W odpowiedzi na jego słowa uśmiechnąłem się tylko delikatnie, wiedząc, że kiedy pójdzie po wodę, muszę tu zostać i grzecznie czekać na jego powrót. Choć bardzo chciałbym pójść tam razem z nim, doskonale zdaję sobie sprawę, jak niebezpieczne mogłoby to dla mnie być. To właśnie dlatego zostałem, w swoim bezpiecznym kącie, mimo smrodu stęchlizny i wszystkich tych drobnych rzeczy, na które mógłbym narzekać. Nie robię tego jednak. Sam chciałem wyruszyć w tę podróż z Elianem, więc teraz muszę być cierpliwy i nie przysparzać mu więcej kłopotów, niż już ma przeze mnie.
Położyłem się na łóżku, ale nie po to, żeby spać. Nawet gdybym chciał, nie potrafię. Zastanawiam się czasem, jak to jest, naprawdę spać. Nie tylko rozumieć, czym jest sen, ale poczuć go… jego ciężar, spokój, może nawet smak.
Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałem. Dopiero odkąd jestem z Elianem, te myśli zaczęły do mnie wracać. Jak wyglądałoby nasze życie, gdybym i ja mógł zasypiać tak jak on? Może wszystko byłoby prostsze. Może spalibyśmy razem, a za dnia wędrowali. Właściwie… nadal moglibyśmy tak robić. On powinien spać nocą, to dla niego naturalne. W dzień moglibyśmy podróżować, to nie jest wcale zły pomysł.
Oczywiście ja sam nie mógłbym narażać się na słońce. Ukrywałbym się w jednej z jego toreb, przemieniony w nietoperza, czekając w ciszy, aż dzień minie. Bezpieczny, niewidoczny. A nocą, kiedy on będzie zasypiał… właśnie. Co wtedy?
Jeśli naprawdę zaczniemy podróżować za dnia, stracimy niemal cały czas dla siebie. Ja, schowany i milczący przez długie godziny, i on idący samotnie przed siebie. A nocą zostanie nam tylko chwila. Godzina, może dwie, zanim zmęczenie go pokona.
To nie jest całkiem głupi plan. Właściwie to jedyny rozsądny. On jest człowiekiem, potrzebuje snu, potrzebuje światła dnia. Czasem jednak mam wrażenie, że coś go powstrzymuje, jakby było mu szkoda… mnie.
Bo nie jestem taki jak on. I nigdy nie będę.
- Już jestem - Usłyszałem i od razu poczułem ulgę. Zawsze jest mi lepiej, kiedy jest blisko. Przynajmniej wtedy wiem, że nic mu nie grozi.
I tak, wiem, jest łowcą. Nie tak łatwo go zabić, ktokolwiek by spróbował. A jednak… mimo wszystko się martwię. Tak zwyczajnie, po ludzku. Po prostu nie chcę, żeby stała mu się krzywda.
- Cieszę się. Tu jest naprawdę cicho - Mruknąłem, wyraźnie niezadowolony. Lubię ciszę jak każdy… ale nie wtedy, gdy całymi dniami nie mamy ze sobą zamienić ani słowa.
- I żadnej zmory nie było? - Dopytał, grzebiąc coś w swojej torbie.
- Właśnie nie. A szkoda. Może gdyby chociaż jedna się pojawiła, miałbym co robić - Westchnąłem ciężko, udając zawiedzionego.
Uniósł brew, spoglądając na mnie z niedowierzaniem.
- Tak? A co ty niby miałbyś robić z taką zmorą? - Dopytał, zerkający na mnie kątem oka.
- Jak to co? - Spojrzałem na niego z udawaną powagą. - Miałbym z kim rozmawiać, kiedy ciebie nie było. - Przez chwilę przyglądałem mu się uważnie, a potem kąciki moich ust drgnęły lekko. - Ale już nie muszę. Mój ulubieniec wrócił - Dodałem z zadziornym uśmiechem, bez żadnych podtekstów. Po prostu zaczynałem się nudzić i szukałem sposobu, żeby zabić czas.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz