To było urocze, jak moja Różyczka się o mnie martwiła, upewniała, że godzę się na to wszystko, że nie robię nic przeciwko sobie. Mnie jednak księżyc nie zabije. A jego słońce już tak. Dlatego nie mam za bardzo wyjścia, będę musiał podróżować nocą, jakoś to przeżyję. Nie pierwszy, nie ostatni raz, zresztą. Co prawda, kiedy wcześniej podróżowałem nocą, to spieszyłem się za wampirem, na którego polowałem, a teraz tego wampira mam przy sobie, i muszę go chronić. Jak to życie nieprzewidywalne jest. Ale dla tego wampira... dla tego wampira zrobiłbym wszystko. Dosłownie. Głowę bym stracił, żeby tylko on mógł przeżyć.
– Wiem. Nie urodziłem się wczoraj, chociaż przy tobie to chyba jestem jak noworodek – odpowiedziałem, zajmując się swoją pieczenią, która już przyjemnie pachniała.
– Tylko się martwię – mruknął, pusząc swoje policzki.
– Wiem, Różyczko. Ale powinieneś się bardziej skupić na sobie. Ja nie umrę, bo padnie na mnie promyk słońca – odpowiedziałem, zabierając od ognia Futerko. Ależ on jest dzisiaj jest upierdliwy. Co z nim było nie tak?
– Ale umrzesz, jeżeli będziesz narażony na mróz. A w nocy jest zimniej – zauważył słusznie.
– Na szczęście mam ciepłe rzeczy na sobie, które mnie przed tym mrozem chronią – odparłem spokojnie, zabierając swoją pieczeń. Znaczy, w sumie to naszą, moją i Futerka, bo przecież mi nie odpuści. – Nie wiem, czy zdążę się przespać. Jeszcze przed wyruszeniem należy nakarmić Onyksa, pozbyć się resztek z tego królika. Nie wiem, czy na godzinę opłaca mi się położyć. Chyba lepiej zrobię to już jutro, kiedy wrócisz do mnie bezpiecznie po polowaniu.
– Po co masz na mnie czekać? Powinieneś spać, odzyskiwać siły, a nie czekać – burknął, z jakiegoś dziwnego powodu chyba trochę się... nie wiem. Burząc? Obrażając? Ale jeżeli tak, to o co? Trochę go nie rozumiem.
– Po to, byś na zakończenie nocy poczuł słodki smak mojej krwi, a nie tę paskudną gorycz. I muszę mieć pewność, że wrócisz do bezpiecznego miejsca. Bo jeżeli nie, będę musiał wyruszać na poszukiwania – powiedziałem, nachylając się nad nim i go pocałowałem w skroń.
– Znalazłbyś mnie? – spytał, unosząc jedną brew.
– Oczywiście. Jestem łowcą. Dałbym sobie świetnie radę – odpowiedziałem, poprawiając jego kosmyki. – Przy mnie jesteś bezpieczny. Możesz być tego pewien – dodałem, prostując się i oddzieliłem dla Futerka nóżkę, by dał mi spokój, i zaraz po tym zabrałem się za jedzenie. Nie miałem żadnych sztućców, jadłem więc rękami.
– Wiem. Też chciałbym móc powiedzieć, że ty jesteś bezpieczny przy mnie – usłyszałem jego cichy głos za plecami.
– Ale ja czuję się przy tobie bardzo bezpiecznie – odpowiedziałem po przełknięciu mięsa. Czemu miałbym nie czuć się bezpiecznie? Nigdy mnie nie ugryzł wbrew mojej woli. Zawsze przerywał, kiedy go o to prosiłem. Nie podobało mi się jego flirtowanie z innymi, owszem, pod tym względem czułem się zagrożony, ale tu nie o takie zagrożenie chodzi.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz