Czekałem na niego spokojnie, nie pospieszając go. Doskonale wiedziałem, że po tych dwóch dniach... cóż, wegetacji, jak to można ująć, będzie potrzebował nieco więcej czasu niż zazwyczaj. Najważniejsze, by udał się na ten spacer, trochę rozruszał kości, i może wszedł do jeziora... nie, nad jezioro nie mogę go zabrać. Dalej tam leży ten demon. Nic go nie zjadło, bo ich mięso jest obrzydliwe. Może... może lepiej, by i on ,i dzieci na jakiś taki dłuższy czas omijały to miejsce. Całe szczęście gdzieś tu jest jeszcze rzeka, nad rzeką nic się nie wydarzyło, jest pięknie, cudownie i wspaniale. Tylko nie do końca wiem, w którą stronę to jest. Byłem tam chyba tylko raz... i to całkowitym przypadkiem. Częściej chodziłem z Mikim nad jezioro. Byłem jednak pewien, że jak się go zapytam, to z pewnością mi odpowie.
Rozejrzałem się po salonie zastanawiając się, czy wszystko zrobiłem. Wszystko posprzątane, zwierzaki najedzone, naczynia ponure, w kominku dla Banshee i dzieci napalone... chyba tym razem o niczym nie zapomniałem. A to w moim wydaniu było nowością. Chyba coś ta moja głowa w końcu zaczęła trybić. Gorzej, jak zaraz tu podejdzie do mnie Miki i powie mi, że zapomniałem o kilku rzeczach, wtedy już z siebie dumny być nie będę mógł. Na pewno mówił mi o czymś, że mam się ubrać... ale czy ja coś miałem? Byłem trochę ubogi w ubrania. Bardzo szybko je niszczyłem, delikatnie to ujmując. A jak chodzi o ciepłe rzeczy, to już w ogóle miałem ich mało. Faktycznie, miałem jakiś sweter z dawnych lat, ale to był sweter. Jako demon nie założę przecież jakiegoś kiczowatego swetra. Ubiorę płaszcz, i jakoś mi wystarczy, chociaż tak naprawdę ja tam nic nie muszę zakładać. Robię to tylko dla niego, by się mną nie przejmował. A moje ciało po prostu się musi nauczyć żyć z chłodem. Inaczej zbyt długo tutaj nie przetrwam.
– Już jestem. Przepraszam, że tak długo – usłyszałem za sobą jego cudowny głos. Od razu odwróciłem się w jego stronę. Wyglądał lepiej, o wiele lepiej, chociaż dalej nie był do końca sobą.
– Nic się nie stało – powiedziałem zgodnie z prawdą. Bałem się, że mogę wywrzeć jeszcze na nim jakąś presję, a tego bym nie chciał. Bardzo dużo ostatnio przeszedł. – Trzeba by ci jeszcze umyć włosy... – mruknąłem do siebie, przesuwając palcem po jego kosmykach.
– Zastanawiałem się nad tym, nie chciałem jednak zbyt długo kazać na siebie czekać – odpowiedział, chyba odrobinkę zawstydzony.
– To nic. Wyglądasz pięknie. Ogarniemy je, jak już wrócimy znad rzeki – odparłem, chwytając jego dłoń i składając na jej wierzchu delikatny pocałunek.
– Znad rzeki? Nie idziemy nad jezioro? – spytał, patrząc na mnie ze zmartwieniem.
– Nie chciałbym cię zabierać nad jezioro. Nie jest tam obecnie najczyściej i coś czuję, że przez dłuższy czas nie będzie. Mięso trochę się rozkłada, a takiej padliny nic nie zeżre – wyjaśniłem łagodnymi słowami. – Rzeka chyba też jest dobra, prawda? Woda to woda, nie powinna ci przeszkadzać.
<Aniołku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz