Rozmawiałby sobie ze zjawą... chciałbym to zobaczyć. Chciałbym w ogóle kiedyś mieć możliwość spotkania czegoś takiego. Dowiedzenia się czegoś więcej, by na przyszłość mieć tę wiedzę większą, bez problemu ich pokonać, jeżeli będą mnie czy moją słodką Różyczkę niepokoić. Tylko, jak by takiego pokonać...? Słyszałem tylko pogłoski, jakieś bajania, ale ile z tego byłoby prawdą, to nie mam pojęcia. To nie było tak, że nie wierzyłem w zjawy, duchy, upiory, czy inne tego typu rzeczy. Po prostu za każdym razem, kiedy słyszałem, że jakieś miejsce jest nawiedzone, nigdy nie było ono nawiedzone. Tym razem się okazało podobnie.
– Chciałbym być świadkiem twojej rozmowy z duchem. Byłoby to ciekawe – odpowiedziałem, rzucając na stół ustrzelonego zająca, który miał być dzisiaj posiłkiem moim, jak i Futerka. Rozejrzałem się dookoła, w poszukiwaniu czegoś drewnianego, co mógłbym rozwalić i użyć do rozpałki. Nie miałem czasu na zbieranie chrustu w lesie i później suszenie go, żeby go użyć. Mój wzrok padł na stare, spróchniałe krzesło, które udało mi się rozwalić jednym kopnięciem.
– Nie mógłbyś. Jak bym cię wtedy odgadywał? – pokręcił lekko głową, obserwując mnie z uwagą i chyba nawet lekkim zainteresowaniem.
– Mógłbyś poruszyć z nim wszelkie tematy, a ty chciałbyś rozmawiać o mnie? Jestem pewien, że są ciekawsze rzeczy niż ja – powiedziałem, rozpalając ogień. Od razu w tej małej chatce zrobiło się jakoś tak lepiej... cieplej. Oj, tego mi brakowało. Jak ja będę podróżował, kiedy nastąpi mrok, i zajdzie słońce, które to daje mi ciepło, to ja nie wiem. Chociaż, ja to ja, oby ten biedny koń dał sobie radę.
– Dla mnie jesteś najbardziej interesujący – przyznał, wstając z łóżka, by podejść bliżej mnie. – Co chcesz zrobić?
– To, co zawsze. Wrzucę trochę tego, co mam do garnka i będę miał nadzieję, że jakoś to będzie – wzruszyłem ramionami. Nie miałem tego za wiele, pora roku nie dawała mi możliwości, ale coś się zrobi. Miałem mięso, trochę warzyw typu cebula, marchewka, przyprawi się, poddusi i wyjdzie mi jakiś gulasz. Może nawet na dwa dni.
– Prawdziwy szef kuchni z ciebie – powiedział, biorąc w swoje ręce kotka, który był zainteresowany tym, co robię. Surowego mięsa chyba jeszcze nie jadł... to w ogóle zdrowe dla kotów? Chyba tak, bo jednak jak żyją samowolnie, to jedzą to, co upolują. A jednak trochę się martwiłem... Wykroiłem niewielki kawałek mięsa i podałem go kociakowi, a on od razu pochłonął ten kawałek, gryząc mnie w palec. – Tak sobie w ogóle myślałem, byś może zaczął podróżować za dnia. A ja bym się schował jako nietoperz w plecaku, czy w twojej kieszeni.
– A w nocy co będziesz robił? Wiem, że nie dasz rady wysiedzieć te kilka godzin sam, jak ja będę spał, a wokół będzie mrok. Nie, to stanowczo odpada – pokręciłem głową. Nie taki był plan. Mieliśmy podróżować nocą, i to będziemy robić.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz