środa, 29 kwietnia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Trochę się zdziwiłem jego słowami. Spodziewałem się czegoś... sam nie wiem, bardziej subtelnego, a nie zwykłej, brutalnej siły. Przecież to do niego nie pasowało. Był tym sprytnym i cwanym. Prędzej bym obstawił jakąś kontrolę umysłu, manipulacje bestiami, a nie coś takiego. Cóż, z tego, co się orientuję, wampiry sobie tego nie wybierają. Mogą dziedziczyć... więc może stąd takie umiejętności. 
– Więc zmieniasz się w gigantycznego nietoperza. Dobrze wiedzieć na przyszłość – powiedziałem spokojnie, zerkając niepewnie za siebie. Jakoś ekstremalnie daleko od miasta nie odjechaliśmy, i już coś nas najprawdopodobniej śledzi. Nie wiem, czy mi się podoba nasza sytuacja. Przeniosłem jedną ze swoich dłoni na uzdę i lekko wbiłem pięty w boki konia z nadzieją, że zrozumie przekaz. Onyks przyspieszył, chociaż dalej stąpał dosyć ostrożnie. Na więcej w tej chwili sobie pozwolić nie mogliśmy. 
– Nie jestem żadnym gigantycznym nietoperzem. Tylko groźnym monstrum – powiedział oburzony, pusząc swoje policzki. 
– Groźnym monstrum, którego zabije srebrny grot bełtu. Miej to na uwadze, bardzo proszę – powiedziałem spokojnie, będąc trochę bardziej powściągliwym. Dlaczego już coś nas ściga? To przez konia, w której widzi ofiarę? Czułem, że możemy mieć przez niego problemy i teraz takie coś. 
– Na szczęście potwory na naszej drodze nie mają srebrnych kłów czy pazurów – wzruszył ramionami. – Nie napinaj się tak. Na razie utrzymuje odległość. 
– I zbliży się pewnie, kiedy najmniej się go będziemy spodziewać – pokręciłem głową. Nie podobało mi się to, że coś nam się kręci za plecami. Coś niebezpiecznego, czyhającego na nas. – Powinniśmy zaatakować pierwsi. 
– Ależ się rwiesz do bitwy. Nie masz nawet pojęcia co to i czy sobie poradzisz – Serathion trochę ostudził mój zapał, co było raczej niecodzienne. Prędzej to ja musiałem uspokajać jego, nie na odwrót. 
– Z reguły jak się czemuś albo komuś utnie łeb, to jest to wyrok śmierci. Za wyjątkiem hydry, ale takie istoty tutaj nie występują, więcej wiedzieć nie potrzebuję – powiedziałem, starając się ukryć niepokój. Gdyby był to zwykły drapieżnik, jak niedźwiedź, puma, czy nawet wilki, wystarczyło podróżować dalej, dopóki nie opuściłby się ich terytorium. Według mojej podstawowej wiedzy, większość potworów także jest bardzo terytorialna. Ale skoro nie mamy pojęcia co to, lepiej się tego pozbyć niż pozwolić, by poszedł do nas, kiedy świeci słońce. To zbyt niebezpieczne dla Serathiona. 
– Mhm. Zatem powodzenia w ucinaniu łba tym swoim malutkim ostrzem – Serathion pokręcił głową z dezaprobatą. – Jeśli będzie się zbliżał, dam ci znać, i może wtedy faktycznie go zaatakujemy. 
– Zdam się na ciebie, chociaż niekoniecznie mi się go podoba. Nie lubię czuć czyjegoś oddechu na karku – mruknąłem, mimowolnie drugą dłonią szukając ostrzy ukrytych w rękawach. Tak dla swojej pewności. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz