Nie podobało mi się to, z jaką łatwością wspominał o innych opcjach. I jak chętnie. Bardzo mnie to niepokoiło, bo co jeśli te niby kawały wcieli w życie? Co prawda, nie ma jak tego zrobić, bo za dnia nie opuszcza pokoju, a w nocy wszyscy faceci, którzy odpowiadają jego wymaganiom, raczej siedzą w domu, ale jednak... martwiłem się. Że przez swój apetyt i ochotę na dopieczenie mi może zrobić coś takiego. Nie wiem, czy był do tego zdolny. Ten stary Serathion, którego poznałem w pierwszej chwili, na pewno był w stanie. Ale on...? Teoretycznie, to ta sama osoba, nie minęło dużo czasu, by mówić o diametralnych zmianach. Jak go bardzo wkurzę, to może...? Kto wie. Dzisiaj na pewno będzie chciał wyjść w nocy na miasto. I jak zwykle bym się cieszył z tego powodu, tak podczas tego zakładu... nie wiem. Już sama myśl powoduje, że czuję niepokój.
Kiedy wyszedłem na zewnątrz i mroźny wiatr uderzył w moje policzki, wszelkie te myśli uciekły. Miałem w końcu zadanie, i chciałem je wykonać jak najlepiej. Wcześniej już sobie podzieliłem tę listę, dzisiaj kupię trochę, pojutrze znów trochę, aż nie kupię wszystkiego, co potrzebne. Postaram się to tak rozłożyć w czasie, by po skompletowaniu całej listy móc od razu wyruszyć.
Chodząc pomiędzy straganami mimowolnie zwracałem uwagę na mężczyzn i zastanawiałem się, czy Serathion też na nich zwróciłby uwagę. Przystojnego młodzieńca mam mu przyprowadzić... Sam ma sto pięćdziesiąt lat na karku, a się za młodymi rozglądał będzie. Za samą tę propozycję powinienem go ukarać. Ale nie mogłem, przez ten głupi zakład. Muszę więc zrobić coś, by ten brak dotyku mu zaczął doskwierać. By zaczął żałować swoich własnych reguł.
W końcu wróciłem z zakupami. Chwilę pogadałem z Doną, zapewniłem ją, że czuję się dobrze, że Serathion nic złego nie zrobił, oczywiście, i że za godzinę przyjdę na świeżo zrobiony obiad. Za godzinę... co ja mogę porobić przez godzinę, by go zdenerwować? W sumie, dawno nie ćwiczyłem. Bez koszulki, oczywiście, wtedy jest i wygodniej, i jej nie przepocę, zatem będzie mniej do prania.
Ruszyłem na górę, a kiedy otworzyłem drzwi, dokładnie się rozejrzałem. Futerko leżał przed kominkiem, a Serathion wyzywająco się rozłożył na łóżku, dalej ubrany tylko w moją koszulę. A on nie miał się ubrać, przypadkiem?
– A ty co się tak patrzysz? – spytał, kiedy w końcu zamknąłem za sobą drzwi.
– Szukam, czy kogoś sobie nie przyprowadziłeś pod moją nieobecność – odpowiedziałem, stawiając torbę pod ścianą.
– Spóźniłeś się. Już poszedł – wyszczerzył się do mnie wrednie. I mimo, że wiedziałem, że to żart, nie spodobało mi się to. Ani trochę. Nie mogłem jednak brać tego do siebie aż tak.
– Więc zadowalają cię tacy krótkodystansowcy? – rzuciłem od niechcenia, zabierając się za ściąganie koszulki. Nabrałem wielkiej ochoty na te ćwiczenia, jakoś tę złość musiałem wyładować.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz