejsce. W jego ruchach było coś spokojnego, niemal miękkiego, jakby na moment zapomniał o całym świecie poza tym jednym, niewielkim fragmentem rzeczywistości.
Postawiłem przed nim talerz, dbając o każdy szczegół, choć przecież nie było to konieczne.
- Smacznego. - Pochyliłem się lekko i złożyłem delikatny pocałunek na jego czole, po czym usiadłem obok. Obserwowałem go uważnie, z lekkim uśmiechem, jakby sam widok tego, jak sięga po pierwszy kęs, był dla mnie wystarczającą nagrodą.

<Daisuke? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz