Tak jak myślałem, Serathiona łatwo było podpuścić. Co prawda, miałem na sobie spodenki dlatego, by było mi wygodniej, a przynajmniej takie było moje wytłumaczenie. Zresztą, on też się nade mną znęca, nosząc na sobie tylko i wyłącznie moją koszulę. Wystarczyło, że delikatnie się podwinęła, i już mogłem zobaczyć jego cudowne pośladki. Mała wredota... kochałem ją całym sercem. Co nie zmienia faktu, że zamierzałem wygrać, by trochę mu tego nosa utrzeć. Jak raz nie będzie miał racji, na pewno trochę spasuje... martwiła mnie tylko jedna rzecz, że faktycznie może poszukać atencji u kogoś innego. Z dziwnego powodu strasznie mnie to denerwowało. Może byłem zbyt zaborczy, bo był moim pierwszym, i jedynym? W może jednak bałem się, że mnie zostawi i będę znów sam. Przyzwyczaiłem się do niego. Przyzwyczaiłem się, że otwieram oczy i jest tu obok, pyta się, jak się czuję, czego mi brakuje, i wtula się w moje ciało, kiedy idę spać. Gdyby teraz miało mi go tu nagle zabraknąć... Nie wiem. Nie wyobrażam sobie tego. Nie chcę sobie wyobrażać. Dobrze mi z nim, akceptowałem go ze wszystkimi jego wadami i zaletami.
– I jak tam lektura? – spytałem, szorując pogodę. Nie miałem z tym żadnego problemu, w końcu należało to zrobić prędzej czy później. A wolałem to zrobić prędzej, by w kolejne dni mieć z tym spokój.
– Mhm. Wspaniała – mruknął, chyba mimowolnie zerkając na mnie kątem oka. Nie mógł odwrócić wzroku... mocno mi to schlebiało. Nikt nigdy nie patrzył na mnie w ten sposób. To było niezwykłe uczucie.
– Mam wrażenie, że zajmuje cię coś innego – podniosłem się z klęczek. Podłoga lśniła, i o to mi chodziło. Jeszcze łazienkę trzeba było posprzątać... ale na to jeszcze przyjdzie czas. Dzisiaj już mam plan. Poza tym, jak będę w łazience, nie będzie mógł na mnie patrzeć.
– Za dużo sobie wyobrażasz – prychnął, lustrując mnie od stóp do głowy.
– Możesz sobie patrzeć. To przecież nie jest zabronione – odpowiedziałem, uśmiechając się delikatnie do niego, kiedy już wyciśniętą ścierkę rozwiesiłem do wyciśnięcia na krześle.
– Jeżeli będę się na ciebie za długo patrzył to przycisnę cię do ściany i wezmę sobie to, na co mam ochotę – powiedział szybko, jakby bez pomyślunku. Zaskoczyło mnie to, że tak po prostu to przyznał. I jego też... czyli wypalił to, co aktualnie miał w myślach. Ciekawe.
– Świetnie nad sobą panujesz, kochanie – zaśmiałem się cicho, zakładając już na siebie spodenki, by go bardziej nie męczyć. – Dam ci wypocząć i zebrać myśli. Idę na zakupy, chcesz coś? – spytałem, uśmiechając się do niego delikatnie. Zdecydowanie powinien ochłonąć, nie sądziłem, że działam na niego tak mocno. Z naszej dwójki to on powinien być bardziej odporny, zdążył się już przecież wyszaleć, a jednak są chwile, gdzie ledwo nad sobą panuje. Był bardziej wyposzczony, niż mi się wydawało.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz