piątek, 17 kwietnia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Nie podobał mi się fakt, że kogokolwiek oczarowywał. Po co to w ogóle robił? Uważał, że nie potrafiłem zadbać o jego potrzeby, i o swoje własne? Nie potrzebuję pomocy. Nie takiej. To było podłe, niewłaściwe... no i jeszcze wymagało oczarowania kogoś. A aby kogoś oczarować, musiał zwrócić na siebie jego uwagę, uśmiechnąć się ładnie, mrugnąć, możliwe, że nawet trochę poflirtować, żeby wyszło to naturalnie... nie, nie podobało mi się to. Jak dla mnie w ogóle nie powinien tej mocy używać. Tylko w bardzo nagłych przypadkach, a teraz zdecydowanie nie było żadnego nagłego przypadku. Miałem wszystko. Czemu mu jeszcze może brakować?
Bez słowa wstałem od stołu i podszedłem do lady. Najgorsze było to, że musiałem teraz stawić czoło Donie, która na pewno była świadkiem rozmowy Serathiona i tamtego głupiego facecika. Na pewno mi to wypomni, i będę musiał tego słuchać, i jeszcze go bronić. Wiem, że nie zrobił nic, co podchodziłoby pod zdradę. Nie potrafiłem jednak nie być zły. Wiem, na czym polega jego umiejętność, i może dlatego byłem na niego taki zły, zwłaszcza, że nie widział w swoim zachowaniu niczego złego. I nie skonsultował tego ze mną. Czego tak bardzo nam niby brakuje, że aż oczarował jakiegoś idiotę? I czemu to musiał być tak przystojny idiota? Nie mógł pogadać z kimś brzydkim? Albo chociaż przeciętnym, jeśli tak już jest uczulony na biedotę, no ale nie, trzeba pogadać z tym najładniejszym w gospodzie. Ugh, same te myśli powodują we mnie złość. A to tylko myśli. 
- Widziałam, jak ten twój... - zaczęła kobieta, kiedy tylko do mnie podeszła. 
- Dona, proszę, nie. Widziałem, wszystko sobie wyjaśniliśmy. Poproszę o jakąś lekką kolację i wino. I mięso dla kota – powiedziałem krótko, trochę chłodno, ale po prostu chciałem jej dać znać dobitnie, że nie mam ochoty na rozmowę, i to jeszcze na ten temat. W sumie, to lepiej, że zszedłem chwilę wcześniej. Bo gdyby Dona mi o tym powiedziała... cóż, byłbym znacznie bardziej zdenerwowany, bo Serathion na pewno by mi się do tego nie przyznał. Powiedziałby mi o tym, gdybym go z tym skonfrontował, a tak to nie powinno wyglądać. 
Poczekałem przy ladzie, aż dostanę swoje zamówienie. Normalnie bym wrócił do stolika, ale jakoś tak... nie miałem ochoty. Bez jedzenia musiałbym z nim rozmawiać, a troszkę się powinienem uspokoić, nim do tego przystąpię. Zdenerwował mnie. Ciekawe, czy on byłby taki całkowicie spokojny, gdybym to ja zaczął gadać z jakąś piękną kobietą, czy przystojniakiem. Albo po prostu z Lidią. Nie upadnę jednak tak nisko, nigdy nie będę rozmawiał z kimś tylko dlatego, by wywołać w nim zazdrość. 
W końcu mogłem wrócić z moim zamówieniem do mojego stolika. Postawiłem pieczoną rybę na stole, talerzyk przed kociakiem oraz kieliszek z butelką wina przed Serathionem. 
- Proszę. Żebyś nie siedział o suchym pysku – rzuciłem krótko do niego, już nieco mniej na niego zły, chociaż dalej gdzieś ta złość we mnie była. 

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz