Poczułem przyjemne ciepło, gdy wszedł w moje wnętrze. Dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa, rozlewając się po najczulszych miejscach i na moment odbierając mi zdrowy rozsądek. W tamtej chwili pragnąłem tylko jednego, by mnie zaspokoił, by zrobił ze mną wszystko, na co miał ochotę. Chciałem, żeby był bezwzględny, żeby zostawił po sobie ślad tak intensywny, że nie byłbym w stanie nawet spokojnie usiąść, gdy już mnie opuści. Chcę czuć, że nawet siedzenia samo w sobie jest udręką.
Nie potrzebowałem nic więcej. Każdy jego ruch wyrywał ze mnie ciche jęki, które z czasem stawały się coraz bardziej bezwstydne. Czułem go głęboko w sobie, jego obecność była przytłaczająca, a jednocześnie uzależniająca. Kiedy jego dłoń zacisnęła się na mojej szyi, oddając mu pełną kontrolę, moje ciało odpowiedziało instynktownie uległością, której wcale nie chciałem powstrzymywać.
I choć to ja byłem drapieżnikiem, niebezpiecznym, nienasyconym wampirem, a on jedynie człowiekiem, to w tej chwili role przestawały mieć znaczenie. To on przejmował kontrolę, a ja pozwalałem mu na wszystko, poddając się z niepokojącą łatwością. Była w tym jednak pewna równowaga, cicha umowa, niewypowiedziana na głos. Oddawałem się temu tylko dlatego, że sam również coś z tego czerpałem.
I może właśnie to było najbardziej niebezpieczne.
Dostałem to, czego pragnąłem, czując prawdziwą satysfakcję z zaspokojenia moich potrzeb, a były one przecież ogromne. Cóż mogłem na to poradzić? Byłem wampirem. Potrzebowałem znacznie więcej niż zwykły człowiek, znacznie intensywniej, znacznie głębiej.
- Muszę przyznać, że jesteś w tym coraz lepszy… aż chce się więcej - Stwierdziłem z wyraźnym zadowoleniem, kiedy opuścił moje wnętrze, a jego obecność powoli znikała, pozostawiając po sobie jedynie echo doznań.
Przez chwilę trwałem w bezruchu, próbując złapać oddech i poukładać myśli, choć ciało wciąż domagało się kolejnych wrażeń. To uczucie nigdy nie znikało całkowicie, było jak głód, który tylko na moment dawał się uciszyć.
Spojrzałem na niego z widoczną satysfakcją malującą się na mojej twarzy.
Gdy na ustach widniał uśmiechu. Bo w końcu wiedziałem już, że to nie będzie ostatni raz.
- Tak? A czy to nie ty jeszcze niedawno chciałeś, żebym cię nie dotykał? - Dopytał z rozbawieniem, muskając moje ramię i patrząc mi prosto w oczy.
- Zdecydowanie ja. I to wszystko twoja wina, zachciało ci się tych twoich głupich zakładów - Mruknąłem, udając oburzenie.
- Cóż, sam się zgodziłeś. Nikt cię do tego nie zmuszał - Odpowiedział spokojnie, unosząc lekko brew.
Miał rację. Wcale nie musiałem w to wchodzić… ale chciałem. Choćby po to, żeby teraz móc sobie trochę ponarzekać.
- Masz rację - Westchnąłem cicho, po czym uśmiechnąłem się pod nosem. - Sam chciałem wziąć w tym udział. I było warto… bo sam seks był znacznie lepszy, nawet lepszy od tego wczorajszego. - Zbliżyłem się do niego powoli, niemal leniwie, skracając dystans między nami do minimum. Moje palce przesunęły się po jego skórze w znajomy sposób, wiedziałem dokładnie, jak reaguje na mój dotyk. Zatrzymałem się tuż przy jego ustach, na ułamek sekundy, jakby celowo przeciągając moment napięcia… zanim w końcu je połączyłem w namiętnym pełnym pasji i miłości pocałunku..
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz