Oczywiście, że się cieszyłem. To właśnie on mnie zmienił, dzięki niemu stałem się kimś zupełnie innym, kimś, kogo sam wcześniej bym nie rozpoznał. A przecież nigdy tego nie chciałem. Gdyby ktoś kiedyś, jeszcze przed jego poznaniem, powiedział mi, że się zmienię… wyśmiałbym go. Ja i zmiana? To było coś, co po prostu nie istniało w moim świecie. I obaj od początku doskonale zdawaliśmy sobie z tego sprawę.
A dziś… dziś wszystko wygląda inaczej. Wszystko się zmieniło. Ja się zmieniłem, dla niego i przez niego.
Kocham go. I wiem, że jest najważniejszą osobą w moim życiu. Wiem, że bez niego moje istnienie straciłoby sens. I wiem też, że nie chcę już nikogo innego u swojego boku.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że Elian prędzej czy później odejdzie z tego świata. Takie jest ludzkie życie kruche, ulotne i nieprzewidywalne. Rozumiem to… a przynajmniej próbuję.
Ale wiem też coś jeszcze.
Wiem, że kiedy go zabraknie, nie będę już potrafił pokochać nikogo w ten sposób. Nie będę chciał. Wybiorę samotność, może przelotne znajomości, nic więcej. Bo choć uczucie, które nas łączy prawdziwe, głębokie i szczere, jest czymś najpiękniejszym, co mnie spotkało… to niesie ze sobą również ból. Ból tak silny, że nie chcę już nigdy więcej go doświadczać.
- Cieszę się… naprawdę bardzo się cieszę - Powiedziałem cicho. - Doceniam to bardziej, niż potrafię wyrazić. A jednocześnie martwię się o ciebie. - Spojrzałem na niego uważnie, z troską, której nie potrafiłem ukryć. - Wiem, że jako członek nie powinieneś aż tak się dla mnie poświęcać. To nie jest coś, czego od ciebie oczekuję… ani czego chcę. - Zawahałem się na moment, po czym dodałem ciszej - W końcu ja… ja jestem wampirem. Mogę znieść znacznie więcej. Mogę przetrwać tu tydzień, dwa… nawet trzy, jeśli będzie trzeba. Poczekam. Do czasu, aż będziesz gotowy na podróż. - Mówiłem szczerze. Tak samo, jak on zawsze był szczery wobec mnie.
- Dam radę, skarbie. Nie musisz się tak o mnie martwić - Powiedział spokojnie, z tą charakterystyczną pewnością w głosie. - Jestem dorosłym mężczyzną. Potrafię zadbać zarówno o ciebie, jak i o siebie. - Po tych słowach pochylił się i delikatnie pocałował mnie w policzek.
Uśmiechnąłem się lekko, czując, jak napięcie powoli ze mnie uchodzi. Bez słowa wtuliłem się mocniej w jego ciało, odnajdując w jego obecności ciepło i bezpieczeństwo. Nie było w tym nic z pożądania, przynajmniej nie teraz. To była czysta potrzeba bliskości, ciszy i jego obecności.
- Skoro tak uważasz… ufam ci - Wyszeptałem cicho, chowając twarz w jego ramionach, jakby to było jedyne miejsce, w którym naprawdę mogłem być sobą.
- Bardzo dobrze - Wyszeptał, muskając dłonią moje ramię. Drugą położył na moim udzie, przesuwając ją powoli, z wyraźną premedytacją, drażniąc moją wrażliwą skórę.
Zadrżałem lekko i od razu złapałem jego rękę, zatrzymując ją w miejscu. Spojrzałem mu prosto w oczy.
- Ty naprawdę, nawet w takiej sytuacji, potrafisz mnie drażnić? - Zapytałem z niedowierzaniem, choć w moim głosie pobrzmiewała nuta rozbawienia.
Uniósł lekko kącik ust, jakby tylko na to czekał.
- No wiesz… zakład nadal trwa. - Westchnąłem ciężko, przewracając oczami.
Co za drań.
- Nawet teraz? - Pokręciłem głową, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Wciąż trzymałem jego dłoń, pilnując, żeby nie przesunęła się ani o centymetr dalej. - Jesteś niemożliwy. - Mimo to nie puściłem go. Wręcz przeciwnie, ścisnąłem jego dłoń trochę mocniej, jakby ta drobna sprzeczka była tylko kolejnym sposobem na bycie jeszcze bliżej.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz