Leżałem spokojnie na łóżku, wpatrując się w sufit. Tak naprawdę nie miałem nic szczególnego do roboty. Nie mogłem pomóc Elianowi, A to dlatego, że słońce skutecznie utrudniało mi dostęp do niego, więc pozostawało mi jedynie czekać. Najpierw na jego powrót, a później na moment, w którym w końcu wyruszymy w drogę.
Szczerze mówiąc, nie mogłem się już doczekać, aż opuścimy to miejsce. I nie chodziło tylko o wszechobecną stęchliznę i ciężkie powietrze, przez które oddychanie było niemal wysiłkiem. Po prostu zaczynałem się tu nudzić. To zdecydowanie nie było miejsce dla mnie. Nigdy nie przepadałem za brzydkimi zapachami, choć paradoksalnie pociągały mnie miejsca niebezpieczne. Tyle że to… nie było niebezpieczne. Było tylko martwe, duszne i pozbawione życia.
Nie miałem nic do roboty i wiedziałem, że kiedy Elian wróci, niewiele się zmieni. On będzie musiał odpocząć, a ja… znów będę czekać.
Co dziwne, nawet nie myślałem o seksie. To miejsce skutecznie odbierało mi na to ochotę. Sama myśl wydawała się tu… nie na miejscu. Zdecydowanie nie. Miałem swoją godność i swoje standardy. A tutaj nie było ani jednego, ani drugiego. Poza tym istniała pewna kolej rzeczy: najpierw kąpiel, dopiero potem przyjemności.
Lubiłem, kiedy Elian ładnie pachniał. Ludzie niestety mieli tę wadę, że nie zawsze mogli albo chcieli dbać o higienę. A wtedy zapach robił się… trudny do zniesienia. Na szczęście u niego jeszcze tego nie wyczułem.
Zastanawiałem się jednak, jak będzie wyglądała nasza podróż. Czy zmęczenie w końcu go dopadnie? Czy kąpielem będą możliwe? Czy zacznie zachowywać się inaczej? Poznałem już tyle zapachów, że niewiele było w stanie mnie zniechęcić… może poza jednym. Zapachem psa. Z jakiegoś powodu naprawdę go nie znosiłem. Może dlatego, że psy i wilkołaki były sobie zbyt bliskie, a wampiry i wilkołaki… cóż, delikatnie mówiąc, nigdy za sobą nie przepadały.
Na szczęście nie mieliśmy tu żadnego psa, więc nie było się czym martwić. Zresztą Elian nie potrzebował dodatkowego towarzysza. Wystarczył mu koń, prezent ode mnie. A właściwie coś, co zdobyłem dzięki swoim… umiejętnościom.
Usłyszałem kroki i uniosłem lekko głowę.
- O, już jesteś. Wszystko gotowe? - Zapytałem, spoglądając w jego stronę.
Chciałem wiedzieć, czy przed opuszczeniem tego miejsca musimy zrobić jeszcze coś, czy wreszcie możemy ruszać. Miałem nadzieję, że to już koniec. Że będzie mógł się położyć, zamknąć oczy chociaż na dwie godziny i naprawdę odpocząć.
Nie chciałem, żeby zasnął w siodle.
Choć… ludzie potrafili być nieprzewidywalni. Czasem nawet bardziej niż my. A jednak to nas nazywali potworami.
Zabawne.
Bo bardzo często to oni zaczynali wojny z takimi jak my. A potem dziwili się, że chcemy się bronić, za wszelką cenę.
- Tak, wszystko jest już gotowe. Możemy wyruszyć za dwie godziny - Stwierdził cicho, zajmując miejsce obok mnie. Objął mnie delikatnie, przyciągając do siebie, jakby sam potrzebował tej bliskości równie mocno jak ja.
- A więc masz dwie godziny, żeby odpocząć - Zauważyłem spokojnie.
Przysunąłem się bliżej, pozwalając, by nasze ciała ułożyły się wygodnie obok siebie. Oparłem głowę o jego klatkę piersiową i zamknąłem oczy, wsłuchując się w równy rytm jego serca. Ten dźwięk działał kojąco, niemal hipnotyzująco.
Nie powiedziałem już nic więcej.
Nie chciałem przerywać tej chwili. Cisza była tu lepsza niż jakiekolwiek słowa, miękka, spokojna, bezpieczna. Pozwoliłem mu odpocząć, pilnując jednocześnie, by naprawdę się zrelaksował. Nawet jeśli tylko przez te dwie godziny..
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz