Zdawałem sobie sprawę, że lepiej już nie będzie. W najgorszym wypadku zawsze mogłem zamienić się w nietoperza i zaszyć się w najciemniejszym zakątku, jaki tylko znajdę. Zawsze istnieje jakieś wyjście, trzeba tylko naprawdę chcieć je dostrzec.
- Wolę zająć się zwierzętami - Powiedziałem w końcu szczerze. - To przynajmniej jest proste. Nigdy wcześniej nie stawiałem namiotu i szczerze mówiąc… nie jestem pewien, czy teraz dam sobie z tym radę. - Wampiry raczej nie nocują pod płachtą materiału. Przywykliśmy do wygody, do chłodnych, bezpiecznych i ciemnych miejsc, a tutaj nie miałem ani jednego, ani drugiego. To wszystko zwyczajnie do mnie nie pasowało.
- Może najwyższa pora się nauczyć, co? - Odparł.
Miał rację. Mógłbym się nauczyć. Nawet chciałem. Ale nie teraz. Teraz czas był naszym wrogiem. Słońce zbliżało się nieubłaganie, a ja nie miałem zamiaru polec na czymś tak banalnym jak źle rozstawiony namiot… i przy okazji posmakować śmierci.
- Może i tak, ale nie dziś. Mamy za mało czasu - Stwierdziłem, podchodząc do konia. Poluzowałem pasy siodła, żeby mógł odetchnąć i trochę odpocząć.
Przez chwilę czułem na sobie jego spojrzenie.
- Naprawdę, nie musisz mnie pilnować - Dodałem ciszej. - Zajmę się nimi jak należy. - Elian tylko kiwnął głową i bez słowa wrócił do rozkładania namiotu. Ja skupiłem się na zwierzętach. Spokojne, przewidywalne w przeciwieństwie do całej reszty.
Minęło może pół godziny.
Namiot w końcu stał. Koń i kot zostały nakarmione i napojone. Wszystko było gotowe.
A ja mogłem wreszcie zniknąć.
Schować się przed światem.
I przede wszystkim, przed słońcem.
Kiedy schowałem się w namiocie, nie czułem ani komfortu, ani tym bardziej bezpieczeństwa. Materiał nad moją głową wydawał się zbyt cienki, zbyt kruchy, jakby w każdej chwili mógł zawieść. Bałem się, że to właśnie on okaże się moją zgubą.
- Jesteś pewien, że ten namiot wytrzyma? Trochę nie jestem tego faktu pewien - Stwierdziłem, nerwowo zaciskając dłonie.
- Nie martw się, Różyczko. Nic ci się nie stanie. Zadbam o twoje bezpieczeństwo - Powiedział cicho, składając delikatny pocałunek na mojej dłoni.
- Wiem… wiem, że mnie ochronisz - Odpowiedziałem niepewnie. - Ale nie ufam temu miejscu. Nie wygląda zbyt bezpiecznie. - Spojrzałem na niego z cieniem niepokoju, którego nie potrafiłem ukryć.
- Nic ci się nie stanie. Obiecuję - Powtórzył spokojnie.
A ja… nie miałem powodu, żeby mu nie wierzyć.
Wtuliłem się w niego, chowając twarz w jego ramieniu. Jego obecność była jedyną rzeczą, która tłumiła narastający we mnie lęk.
Przez chwilę panowała cisza.
- Musisz się wykąpać przy najbliższej okazji - Rzuciłem w końcu, marszcząc lekko nos. Nie chciałem go urazić, ale mój wyostrzony węch nie pozwalał ignorować rzeczy, których wolałbym nie czuć.
-Wybacz. Tu dostęp do wody jest naprawdę ograniczony - Odparł spokojnie.
Rozumiałem to. Oczywiście, że rozumiałem i nie mam pretensji, ale mimo to chcę aby był tego świadom.
- Wiem… jakoś to zniosę, nie mam chyba i tak wyjścia - Mruknąłem ciszej.
Przymknąłem oczy, wsłuchując się w rytm jego serca. W tej chwili to było jedyne, co naprawdę mnie uspokajało.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz