Czułem, że Elian jest na mnie wściekły za to, co zrobiłem, choć sam wciąż nie potrafiłem dostrzec w swoim zachowaniu niczego naprawdę złego. Nie zdradziłem go. Nie przespałem się z nikim. Jedyne, co zrobiłem, to podszedłem do szlachcica i oczywiście go oczarowałem i to tylko dlatego, że Elian chciał konia. Załatwiłem mu tego konia. Czy to naprawdę powód, żeby mieć do mnie pretensje?
A jednak… coś było nie tak.
Westchnąłem w duchu. On nie wiedział, co tak naprawdę dla niego zrobiłem. Może właśnie dlatego był zły, może widział tylko to co chciał widzieć, gesty wyrwane z kontekstu, które wyglądały zupełnie inaczej, niż były w rzeczywistości. Może myślał, że próbowałem podrywać tamtego mężczyznę. A przecież ten człowiek nic dla mnie nie znaczył.
Miałem tylko nadzieję, że kiedy koń w końcu dotrze, wszystko się wyjaśni. Że Elian zrozumie. Że mi wybaczy, nawet jeśli w jego oczach zrobiłem coś, czego nie powinienem.
- Nie jestem chętny na wino - Przyznałem cicho, naprawdę nie mając na nie ochoty.
- Nie, to nie. Nie musisz pić - Mruknął. W jego głosie wciąż pobrzmiewało niezadowolenie, chłodne i trudne do zignorowania.
Westchnąłem tylko, nie chcąc prowokować kłótni. Skoro nie miał ochoty ze mną rozmawiać, nie będę go zmuszać. Poradzę sobie sam.
W milczeniu obserwowałem, jak Elian razem z naszym kotem zajadają się posiłkiem. Wyglądali niemal spokojnie, jakby napięcie istniało tylko po mojej stronie. Ja sam nie miałem apetytu. Mój wzrok błądził bez celu: od stołu, przez ściany, aż w końcu zatrzymał się na oknie.
Patrzyłem na ulicę, wypatrując mężczyzny, który miał przyprowadzić konia. Mój koń… a właściwie nasz.
Może wtedy wszystko się zmieni.
Może wtedy przestanie się na mnie gniewać i wszystko wróci do normy.
Albo… co gorsza, jego złość tylko się pogłębi.
Bo przecież to nie ja przyprowadziłem tego konia. To inny szlachcic zrobił to za mnie. Ja jedynie… pomogłem mu podjąć decyzję. Oczarowałem go. Skłoniłem, żeby zrobił coś, czego normalnie pewnie by nie zrobił.
Westchnąłem ciężko, przecierając dłonią twarz.
To wszystko było strasznie skomplikowane. I im dłużej o tym myślałem, tym bardziej miałem wrażenie, że niezależnie od efektu i tak mi się oberwie. Za jedno albo za drugie. Za to, że w ogóle się w to wmieszałem. Za to, że użyłem tego, czego używać nie powinienem.
Choć przecież… nie chciałem źle.
Naprawdę nie chciałem.
Ale znając moje szczęście, Elian znajdzie powód, żeby się gniewać jakikolwiek. Może o pieniądze, które będzie musiał wydać. Może o to, że sięgnąłem po coś, co według niego nigdy nie powinno być używane.
„Bo tak nie wolno.”
Zacisnąłem szczękę.
Na Boga… gdyby nie było wolno, nie byłbym tym, kim jestem. Nie robiłbym tego, co robię. To nie jest grzech, przynajmniej nie w moim rozumieniu.
Szkoda tylko, że on widzi to zupełnie inaczej.
Elian skończył swój posiłek, kociak również, a potem bez słowa zebrał brudne talerze i zaniósł je do kuchni. Wrócił po chwili i zatrzymał się przy drzwiach, wyraźnie czekając na mnie jakby chciał, żebym poszedł za nim do pokoju.
Podniosłem się powoli.
Oczywiście po drodze sięgnąłem po wino. Skoro już je dla mnie przyniósł, nie mogło się zmarnować, prawda? To byłoby wręcz niewybaczalne.
Uniosłem butelkę, przyglądając się przez moment ciemnej cieczy, zanim zabrałem je ze sobą idąc grzecznie za partnerem do pokoju.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz