Będę musiał to zrobić i dam radę. W końcu go kocham. A skoro tak, to muszę nauczyć się akceptować jego drobne niedoskonałości, tak jak on musi akceptować moje.
Chociaż… moje właściwie nie istnieją. Przecież jestem idealny, to fakt nad faktami. No, może poza charakterem, bo tego najlepszego jednak nie posiadam. Jestem tego świadom. On zresztą też.
Ale cóż, skoro chciał wampira, to teraz powinien o niego dbać. Tak samo, jak ja dbam o niego, najlepiej jak tylko potrafię. Choć przyznam, wcale nie jest to takie łatwe. W końcu jestem wampirem, a wampiry nie są tak bardzo ludzkie, jak mogłoby się wydawać. Te wyższe, bardziej szlachetne jak ja to co innego. My potrafimy się zachować. Nie zawsze, to prawda… ale przynajmniej się staramy.
- Cóż, w takim razie będę musiał to tolerować… albo założyć ci na głowę torbę. Taką, która zakryje twoją twarz, żeby nie raziła moich oczu tymi piegami - Odparłem z udawaną powagą, choć na moich ustach błąkał się złośliwy uśmiech.
Oczywiście tylko się droczyłem. W rzeczywistości byłbym w stanie znieść nawet te jego nieszczęsne piegi, których przynajmniej oficjalnie nie lubiłem. Skoro go kocham, to chyba wypada tolerować nawet coś takiego.
- Tak? A jesteś świadom tego, że piegi mam wszędzie? - Zapytał, patrząc na mnie swoimi całkiem ładnymi oczami, w których błyszczało rozbawienie.
- Na twoje szczęście podczas podróży nocą, całe ciało masz zakryte - Odpowiedziałem bez wahania. - A za dnia… kiedy będę miał okazję patrzeć bo nie będziesz na przykład spał… zamknę oczy, żeby nie widzieć. - Uśmiechnąłem się szerzej, wyraźnie zadowolony z własnej odpowiedzi. Ta nasza gra droczenie się, przekomarzanie, była dziwnie przyjemna. Może nawet bardziej, niż chciałem przyznać.
Bo prawda była taka, że mógłbym patrzeć na niego bez końca. Nawet z tymi wszystkimi piegami.
Elian tylko pokręcił głową, nawet tego nie komentując. I dobrze. Mogłoby się to dla niego źle skończyć.
Oczywiście nic bym mu nie zrobił. Ani nie powiedział nic naprawdę przykrego. Po prostu byłem bardziej złośliwy niż on i to był fakt. Mało kto byłby w stanie mnie w tym pokonać.
Dając mu w końcu spokój, zamknąłem oczy i wsłuchałem się uważnie w rytm bicia jego serca. Spokojny, równy… przyjemny. Niech odpoczywa. Niech się zrelaksuje. Czekała go długa podróż, właściwie nas oboje. Długa, męcząca droga, która dla niego oznaczała zmęczenie i potrzebę snu.
Dla mnie nie miało to większego znaczenia.
Nie potrzebowałem odpoczynku. Jako wampir mogłem znieść znacznie więcej niż on, niż jakikolwiek człowiek. Nie musiałem spać, by odzyskać siły. Wystarczyło jedno.
Krew.
To ona przywracała mi energię. To ona sprawiała, że czułem się… żywy. A może raczej, mniej martwy.
Jedno jej łykniecie, a znów byłbym jak nowo narodzony.
Przyznam szczerze, że takie leżenie zaczynało mnie nużyć. Elian chyba powoli przysypiał, a ja… cóż. Nie mogąc spać jak zwykły człowiek, pozostawało mi tylko słuchać.
Bicia jego serca.
Równego, spokojnego rytmu, który wybijał się ponad wszystko inne.
Słyszałem też szum liści za oknem, cichy, kojący, niesiony przez wiatr. Prychanie konia gdzieś niedaleko, ciężkie, miarowe oddechy. Mruczenie kota, ledwie uchwytne, ale dla mnie wyraźne jak szept tuż przy uchu.
Tyle dźwięków. Tyle drobnych oznak życia.
To one pozwalały mi jakoś funkcjonować. Wypełniały pustkę, która inaczej byłaby nie do zniesienia.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz